Fundusze unijne pomagają łączyć naukę i biznes

Partnerem publikacji jest Instytutu Innowacji i Technologii Politechniki Białostockiej
opublikowano: 08-08-2022, 13:00
Play icon
Posłuchaj
Speaker icon
Close icon
Zostań subskrybentem
i słuchaj tego oraz wielu innych artykułów w pb.pl

Działalność badawczo-rozwojowa w wielu przedsiębiorstwach traktowana jest jako proces długotrwały i złożony, a jednocześnie narażony na wysokie ryzyko niepowodzenia. Często więc podczas realizacji danego projektu występuje konieczność ograniczania ryzyka, przede wszystkim finansowego, związanego z nieprzewidywalnością i charakterem nałożonych prac.

Ze wsparciem przychodzą fundusze unijne, które posiadają dedykowane programy na finansowanie prac badawczych. Dzięki temu przedsiębiorca jest w stanie prowadzić pełnowartościowy proces badawczy z ryzykiem finansowym ograniczonym do poziomu wkładu własnego (15–50 proc. wartości projektu).

Nasze doświadczenie pozwala na optymalizację budżetów prac badawczych z uwzględnieniem ryzyk, które niosą ze sobą te prace badawcze, stąd też chętnie deklarujemy pomoc przy tego typu projektach – mówi Tomasz Stypułkowski, prezes zarządu Instytutu Innowacji i Technologii Politechniki Białostockiej.

Wyobraźmy sobie, że jesteśmy podmiotem, który chce wdrożyć innowację i ma na to środki unijne. Aby rozważnie i skutecznie wykorzystać pozyskaną dotację na rozwój zaplanowanego działania, powinniśmy dobrać sobie odpowiedniego partnera, który udzieli nam wsparcia w całym procesie realizacji. Tak było np. w przypadku niedawno zakończonej budowy inteligentnej fabryki przez suwalską spółkę MALOW, będącą największym w Polsce producentem mebli metalowych. Pomoc przy wdrażaniu całego projektu zagwarantował firmie Instytut Innowacji i Technologii Politechniki Białostockiej. Dzięki pozyskanej dotacji oraz wsparciu naukowemu ze strony białostockiej placówki przedsiębiorca wprowadził w życie ideę Przemysłu 4.0. MALOW zbudował fabrykę, w której powstało m.in. centrum badawczo-rozwojowe, służące do prowadzenia badań przemysłowych nad optymalizacją konstrukcji mebli. Inwestycja w nowy obiekt przyczyniła się ponadto do opracowania kilku oryginalnych, innowacyjnych systemów produkcyjnych. Ten projekt zakończył się zatem powodzeniem. Czy tak jest jednak zawsze? Okazuje się, że niekoniecznie.

– Proces badawczy może być długotrwały, wielowątkowy i ma prawo przynieść zaskakujące, czasem także negatywne rezultaty – mówi Tomasz Stypułkowski, prezes zarządu Instytutu Innowacji i Technologii Politechniki Białostockiej.

– Natomiast brak elastyczności ze strony programów unijnych może znacznie utrudnić przedsiębiorcom prowadzenie skutecznych badań, co związane może być z wymogami formalnymi przy wprowadzaniu zmian w budżetach i harmonogramach już realizowanych projektów. Musimy też pamiętać, że finansowanie projektów B+R na podstawie modelu ryczałtowego to tzw. must have ze względu na ich wyjątkowy i trudny charakter oraz nieprzewidywalność rezultatu samego projektu i takie rozwiązanie musi być wprowadzone w nowej perspektywie. Nasze doświadczenie pozwala na optymalizację budżetów prac badawczych z uwzględnieniem ryzyk, które niosą ze sobą te prace - dodaje.

Przybliżmy nieco tę rzeczywistość. Finansowanie projektu lub inwestycji na postawie modelu ryczałtowego już od dawna występuje przy niektórych funduszach, przede wszystkim na poziomie unijnym (Horyzont Europa) lub międzynarodowym (Mechanizm Norweski), wspierających działania B+R. Jest to specyficzna forma rozliczania z Instytucją Finansującą, w której prognozujemy jedynie wartości poszczególnych kategorii, a nie pojedynczych wydatków. Zatem zastosowanie takiego rozwiązania przy danym projekcie pozwala skupić się przedsiębiorcy na wskaźnikach i dokumentowaniu ich realizacji. Pozwala to również płynnie reagować na zmiany w procesie badawczym.

Na tych fundamentach stoi gospodarka

Ciekawostkę stanowi jeszcze jeden czynnik. Mianowicie ten, że w projektach badawczych często dochodzi do tarć pomiędzy biznesmenami a akademikami. Powód jest prosty: różnice mentalności obu tych światów. Mogą to być np. różnice formalno-administracyjne, powodowane przez wydłużone okresy bądź złożoność procesowania przy podejmowaniu decyzji, szczególnie w publicznych szkołach wyższych. Tymczasem wymogi formalne poszczególnych programów operacyjnych wymuszają na obu stronach nawiązanie relacji i rozpoczęcie współpracy, która była niezbędna w perspektywie finansowej UE 2014–2020. To także będzie stanowić fundament sukcesu w nowej perspektywie finansowej Funduszy Europejskich na lata 2021–2027. Jednak przez wspomniane różnice mentalności, taka współpraca środowiska naukowego z sektorem biznesowym może być utrudniona.

– Cóż, wydaje się, że jako Instytut mamy sensowną receptę na rozwiązanie tego problemu – mówi Tomasz Stypułkowski.

– A jest nim sięgnięcie po wsparcie, konsultacje i pomoc podmiotu takiego, jak my: będącego swoistym hubem, łącznikiem pomiędzy tymi dwoma światami. Podmiotu, który kojarzy ze sobą naukę i biznes również pod kątem mentalnościowym. Podmiotu, który jest łącznikiem pomiędzy naukowcem a przedsiębiorcą, a najlepiej – który stanowi unikalną hybrydę jednego i drugiego.

We wspomnianej perspektywie (porozumieniu międzyinstytucjonalnemu między Radą UE, Parlamentem Europejskim i Komisją Europejską, określające ramy finansowe wydatków z budżetu ogólnego UE – red.) planowana jest realizacja programów na poziomie krajowym oraz regionalnym, gdzie większość będzie kontynuacją wcześniej rozpoczętych projektów finansowanych na podstawie środków unijnych z poprzedniego rozdania. Istotne jest, że przedsiębiorstwa uzyskają możliwość dofinansowania na zwiększenie potencjału w zakresie cyfryzacji, innowacji oraz badań, rozwój i wzrost konkurencyjności podmiotów z sektora MŚP czy wsparcie w zakresie rozwoju OZE i efektywności energetycznej.

Dotychczas innowacja nie była traktowana przez przedsiębiorstwa jako baza do ich rozwoju. Głównie opierała się ona na sprawdzonych i efektywnych ekonomicznie rozwiązaniach. Natomiast upowszechnienie prowadzenia procesu badawczego pokazało, że rezultat B+R oraz nowoczesne rozwiązania mogą stać się źródłem przewag konkurencyjnych dla firm, które zdecydowały się to ryzyko podjąć. A jeszcze dodatkowo wsparcie projektów przy pomocy Funduszy Europejskich pozwoliło polskim przedsiębiorstwom konkurować na arenie międzynarodowej, w obszarach wysokich technologii i innowacyjnych rozwiązań.

– Nie wszystko jest możliwe do przewidzenia na etapie aplikowania o dofinansowanie, więc dany proces ma prawo osiągnąć rezultat z jednej strony inny niż zamierzony, a z drugiej być nadal równie potrzebny i skuteczny. Jednak musimy pamiętać, że zarówno środowisko naukowe, jak i biznesowe, muszą poczynić pewne modyfikacje swoich działań, a także formalne wymagania projektów unijnych muszą być zmodyfikowane tak, aby badania mogły być prowadzone zgodnie z ich metodologią. My, współpracując z naszymi partnerami, staramy się ich jak najefektywniej prowadzić tą ścieżką i być dobrym przewodnikiem w tej niełatwej dziedzinie – tłumaczy Tomasz Stypułkowski.

– Proces badawczo-rozwojowy to przede wszystkim szkoła reagowania na ryzyka, a te umiejętności powinny być rozwijane już na wstępnym etapie projektu. Kluczowe tu jest więc całe przygotowanie do procesu badawczego, szczególnie po stronie przedsiębiorcy. Dzięki temu projekt może stać się niezwykle efektywny zarówno jako kwestia tworzenia produktu czy usługi, lecz także z punktu widzenia zarządzania w firmie. Jednak aby tak się stało, musimy zmienić postrzeganie tego, czym jest innowacyjność oraz sprawna komunikacja wewnątrz i na zewnątrz zespołu. W tym również staramy się edukować naszych kontrahentów; zazwyczaj z dużym powodzeniem – dodaje Elżbieta Fogiel z firmy Pro-Fis, która specjalizuje się w pozyskiwaniu funduszy unijnych na prace B+R.

Synergia przynosi korzyści

Współpraca naukowców ze środowiskiem biznesowym w Polsce jest wciąż zbyt mało popularnym rozwiązaniem. A szkoda, bo korzyści wynikające z takiego działania są znaczące i perspektywiczne po obu stronach, szczególnie przy finansowaniu projektów przy wsparciu funduszy europejskich. Istnieje mnóstwo przykładów na to, że dzięki takiej współpracy biznes dokonuje swoistego level-up’u z powtarzalności sprawdzonych u konkurencji rozwiązań, do zwalidowanych przez naukowców, innowacyjnych koncepcji. Uczelnia natomiast zyskuje dynamikę i rozwój kompetencji kadry w świecie konkurencyjności i niestabilności. Posiadając zaplecze techniczne, know how drugiej strony oraz dodatkowych specjalistów, realizacja nawet najbardziej odważnych i wymagających projektów może być dla obu stron ciekawym i efektywnym krokiem w kierunku dalszego rozwoju.

– Spora część przedsiębiorców postrzega prowadzone badania naukowe jako nieinnowacyjne, nieprzydatne czy oderwane od rzeczywistości. – mówi Tomasz Stypułkowski. – Dodatkowo panuje ogólne przekonanie, że środowisko naukowe służy wyłącznie do pozyskiwania nowych pracowników. Czas zmienić ten stereotyp, gdyż jest on dawno nieprawdziwy i właśnie te ideę staramy się krzewić w naszej codziennej pracy. Naukowcy są potrzebni do projektów badawczych. Projekty badawcze rodzą innowacje. Innowacje rodzą pomysły. Pomysły mogą być wdrażane do gospodarki. A gospodarka może dzięki nim zatoczyć naprawdę szerokie kręgi. Synergia biznesu z nauką jest tu oczywista. Wystarczy zatem zmienić błędne myślenie! O to mocno apeluję, zwłaszcza do przedsiębiorców. Gdyż to właśnie na uczelniach i uniwersytetach opracowywane są innowacje przydatne w biznesie, które pomagają zmieniać świat.

Adrian Morel

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane