"FT": Otwarcie granic UE - zagrożenie czy szansa dla Niemiec

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 21-03-2005, 10:15

Niemcy nie są zgodni, czy otwarcie unijnych granic dla wschodnioeuropejskich sąsiadów stanowi zagrożenie, czy przeciwnie, nową szansę - pisze w poniedziałek londyński "Financial Times", komentując kontrowersje w UE dotyczące otwarcia rynku usług.

Niemcy nie są zgodni, czy otwarcie unijnych granic dla wschodnioeuropejskich sąsiadów stanowi zagrożenie, czy przeciwnie, nową szansę - pisze w poniedziałek londyński "Financial Times", komentując kontrowersje w UE dotyczące otwarcia rynku usług.

    Dziennik opisuje sytuację w małym niemieckim miasteczku Biesenthal, położonym o 45 minut jazdy samochodem od Berlina. W liczącym pięć tysięcy mieszkańców mieście wskaźnik bezrobocia sięga 18 procent. Od maja zeszłego roku, czyli od poszerzenia UE o dziesięć nowych państw, w centrum handlowym w Biesenthal biuraotworzyło aż 90 prywatnych polskich przedsiębiorców z branży budowlanej. Oferują oni legalnie usługi swych firm - na terenie całych Niemiec, i to po cenach znacznie niższych aniżeli niemieccy przedsiębiorcy.

    Sprawa niepokoi niemieckich związkowców, część polityków i miejscowych rzemieślników, głośno mówiących o "dumpingu socjalnym", jak określono niskie koszty usług, oferowanych przez przybyszów.

    Jak pisze "Financial Times", po poszerzeniu Unii sprawa otwarcia rynku usług nabrała zasadniczego znaczenia. Będzie ona jednym z ważniejszych tematów rozpoczynającego się we wtorek brukselskiego szczytu 25 państw UE.

    Dziennik przypomina, że kontrowersje dotyczą przede wszystkim proponowanej, korzystnej dla przybyszów zasady (tzw. zasady kraju pochodzenia), na mocy której obce firmy-usługodawcy będą działać na podstawie przepisów obowiązujących w ich państwach  macierzystych.

    "Wobec braku powszechnych standardów, możliwości konkurencji z tymi firmami zostaną ograniczone wyłącznie do kwestii kosztów" - powiada cytowany przez "Financial Times" Juergen Wittke, kierujący związkiem malarzy w Berlinie.

    Londyński dziennik przypomina, iż podobne obawy pojawiły się bezpośrednio przed poszerzeniem Unii, okazały się jednak przesadzone.

    Wiele przedsiębiorstw z państw Europy Środkowowschodniej zignorowało możliwości, jakie daje im wejście do Unii. Część próbuje sprostać wymaganiom i gustom niemieckiego konsumenta, ale nie jest to łatwe. Część nielegalnych pracowników w zeszłym roku po prostu zalegalizowała swój pobyt i zaczęła płacić podatki.

    "Nie widać oznak masowego napływu (zagranicznych) robotników czy przedsiębiorców" - brzmi konkluzja nieopublikowanego raportu Drezdeńskiej Izby Pracowników Wykwalifikowanych. Izba cytuje przykład czeskich piekarni, którym nie udało się pozyskać klientów w Saksonii i dziś szukają niemieckich partnerów.

    Wielkie niemieckie koncerny aktywnie działają od lat w krajach Europy Środkowowschodniej, dziś natomiast coraz więcej małych przedsiębiorstw w Niemczech zaczyna traktować poszerzenie UE jako szansę dla siebie.

    "Polakom trudno sprostać naszym wymogom w dziedzinie jakości, płace w Polsce rosną, ich koszty transportu są wysokie,  nie mogą też inwestować z powodu ograniczonego dostępu do kapitałów. Patrzę dziś na Polskę głównie jako na olbrzymi rynek dla (naszego) eksportu" - mówi cytowany przez "Financial Times" prezes berlińskiego stowarzyszenia firm pralniczych, Steffan Rimbach.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane