Firmy znów tracą zapał do zatrudniania

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 03-01-2012, 00:00

Słaby popyt, katastroficzne wizje oraz wyższa składka rentowa — to powody znikania kolejnych miejsc pracy

Druga falą dekoniunktury na polskim rynku pracy na horyzoncie. Skłonność pracodawców do zwiększania zatrudnienia gwałtownie słabnie — wynika z najnowszej edycji badania PMI HSBC dla polskiego przemysłu. Firm likwidujących miejsca pracy jest już prawie trzykrotnie więcej niż tych, które je tworzą (odpowiednio 14 i 6 proc.). Jeszcze miesiąc wcześniej sytuacja była odwrotna — to firmy zwiększające zatrudnienie były nieznacznie górą (13 wobec 12 proc.). Stworzony na podstawie tych odsetków wskaźnik HSBC PMI spadł w grudniu z 51 do 47 pkt.

— To największy miesięczny spadek w ponad dwunastoletniej historii badania. Skłonność firm do zwiększania zatrudnienia jest najniższa od października 2009 roku — zaznacza Agata Urbańska, ekonomistka HSBC.

Szczyt pesymizmu

Co tak wystraszyło polskich przedsiębiorców, że w ciągu miesiąca porzucili plany rozwojowe i postanowili redukować miejsca pracy? Częściowo to skutek kryzysu gospodarczego w strefie euro (większość państw Europy Zachodniej jest już w stagnacji lub recesji). W grudniu znacznie pogorszyły się oczekiwania firm dotyczące nowych zamówień. Wskaźnik PMI HSBC dla tej kategorii spadł z 48 do 47 pkt. Zamówienia kurczą się najszybciej od czerwca 2009 r.

— Ostatnie miesiące przyniosły osłabienie popytu. Zwłaszcza grudzień, mimo sprzyjającej pogody, przyniósł załamanie sprzedaży. W takiej sytuacji prawdopodobnie nie uda nam się uniknąć redukcji zatrudnienia — mówi Robert Klaudel, dyrektor zarządzający firmy Restol, Gazeli Biznesu zajmującej się produkcją mebli.

Te niepokoje o przyszłość gospodarczą były wzmacniane przez medialne doniesienia dotyczące kryzysu zadłużeniowego strefy euro i szczytu przywódców państw w Brukseli. Przedsiębiorcy i konsumenci codziennie słuchali o możliwym rozpadzie strefy euro, groźbie głębokiej recesji i o kryzysie „dobijającym się do drzwi Polski”.

— Przez ostatni miesiąc widzieliśmy kumulację pesymizmu. Pracodawcy poddali się tym negatywnym nastrojom zrodzonym na rynkach finansowych. Sądzę jednak, że ten niepokój to przejściowe zjawisko. Kiedy sytuacja się uspokoi, plany firm dotyczące zatrudnienia się poprawią — mówi Karolina Sędzimir, ekonomistka PKO BP. Załamanie się wskaźnika zatrudnienia może być też skutkiem decyzji rząduo podniesieniu składki rentowej po stronie pracodawców. Plany te premier ogłosił w czasie exposé 18 listopada, a w grudniu rząd wprowadził zmiany w życie. W lutym składka płacona przez pracodawcę wzrośnie o 2 pkt proc. (do 6,5 proc. wynagrodzenia). Oznacza to, że roczny koszt zatrudnienia jednego pracownika (zarabiającego średnią krajową 3,6 tys. zł) wzrośnie o 864 zł.

— Decyzja o podniesieniu składki rentowej jest dużym błędem. Podnoszenie kosztów pracy musi przełożyć się negatywnie na zatrudnienie i aktywność gospodarczą. Minister finansów po raz kolejny udowodnił, że jest księgowym, który nie rozumie, jak funkcjonuje gospodarka — mówi Andrzej Malinowski, prezydent Pracodawców RP.

Wysokie koszty pracy już teraz wymieniane są przez pracodawców jako ważna przeszkoda w prowadzeniu biznesu. Według badania Tax Care, jest to główna bariera dla 24 proc. firm. Pracodawca za każdego pracownika musi odprowadzić łącznie pięć składek — rentową, emerytalną, na Fundusz Pracy, na Fundusz Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych i na ubezpieczenie wypadkowe.Efekt jest taki, że składki i podatki stanowią niemal równowartość pensji netto. Pracownik zarabiający średnią krajową dostaje do ręki zaledwie 60 proc. tego, ile wydał na jego pensję pracodawca.

Szansa na stagnację

Niepokojące wyniki badania HSBC PMI na razie nie skłaniają ekonomistów do rewidowania prognoz dla rynku pracy. — Dane za jeden miesiąc to za mało, żeby można było mówić o początku dłuższej tendencji. Zobaczymy, co przyniosą kolejne — mówi Jakub Borowski, główny ekonomista Kredyt Banku.

W większości prognoz na 2012 rok nadal aktualny jest więc scenariusz stagnacji na rynku pracy. Słabsza konsumpcja, wolniejsza dynamika eksportu i wyższa składka rentowa sprawią, że dynamika zatrudnienia w sektorze przedsiębiorstw wyhamuje z około 3,2 proc. w 2011 r. niemal do zera. Jak prognozuje PKO BP — w tym roku liczba miejsc pracy wzrośnie o 0,4 proc.

— To będzie mocne wyhamowanie zatrudnienia, ale na szczęście uda się uniknąć redukcji, czyli ujemnej rocznej dynamiki — mówi Karolina Sędzimir.

OKIEM EKSPERTA

Załamania nie będzie

PIOTR WIELGOMAS

prezes Bigramu

Nie widzę na polskim rynku pracy tych negatywnych tendencji, które wyłaniają się ze wskaźnika zatrudnienia. Sytuacja nadal jest dość stabilna — pracodawcy są ostrożni w kreowaniu polityki zatrudnieniowej, ale też nie brakuje decyzji o rozpoczynaniu inwestycji i tworzeniu miejsc pracy. Rynek funkcjonuje stabilnie, bez większych wstrząsów. Jak rozwinie się sytuacja w kolejnych kwartałach? Decydujące będą najbliższe miesiące — one prawdopodobnie pokażą, jaka będzie przyszłość strefy euro i jak bardzo uzasadnione były obawy o kondycję gospodarki. Moim zdaniem, nie zobaczymy żadnego załamania. W najgorszym wypadku czeka nas łagodne i przejściowe osłabienie koniunktury na rynku pracy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu