Galeria osobliwości wysłanych w przestrzeń kosmiczną

Partnerem publikacji jest Tenczynek
opublikowano: 14-04-2022, 10:37
aktualizacja: 05-05-2022, 10:33

Nie jest łatwo wysłać wódkę w kosmos, jeszcze trudniej ją nalać. To jednak okazało się wykonalne. Nie sposób jednak wrócić z pełnym kieliszkiem na Ziemię. Polska wódka wyBUHowa została nalana w kosmosie. Pierwsza myśl? Po dwugodzinnym locie kieliszek do toastu powinien być większy!

„Żadne przedsięwzięcie nie będzie równie imponujące i żadne nie wywrze większego wpływu na przyszłą eksplorację kosmosu; jednak żadne nie będzie również trudniejsze do realizacji ani bardziej kosztowne” – tymi słowami prezydent John F. Kennedy ogłosił w Kongresie program wysłania człowieka na Księżyc i jego bezpiecznego powrotu na Ziemię. Był rok 1961.

Do dziś niewiele zdarzeń może równać się rangą ze słynnym „małym krokiem” na Księżycu, będącym jednocześnie „wielkim krokiem ludzkości”, jak ujął to Neil Armstrong, zstępując niespiesznie na powierzchnię Księżyca latem 1969 r. Chociaż ZSRR wysłał Jurija Gagarina w przestrzeń kosmiczną już osiem lat wcześniej, Rosjanie nie mieli takiego PR jak Amerykanie – nie przeszło to bez echa, ale kosmiczny sukces zza żelaznej kurtyny nie było tak pociągające. To lądowanie człowieka na Księżycu cały świat oglądał na srebrnym ekranie, a teoretycy spiskowi zacierali ręce, szukając w tym wielkiej mistyfikacji.

Tak czy inaczej, PR-owy młyn zaczął mielić i mieli do dziś. Kosmos pobudza wyobraźnię, wymusza rozwój naukowy. Kosmos to perspektywa na przyszłość i ciekawy obszar marketingowy. Dostępny ledwie garstce ludzi, niemal nieosiągalny, bezgraniczny i nieodgadniony. Kusi odległością, choć przecież znany i bliski jest każdemu z nas.

Kosmiczne gry

Kiedy prezydent Kennedy ogłaszał program wysłania człowieka na Księżyc, pewnie przez myśl mu nie przeszło, jak Ziemianie rozwiną ideę lotów kosmicznych i jak wykorzystają potencjał techniczny potrzebny do wyniesienia czegokolwiek na wielkie wysokości. Oczywiście regularnie wysyła się w kosmos satelity, instrumenty badawcze, zaopatrzenie dla astronautów przebywających na Międzynarodowej Stacji Kosmicznej (ISS), ale w zasadzie każdy, kto ma wystarczająco gruby portfel, mierzy w kosmos – chce wysłać tam swoje dzieło, zostawić po sobie ślad. Wszystko to, bez względu na skalę przedsięwzięcia, cel ma niezwykle przyziemny – dotarcie do targetu tutaj, na Ziemi.

W przestrzeń kosmiczną wysłano już: figurki LEGO, pizzę, miecz świetlny Luke’a Skywalkera, nawet trumny ze zwłokami. Wielkimi medialnymi wydarzeniami są zwykle przedsięwzięcia kosmiczne Elona Muska. W 2018 r. wysłał on w pozaziemską przestrzeń swoją Teslę ze Starmanem za kierownicą – manekinem w kombinezonie astronauty. Teoretycznie Tesla była wymaganym obciążeniem rakiety Falcon Heavy, wystrzelonej próbnie przez SpaceX, ale skierowane w stronę Słońca cabrio miało stać się jego sztucznym satelitą. Transmisja ze startu, a jakże, znalazła się w internecie i szerokie grono pasjonatów do dziś emocjonuje się tym wydarzeniem.

Niech wiedzą

Człowiek, rozumiany jako przedstawiciel osobnego bytu kosmicznego, nie tylko jest ciekawy kosmosu, ale też chce zainteresować kosmos sobą. W 1977 r. wysłał sondę z Voyager Golden Records – złote dyski zawierające informacje o nas – ludziach. Zawarto tam treści o naszym środowisku naturalnym, zapisy wytworów sztuki, muzykę i inne osiągnięcia, którymi chcieliśmy się pochwalić. Dyski zaadresowano do pozaziemskich cywilizacji, licząc, że zbłąkani tu przybysze przypadkiem natrafią na ślad po nas, być może w odległej przyszłości, kiedy Ziemia, a zarazem nasza cywilizacja, przestanie istnieć.

Program Voyager poprzedzały podobne programy, ale tym razem ładunek informacji był nieprzeciętnie obszerny i został skompilowany według precyzyjnych kryteriów. W tej wyjątkowej kapsule informacji zawarto zdjęcia – obrazy, krajobrazy, zwierzęta, architekturę, ilustrację jedzenia; diagramy – Układ Słoneczny, DNA, anatomię człowieka; dźwięki – odgłosy natury, zwierząt i wiele innych treści – dane matematyczne, chemiczne, jednostki miary i wagi oraz pozdrowienia w 56 językach, w tym starożytnych i esperanto. Pojawiły się także nagrania muzyki z różnych kultur i epok, by dać dowód tego, że jesteśmy czymś więcej niż ożywioną materią. Jesteśmy cywilizacją!

To świadectwo naszego istnienia prawdopodobnie nigdy nie zostanie odczytane. Bo choć z dużym prawdopodobieństwem możemy przypuszczać, że istnieje gdzieś we Wszechświecie cywilizacja zdolna do podróżowania między planetami, to szansa, że trafią na naszą kapsułę jest już marna. Jednakże wrzucenie tych „butelek z wiadomością” do kosmicznego oceanu mówi coś optymistycznego o życiu na tej planecie – wyjaśniał Carl Sagan, słynny astronom lat 70., pomysłodawca kapsuły. Nie sposób się nie zgodzić, w końcu chcemy przetrwać, nie tylko jako jednostka, nie tylko w tym podstawowym – biologicznym rozumieniu. Chcemy przetrwać jako cywilizacja. Chcielibyśmy być zapamiętani, a być może docenieni. Nawet jeśli kiedyś nasza historia się zakończy, gdzieś w tej przestrzeni pozostał ślad, że byliśmy, myśleliśmy i tworzyliśmy. Swoją drogą, minęło przeszło 40 lat od wysłania kapsuły. Może czas myśleć o postscriptum?

Na ołtarzu nauki

Wywożenie w coraz odleglejszą przestrzeń różnych przedmiotów i żywych organizmów zaczęło się już w latach 40-tych minionego wieku. Początkowo na pułap do 30 km, z czasem coraz dalej. Wysyłano w bezzałogowych lotach nasiona różnych gatunków zbóż (obowiązkowo kukurydzy), bakterie, zapłodnione jaja, grzyby, muszki owocowe, ryby, myszy, chomiki, szczury, żółwie czy króliki. Wreszcie przyszedł czas na małpy, najchętniej wysyłane przez Amerykanów i psy – te z kolei służyły badaczom sowieckim. Wiele z nich nie wróciło na Ziemię, oddając życie na ołtarzu nauki. Zwiększały się odległości, opracowywano przeróżne sposoby na szczęśliwy powrót zwierząt do domu. Wszystko to służyło jednemu celowi – lot załogowy, człowiek w kosmosie. Ludzie kosmos zdobyli, nawet robili sobie spacery poza statkami kosmicznymi, na ziemskiej orbicie, na Księżycu, ale wciąż nie doszło do zaludnienia kosmosu. Całe szczęście, strach pomyśleć czym zakończyłby się Moonshot, gdybyśmy wprowadzili ludzkie porządki na Srebrnym Globie.

Ziemianie jednak nie dają za wygraną i chociaż sami nieco rzadziej podróżują w przestrzeń kosmiczną, nie ustają w wysyłaniu tam dowodów swego geniuszu. W ubiegłym roku w kosmiczną delegację ponownie wysłaliśmy niesporczaki – mikroskopijne organizmy o niezwykłym potencjale przetrwania w niesprzyjających warunkach. Te stworzenia swoją odpornością biją na głowę karaluchy, nawet nie daje się ich rozdeptać. Potrafią się dostosować do przetrwania w ekstremalnych temperaturach – próżni, przy różnego rodzaju promieniowaniu. Naukowcy chcą sprawdzić, jak niesporczaki radzą sobie, żyjąc w kosmicznych warunkach. Idzie im nie najgorzej, ponoć nawet się rozmnażają.

Dla kolekcjonerów

Jeśli coś da się zrobić w imię nauki, PR-owiec zrobi to dla rozgłosu. Jeden z producentów gier komputerowych wysłał balonem egzemplarze gry, które po powrocie ze stratosfery sprzedawano jako egzemplarze kolekcjonerskie. W przestrzeni kosmicznej była też whisky japońskiej destylarni, która w 2011 r. poleciała na ISS, gdzie leżakowała. Rok później swój destylat wysłał na kosmiczną stację producent szkocki. W obu przypadkach stwierdzono różnice w końcowym produkcie, który trafił w ręce, a właściwe gardła, koneserów. Trudno zrozumieć, czego wytwórcy whisky – produktu tak ściśle związanego z warunkami, aromatami, tworzywami i surowcami ziemskimi, ponadto podlegającemu tak tradycyjnym, rygorystycznym procesom wytwórczym, szukali w kosmosie. Czyżby nie potrafili założyć na logikę, że inne środowisko, ciśnienia, promieniowanie zmienią charakterystykę napoju, może nawet na gorsze? A może to wstęp do otwarcia zakładów na stacji kosmicznej?

Inaczej podszedł do tematu polski producent, BUH Distillery – twórca wódki wyBUHowej. Też nie zasypia gruszek w popiele – wysyła wódkę, schładza i zawraca, zanim się ogrzeje. Debiutowi wódki w czerwcu ubiegłego roku towarzyszyła postać Mirosława Hermaszewskiego – naszego narodowego astronauty. To w oczywisty sposób wzmocniło kosmiczne przesłanie. W sierpniu wyekspediowano butelkę wyBUHowej balonem stratosferycznym w specjalnie do tego celu opracowanym ramieniu. Konstrukcja wyniosła pół litra na wysokość 35 km, gdzie urządzenie regulujące ciśnienie w butelce spowodowało nalanie wódki do kieliszka, który oczywiście również był tam, gdzie trzeba. Na zdrowie!

W październiku sto butelek swojego nowego produktu producent posłał w przestrzeń kosmiczną, by po ich powrocie zachować kosmiczne egzemplarze do sprzedaży limitowanej oraz do wyższych celów, np. na aukcje charytatywne. Transportem wyBUHowej w wyższe partie błękitu zajęła się brytyjska firma Sent into Space. „Kochamy niemożliwe. Od tej chwili wódka wyBUHowa nie tylko gwarantuje kosmiczne doznania smakowe. Dzięki unikalnemu procesowi produkcji utrzymujemy unikalny smak i zapach piwa BUH, mimo jego destylacji. Siła kosmicznego uderzenia zostanie z nami na zawsze” – skomentował wydarzenie Kuba Wojewódzki, współwłaściciel wyBUHowej. Wódka stanowi połączenie rektyfikatu zbożowego oraz okowity BUH, czyli destylatu uzyskanego z piwa BUH, który zawiera susz konopny.

Swoją drogą ciekawe, ileż to wyBUHowej trzeba przelać, niekoniecznie w kosmosie, by pojawił się nieziemski kac?

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane