Gartenland kontynuuje rodzinne tradycje już w trzecim pokoleniu

Partnerem publikacji jest Gartenland
opublikowano: 02-03-2022, 09:18
aktualizacja: 02-03-2022, 09:19

Korzenie spółki Gartenland Polska sięgają 1947 r. Jej ogrodnicze tradycje kontynuuje już trzecie pokolenie. Stąd tak silna determinacja, żeby rozwijać się dalej i z sukcesami iść do przodu.

Porodukty firmy można znaleźć w supermarketach i działach ogrodowych w marketach budowlanych. Firma sprzedaje do sieci handlowych krzewy owocowe takie jak borówki, maliny, jeżyny, porzeczki itp. W ofercie znajdują się także krzewy ozdobne, jak hortensje, lilaki, hibiskusy, rododendrony... Ponadto róże w wielu kolorach i odmianach. Sporą część oferty stanowią drzewka owocowe w szerokim asortymencie, w tym odmiany stare (jak np. jabłoń papierówka) jak i współczesne.

Kontynuacja

Założycielem biznesu był Stanisław Żak, dziadek Jacka Żaka, obecnego jej właściciela i prezesa. Na początku podstawą biznesu były kwiaty cięte, przede wszystkim gerbery, goździki później także rośliny doniczkowe — fiołki, cytrusy. W latach osiemdziesiątych XX w. powstało też jedno z pierwszych w Polsce laboratorium sadzonek in vitro, gdzie rozmnażano rośliny na dużą skalę. Firma rozwijała się organicznie, przybywało tuneli foliowych i szklarni.

Firma Gartenland Polska, której właścicielem jest Jacek Żak, a dyrektorem ds. rynków zagranicznych jego żona Paulina Żak, stale inwestuje. Dokupuje ziemi, zwiększa zatrudnienie, a co za tym idzie sprzedaż i przychody, które tylko w 2021 r. wzrosły o 64 proc.

W 1998 r. Janusz Żak, ojciec obecnego prezesa, który wtedy prowadził firmę, zawarł umowę z niemiecką firmą Gartenland Aschersleben i wtedy powstała spółka z obecną nazwą Gartenland Polska. Zajmowała się sprzedażą nasion oraz sadzonek roślin do marketów wielkopowierzchniowych w Polsce i za granicą. Jacek Żak, jako młody chłopak, w latach 90. dołączył do firmy, zaangażował się w pracę i biznes, by w końcu przejąć i dalej rozwijać firmę. W działaniach wspierała go siostra — Klaudia Żak — obecna dyrektor ds. administracji.

W 2003 r. firma niemiecka Gartenland Aschersleben postawiła na produkcję i dystrybucję nasion, natomiast firma Gartenland Polska zajęła się produkcją i dystrybucją sadzonek roślin. Taka specjalizacja dała dobre efekty biznesowe. Lata dwutysięczne to stały rozwój firmy i wzrost udziału eksportu w jej obrocie. Powiększała się powierzchnia upraw, obecnie to około 10 tys. mkw. szklarni, około 20 tys. mkw. tuneli foliowych. Są też budynki-chłodnie, gdzie rośliny przechowywane są w odpowiednich temperaturach, oraz rozległe tereny szkółki.

— Są plany dalszych inwestycji. Co roku kupujemy ziemię, rośnie nasza sprzedaż. Zespół wzrósł do 120 osób z około 20 przed kilku laty. Przychód netto firmy rośnie sukcesywnie, np. w 2021 r. o 64 proc. w stosunku do 2019 r. — informuje Paulina Żak, żona właściciela, dyrektor ds. rynków zagranicznych firmy Gartenland.

Dwie nogi biznesu

Działalność firmy jest zdywersyfikowana przede wszystkim na dwa duże niezależne segmenty. Sprzedaż również przebiega dwutorowo. Jedna linia to sprzedaż wszystkich produktów w atrakcyjnych opakowaniach, z etykietami bądź w ozdobnych kartonikach.

Klientem tej gałęzi produkcji firmy są niemal wszystkie sieci handlowe w Polsce, jak Biedronka, Dino, Kaufland, Carrefour. Do tego sieci budowlane, które mają również ofertę ogrodową, jak PSB czy Bricomarche.

W drugim segmencie firma prowadzi sprzedaż hurtową, przede wszystkim eksportową. Dostarcza klientom hurtowym tzw. materiał szkółkarski, bez opakowania ze zdjęciem i pełnym opisem na kartoniku (jak to jest w sprzedaży sieciowej), lecz pakowany w tzw. skrzyniopalety, w których mieści się około 1 tysiąca sztuk doniczek np. z sadzonkami borówki amerykańskiej. W ciężarówce mieszczą się 52 takie skrzyniopalety. To — jak łatwo policzyć — daje około 52 tys. roślin, w jednym samochodzie. Ten asortyment odbierają klienci m.in. w Niemczech, Chorwacji, we Włoszech, w Słowacji, Czechach, Grecji i innych krajach.

Produkcja dla sieci handlowych w kraju ma nadal charakter sezonowy, czyli rośliny są sprzedawane głównie wiosną (marzec—maj) i nieco mniej jesienią (sierpień—październik). Natomiast produkcja hurtowa dystrybuowana jest przez cały rok.

— Wbrew pozorom, transport sadzonek zimą nie jest szczególnie skomplikowany. Jak wiadomo, rośliny w okresie jesiennym przechodzą w fazę spoczynkową, ograniczają procesy metaboliczne, zachowując jednak zdolność do życia. Dotyczy to również naszych sadzonek, które są „uśpione” i dzięki temu można je poukładać w skrzyniopaletach i transportować — wyjaśnia Paulina Żak.

Dodaje, że logistyka jest ważnym elementem działań operacyjnych firmy. Rośliny są transportowane do sieci handlowych w odpowiednich warunkach, samochodami typu TIR izoterma, które utrzymują określoną temperaturę.

— W sezonie wiosennym szczytowy dzień załadunkowy u nas to około 30 tirów — zauważa.

Dla odbiorców detalicznych przygotowana jest specjalna oferta w ramach sklepu internetowego.

Taki biznes

Zarówno sprzedaż do sieci, jak i eksport hurtowy rozwijają się dość dynamicznie. Obecnie 60 proc. całości sprzedaży stanowi ta do sieci handlowych. Eksport to pozostałe 40 proc.

W biznesie ważne są relacje, jakie firma zbudowała sobie przez lata z klientami.

— Oparte są one na zaufaniu, niezawodności i wsłuchiwaniu się w potrzeby klientów oraz reagowaniu na ich potrzeby — mówi Paulina Żak.

— Nowe produkty oferujemy w odpowiedzi na zainteresowanie naszych klientów, na bieżąco… Właściwie nie pamiętam takiego roku, żeby nie było nowości w sieciach, i w tym sezonie ich nie zabraknie, by wymienić choćby zestaw roślin egzotycznych typu bananowiec, figa, granat, kaki.

A w samej organizacji — zaznacza — rolę silnika napędzającego odgrywa silna determinacja do rozwoju, misja, którą podejmuje trzecie pokolenie kierujące rodzinnym biznesem. To przecież spora odpowiedzialność wobec historii firmy, której tradycja liczy już siedemdziesiąt pięć lat.

Jak podkreśla Paulina Żak, poważną siłą napędową biznesu jest znakomita współpraca zespołu. Działy się przenikają, wspierają — sprzedaż z produkcją, logistyka ze sprzedażą, produkcja z działem operacyjnym, zakupami, itd.

— Zespół pracowników, na których zawsze można liczyć, jest wartością firmy — podkreśla.

Zagranica

Lista krajów, do których eksportuje Gartenland Polska jest dość długa i dochodzą do niej nowe kraje. To m.in. skutek uczestnictwa w imprezach targowych, jak IPM Essen w Niemczech (gdzie udaje się pozyskać najwięcej nowych zagranicznych klientów), targi w Mediolanie oraz imprezy targowe w Polsce, jak Gardenia w Poznaniu czy warszawskie „Zieleń to życie”.

— Wystawiamy się na tych imprezach, aktywnie działamy. Są wyniki. Klienci eksportowi odzywają się do nas nawet kilka lat po targach, gdy mają nowe plany, szukają nowych dostawców — potwierdza Paulina Żak.

Pomyślnie rozwija się współpraca z niemiecką firmą Gartenland Aschersleben.

— Dla naszego niemieckiego partnera usługowo konfekcjonujemy nasiona, które są następnie dystrybuowane do niemal wszystkich krajów europejskich. Współpraca układa się bardzo dobrze i w perspektywie mamy jej rozszerzenie, nowe wspólne projekty, dotyczące zarówno konfekcji i sprzedaży nasion, jak i sadzonek — informuje Paulina Żak.

Wyzwania

Covid nie odbił się negatywnie na branży ogrodniczej, wręcz przeciwnie.

— W marcu 2020 r. rzeczywiście był taki moment, że nie wiedzieliśmy co będzie, w jakim kierunku potoczy się przyszłość. Ale okazało się, że zamówień nie odwoływano. Akurat sklepy naszych klientów w Polsce i poza granicami, oraz sprzedawcy hurtowi, nie zostali odcięci od klienta końcowego. Nie zamknięto ich w czasie lockdownu i sprzedaż została utrzymana — wspomina Paulina Żak.

Ludzie zamknięci w domach inwestowali więc w ogródki, tarasy, balkony i wszelką dostępną przestrzeń wokół siebie. Nie wyjeżdżali, mieli czas, żeby zająć się swoim otoczeniem. Beneficjentem tego zjawiska był rynek roślin.

Konkurencja, wymagania klientów, rosnące koszty materiałów i komponentów, czas oczekiwania na dostawy, brak pracowników na rynku — to problemy, z którymi zmaga się większość przedsiębiorców.

— Musimy przewidywać, wyprzedzać rynek, żeby zachować pozycję. Staramy się usprawniać własne procesy, udoskonalać je, żebyśmy mogli jak najlepiej wykorzystać możliwości produkcyjne, organizacyjne, logistyczne itd. — tłumaczy Paulina Żak. I dodaje:

— Na rynku, w takim samym zakresie jak nasz działa jeszcze jedna firma, to nasz konkurent. Czyli, można powiedzieć, że liderów branży jest dwóch. Natomiast firm liczących się, które mają podobny do naszego profil działalności jest kilka. Ale tych, którzy chcą sprzedawać swoje rośliny w sieciach i zabiegających o kontrakty jest dużo. Dlatego tak ważne są relacje i reakcja na oczekiwanie tych sieci. Istotna w tym obszarze jest też skala produkcji i logistyka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane