Fundusze z GPW: Certyfikat to spory kłopot, a nie łatwy zysk

Grzegorz Nawacki
25-05-2007, 00:00

Na giełdzie można kupić certyfikaty zamkniętych funduszy. I to nawet tanio. Tylko sprzedać z zyskiem będzie dużo trudniej.

Na warszawskim parkiecie notowane są aktualnie certyfikaty 34 funduszy inwestycyjnych zamkniętych. Można wybierać spośród funduszy nieruchomości, funduszy z gwarancją ochrony kapitału, akcji polskich czy zagranicznych, stabilnego wzrostu, obligacji, alternatywnych, a nawet spółek niepublicznych. Tylko czy warto? I jak traktować taki zakup: jako nabycie papierów wartościowych, które można sprzedać z zyskiem czy zwyczajną inwestycję w fundusz?

Często certyfikaty na giełdzie można kupić poniżej ich realnej wyceny. Czyli okazja. Problem w tym, że te zakupy to raczej teoria. Transakcje certyfikatami na giełdzie to rzadkość. W zeszłym roku obrót nimi wyniósł niewiele ponad 189 mln zł. Dla porównania dzienne obroty na rynku akcji czy kontraktów na poziomie kilku miliardów złotych to nic nadzwyczajnego. Dlatego kupić wcale nie będzie łatwo.

— Większość ze sprzedających, którzy są gotowi pozbyć się certyfikatów, chciałaby sprzedać za cenę powyżej realnej wyceny certyfikatu — mówi Paweł Dec, kierownik zespołu rozwoju produktów w KBC TFI.

I nie wynika to z zachłanności posiadaczy certyfikatów.

— Certyfikatów nie kupują przypadkowe osoby. To są inwestorzy, którzy świadomie wybierają daną strategię na kilka lat. Nie będą zatem skłonni do wycofywania się przed czasem — dodaje Paweł Dec.

Co to oznacza dla kupującego? Kupować, licząc na sprzedaż z zyskiem, raczej nie ma co.

— Nie liczyłbym raczej na szybki zarobek na takich transakcjach — rozwiewa złudzenia Paweł Dec.

Spekulacja więc odpada. Nie oznacza to jednak, że nie warto się interesować certyfikatami. Należy tylko traktować je jako inwestycję w fundusz. Kupno certyfikatu na giełdzie to nic innego jak okazja do wejścia w fundusz, na który nie załapaliśmy się podczas subskrypcji. Opłacalność tego wejścia zależy od ceny. Są fundusze, w których przyszły wzrost wartości certyfikatu można w miarę dokładnie przewidzieć. Kupując, sprawdźmy, czy w cenie nie jest przypadkiem zdyskontowana cała przyszła stopa zwrotu. Okaże się bowiem, że po kilku latach dostaniemy tyle, ile włożyliśmy, albo nawet mniej. Są jednak fundusze o specyficznych strategiach inwestycyjnych, m.in. nieruchomości czy spółek niepublicznych. Te przez pierwsze kilka lat działalności budują portfel, czyli głównie wydają. Wartość certyfikatu jest więc niewielka. Dopiero po kilku latach portfel będzie przynosił zyski, a w ślad za tym wartość certyfikatu może poszybować. Zakup w początkowej fazie będzie więc okazją.

Pamiętajmy to i owo — by nie stracić

Warto zawsze sprawdzić, jak się ma giełdowa wycena certyfikatu do jego faktycznej wartości ustalonej przez fundusz. Często certyfikaty na giełdzie notowane są ze sporą premią, a więc są droższe, niż być powinny. Dotyczy to głównie funduszy nieruchomości, które ostatnio na giełdzie stały się synonimem zysku. Ta sytuacja raczej sprzyja tym, którzy chcą przed terminem wycofać się z zamkniętego funduszu, niż tym, którzy chcą do niego wejść.

Jeśli jednak bardzo nam zależy na zakupie danego papieru, możemy złożyć zlecenie z odpowiednią ceną i czekać — być może w ciągu kilku tygodni znajdzie się chętny, by sprzedać za cenę, którą jesteśmy skłonni zapłacić. Czas oczekiwania może być jednak długi, bo obrót certyfikatami jest często znikomy.

Bardziej racjonalne jest kupowanie certyfikatów w ramach subskrypcji i potem próba ich odsprzedaży na giełdzie. W przypadku funduszy nieruchomości zakup nieruchomości za zebrane aktywa trwa często dwa czy trzy lata. W tym czasie ceny jego certyfikatów z reguły uwzględniają przyszłe zyski, więc sprzedając, można na nich zarobić.

Maciej Kossowski

Expander

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Grzegorz Nawacki

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Nieruchomości / / Fundusze z GPW: Certyfikat to spory kłopot, a nie łatwy zysk