FP: Japonia, Singapur i Tajwan przyłączą się do kontroli eksportu technologii do Rosji

  • PAP
opublikowano: 22-02-2022, 20:12
aktualizacja: 22-02-2022, 20:15

USA uzyskały zapewnienia Japonii, Singapuru i Tajwanu, że kraje te wesprą kontrole eksportu wysokich technologii do Rosji w razie dalszej inwazji przeciwko Ukrainie - donosi portal magazynu Foreign Policy. Waszyngton prowadzi też rozmowy z innymi państwami Azji.

Portal powołuje się na trzy źródła w administracji prezydenta USA Joe Bidena, choć nie precyzuje, na czym miałoby polegać wsparcie azjatyckich państw. Wszystkie trzy kraje są ważnymi producentami półprzewodników, czipów komputerowych i innych kluczowych produktów technologicznych. Portal podaje, że trwają rozmowy z innymi państwami w tej sprawie.

fot. Bloomberg
fot. Bloomberg

Kontrole eksportu technologii są - obok sankcji na największe rosyjskie banki - jednym z kluczowych elementów najostrzejszego pakietu sankcji przewidzianego przez USA na wypadek rosyjskiej inwazji przeciwko Ukrainie. Środek ten, znany jako Foreign Direct Product Rule - zastosowany wcześniej w ramach sankcji przeciwko chińskiemu koncernowi Huawei - zakłada kontrolę eksportu produktów wyprodukowanych z użyciem amerykańskich programów lub technologii, niezależnie od miejsca produkcji. Potencjalnie oznaczałoby to zakaz eksportu jakichkolwiek czipów do Rosji, bo niemal wszystkie produkowane są z użyciem amerykańskiej technologii.

Jak zapowiadali przedstawiciele administracji Bidena, choć taki środek nie byłby odczuwalny w Rosji natychmiast, miałby bardzo poważne skutki dla rosyjskiej gospodarki w średnim i długim terminie, uderzając w kluczowe sektory, takie jak obronność, przemysł energetyczny, lotnictwo, przemysł samochodowy czy elektronika konsumencka.

"Potencjalny efekt tych kontroli, zależnie od zakresu, może być nadzwyczajny. To może objąć nawet każdy mikroprocesor wysyłany do Rosji" - mówił w wywiadzie dla PAP Brian O'Toole, były urzędnik Departamentu Skarbu odpowiedzialny za sankcje. "Co prawda efekt nie będzie tak natychmiastowy jak w przypadku banków, ale to jest sygnał mówiący +nie chcecie nas sprawdzać, bo za 6-12 miesięcy będziecie mieli rzeczywiście ogromny problem w całej waszej gospodarce+. To byłoby naprawdę potężne uderzenie" - dodał.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: PAP

Polecane