Czytasz dzięki

Galerie muszą iść na ustępstwa

Rozmawiał Marcel Zatoński
opublikowano: 17-05-2020, 22:00

Grzegorz Pilch, prezes VRG, właściciela marek: Vistula, Bytom, Wólczanka, W. Kruk oraz Deni Cler, mówi o funkcjonowaniu firmy w czasie kryzysu, trudnych negocjacjach z wynajmującymi i powrocie do zakupów

„PB”: Jak zamrożenie gospodarki i zamknięcie galerii wpłynęło na wasz biznes? W kwietniu przychody VRG spadły o ponad 60 proc…

Grzegorz Pilch: W moim życiu — i w życiu wielu firm — to pierwsza sytuacja, w której główne źródło przychodów zostaje odcięte. U nas dla całej grupy sieć stacjonarna to 85 proc. przychodów. W takim stanie trwaliśmy półtora miesiąca.

Ale internet trochę przychodów uzupełnił?

Przed pandemią internet stanowił 15 proc. przychodów. Nawet jednak jego dwukrotny wzrost — a w przypadku niektórych naszych marek sprzedaż wzrosła ostatnio nawet pięciokrotnie — to jest za mało, żeby pokryć koszty sieci stacjonarnej. Dźwignia operacyjna, wynikająca z kosztów stałych, działa mocno negatywnie i powoduje, że wszystkie firmy detaliczne zbudowane na wynajmie w galeriach handlowych bardzo szybko zaczynają notować dotkliwe straty. Dlatego nasze działania skoncentrowały się na sprzedaży w internecie i podtrzymaniu płynności.

Dość szybko w ramach tarczy antykryzysowej wprowadzono mechanizmy pomocy najemcom. Jak teraz wyglądają wasze rozmowy z wynajmującymi, którzy też przecież potrzebują pieniędzy na działalność?

Proces się nie zakończył, negocjacje trwają. Rozwiązanie, które otrzymaliśmy w prezencie od państwa, pozwalające na wygaszanie umów, mocno pomogło, na pewno pomogło też wsparcie Funduszu Gwarantowanych Świadczeń Pracowniczych. Teraz jednak szybka decyzja o otwarciu galerii przypadła w trakcie procesu negocjacyjnego. Jedni z największych operatorów sieci zdecydowali się na twarde rozwiązanie, wypowiadając umowy, które zostały zawarte w innych warunkach. Oceniając nasze realne przychody w obecnej sytuacji i koszty, które mielibyśmy ponosić, nie da się tego w tej postaci utrzymać. Jakieś ustępstwa ze strony galerii muszą nastąpić, bo w przeciwnym wypadku będziemy mieli falę bankructw najemców. Rynek się po prostu zmienił.

Wypowiadanie umów ogłosiło LPP i Empik, wy na razie tego nie zrobiliście. Jak pana zdaniem powinny teraz wyglądać nowe warunki gry w relacjach najemców z wynajmującymi?

My jeszcze nie wypowiedzieliśmy umów, ale nie jest wykluczone, że będziemy to robić. Uznaliśmy, że lepszą metodą jest okazanie dobrej woli, otwarcie sklepów, zobaczenie, jak kształtują się obroty sklepów, i dopiero później podejmowanie decyzji. Jeśli nie będzie zrozumienia z drugiej strony, to proces wypowiadania umów na rynku się nasili. Idealnym rozwiązaniem jest kształtowanie czynszów w proporcji do osiąganych obrotów. Nie oznacza to, że wszyscy powinni mieć identyczne stawki — chodzi o zrozumienie ze strony wynajmującego. Wiem, że to nie jest prosty proces.

Mają w końcu funduszowych udziałowców, którzy oczekują stóp zwrotu.

Mają też banki, które ich kredytują, oczekując stałych i rzetelnych przychodów, opartych na stałych stawkach. Jest kłopot z tym związany, ale mam nadzieję, że uda nam się osiągnąć kompromis.

Sklepy się otworzyły. A klienci do nich powrócili?

W kwietniu widać głęboki spadek przychodów mimo dynamicznie rosnącego internetu. Tendencja głębokiego spadku rynku jest widoczna nie tylko w Polsce. Początki to są przychody rzędu 30 proc. stanu przedkryzysowego, by w ciągu miesiąca dochodzić do 50 proc. Tak to wyglądało w Chinach i Niemczech i nie sądzę, by w Polsce miało wyglądać inaczej.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu "Puls Biznesu do słuchania" pt. "Trzęsienie ziemi w galeriach handlowych".

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane