Firmy tytoniowe na równi pochyłej

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 08-05-2009, 00:00

Zakaz palenia w miejscach publicznych jest tylko kwestią czasu. Na tym jednak nie koniec. Firmy i palaczy czeka prawdziwy horror.

Zaciska się pętla restrykcji na szyi producentów papierosów

Zakaz palenia w miejscach publicznych jest tylko kwestią czasu. Na tym jednak nie koniec. Firmy i palaczy czeka prawdziwy horror.

Legalna sprzedaż papierosów w Polsce, ku rozpaczy firm tytoniowych, kurczy się od wielu lat wskutek corocznych podwyżek akcyzy. Ostatnio jednak spada w zastraszającym dla branży tempie (10 proc. w 2008 r., 16 proc. w I kw. 2009 r.). Czy może być gorzej? Wiele wskazuje na to, że tak. Przybiera bowiem na sile kampania antynikotynowa i coraz częściej padają w niej mocne argumenty ekonomiczne.

Miliardowe straty

Z danych przedstawionych wczoraj na antynikotynowej konferencji w Warszawie zorganizowanej przez Światową Organizację Zdrowia (WHO) wynika, że europejska gospodarka traci z powodu szkodliwych następstw palenia około 100 mld EUR rocznie. Przyczyniają się do tego m.in. duży ubytek zasobów ludzkich (przedwczesna śmierć 650 tys. osób rocznie), wysokie koszty leczenia palaczy, obniżenie wydajności pracy i absencje pracowników. Ze statystyk wynika, że pali 30 proc. obywateli UE, w tym aż 9 mln Polaków.

WHO i inne organizacje, a także wpływowe osoby, jak na przykład Michael Bloomberg (amerykański multimilioner i burmistrz Nowego Jorku), zaczynają łączyć siły w walce z paleniem. Mierzą wysoko, bo za cel stawiają sobie m.in. przekonywanie rządów kolejnych państw do uchwalania prawa zakazującego palenia w miejscach publicznych.

— Z badań wynika, że całkowity zakaz palenia w miejscach publicznych popiera ponad 80 proc. obywateli UE — mówi Anna Kozieł, koordynator antynikotynowej Inicjatywy Bloomberga z polskiego oddziału WHO.

Nic dziwnego, że ostre prawodawstwo antynikotynowe zaczyna rozlewać się po Europie. Obowiązuje już m.in. w Irlandii, Anglii i Norwegii.

Straszne pudełka

Uchwalenie rygorystycznej "ustawy antynikotynowej" w Polsce jest także coraz bliższe.

— Wersja optymistyczna przewiduje uchwalenie ustawy po wakacjach, a pesymistyczna w 2010 r. — ocenia Czesław Hoc, poseł z sejmowej Komisji Zdrowia.

Ustawa ograniczy jednak nie tylko palenie w miejscach publicznych. Zgodnie z propozycją rządu, ma także dopuścić możliwość stosowania na opakowaniach papierosów ostrzeżeń zawierających barwne ilustracje. W praktyce oznacza to pojawienie się na nich drastycznych obrazów pokazujących szkodliwe skutki palenia.

— Nie ma jednoznacznych badań pokazujących, że graficzne ostrzeżenia skuteczniej odstraszają palaczy czy niepalących. Są wręcz odwrotne przykłady. Na rynkach, gdzie je wprowadzono, istnieje już moda na ich zbieranie, i to przez młodych ludzi, co chyba jest wbrew intencjom autorów. Wprowadzenie ich w Polsce nie tylko nie spowoduje spadku konsumpcji papierosów, ale doprowadzi do tego, że paczka podrożeje o 10-15 proc., czyli średnio o złotówkę — argumentuje Krzysztof Kępiński, reprezentujący firmę British American Tobacco Polska.

Jego zdaniem, nie można posuwać się za daleko także w ograniczaniu palenia w miejscach publicznych, by nie zaszkodzić np. branży gastronomiczno-rozrywkowej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Kariera / Firmy tytoniowe na równi pochyłej