Gazele: najgorsze za nami

Jacek Kowalczyk
26-01-2010, 00:00

Kolejny kwartał z rzędu poprawia się sytuacja Gazel Biznesu. Ale nadal boją się przesadzić z inwestycjami.

Już pięciu na sześciu przedsiębiorców nie czuje kryzysu — wynika z badania "PB"

Kolejny kwartał z rzędu poprawia się sytuacja Gazel Biznesu. Ale nadal boją się przesadzić z inwestycjami.

Przedsiębiorcy coraz wyraźniej odczuwają poprawę koniunktury — wynika z najnowszej edycji Gazelowego Indeksu Tendencji, badania wśród Gazel Biznesu. Już 85 proc. firm deklaruje, że ich sytuacja się nie pogarsza. Jeśli wierzyć opiniom przedsiębiorców — a zwykle są one o wiele bardziej miarodajne niż analizy ekonomistów — to najgorsze zawirowania w gospodarce zdecydowanie mamy za sobą.

Zaczyna się ruch

— Po okresie przestoju wreszcie mamy coraz większą liczbę zapytań ofertowych. Działamy w branży budowlanej, a tu widać, że coś drgnęło, są zwiastuny nowego, dobrego rynku. Budownictwo rozpędziło już wiele gospodarek, dlatego 2010 r. może być rokiem przełomu — wierzy Sławomir Zarucki, prezes firmy Energosystem.

Przedsiębiorców, którzy w swoich firmach widzą oznaki ożywienia gospodarczego, jest więcej. Już 36 proc. ankietowanych przez nas Gazel deklaruje, że czuje poprawę sytuacji. Pół roku temu było ich tylko 14 proc. Z 37 proc. do 15 proc. stopniał natomiast w tym czasie odsetek firm dostrzegających pogorszenie sytuacji. Nastroje są więc coraz lepsze, dlatego więcej firm zwiększa zatrudnienie niż je zmniejsza. Więcej też pracodawców podnosi wynagrodzenia, niż je opuszcza.

— Miniony rok był trudny, ale zamykamy go ze wzrostem sprzedaży o 20 proc. Uniknęliśmy redukcji pracowników, która dotknęła wiele innych firm z branży — zaznacza Krzysztof Potok, prezes firmy Platinet, dystrybutor sprzętu komputerowego.

Dzięki względnie dobrym nastrojom pracodawców poprawia się sytuacja na rynku pracy — co potwierdzają już dane statystyczne — i zwiększa się popyt konsumpcyjny. Koniunktura więc się nakręca.

— Po dobrej końcówce 2009 r. myślę, że wszystko idzie w dobrą stronę. Nie chce mi się już wierzyć w zapowiadane czasem drugie dno kryzysu. Było ciężko, ale przetrwaliśmy i idziemy do przodu. Odmroziliśmy część inwestycji, zaczęliśmy rekrutację nowych pracowników — mówi Paweł Misiurewicz, prezes firmy Passus, działającej w branży informatycznej.

Czekają w blokach

Takich firm — czujących poprawę, ale też wierzących w lepszą przyszłość — również jest bardzo wiele. Aż 36 proc. przedsiębiorców pytanych o najbliższe sześć miesięcy dla swojej firmy odpowiada, że sytuacja na rynku będzie coraz lepsza. Na pogorszenie przygotowuje się już tylko 14 proc. firm. Pół roku temu pierwsza grupa liczyła 22 proc., a druga — 27 proc.

— Jestem optymistą. Wierzę, że w 2010 r. sytuacja w gospodarce wróci do normy, czyli do stanu z 2008 r. — mówi Krzysztof Żykowski, właściciel hurtowni Merkurion.

W ciągu najbliższych sześciu miesięcy zwiększenia popytu spodziewa się 35 proc. przedsiębiorstw. Dlatego zatrudnienie zamierza podnieść co trzecia firma, a podwyżki płac zobaczą pracownicy co czwartego zakładu. Niestety, cały czas firmy boją się inwestować. Ograniczyć swoje plany inwestycyjne chce 19 proc. przedsiębiorców, a zwiększyć je — tylko 12 proc. Tłumaczą, że nie chcą zaliczyć falstartu.

— Choć spodziewam się poprawy, to wolę jeszcze przez jakiś czas zachować ostrożność. Nie chcę przesadzić z inwestycjami, wolę jeszcze trochę dokładniej poznać bieg wydarzeń. Sądzę, że kluczowy będzie pierwszy kwartał 2010 r. Jeśli popyt będzie dalej się umacniał, zastanowię się nad inwestycjami — mówi Paweł Misiurewicz.

Znalezienie klienta jest coraz łatwiejsze

Gospodarka przyspiesza, ale są miejsca, z których kryzys jeszcze nie wyszedł — ostrzegają ekonomiści.

Koniec kryzysu wyczuwają nie tylko pytane przez nas Gazele Biznesu, ale też firmy ankietowane przez Narodowy Bank Polski. Wskaźnik obrazujący nastroje przedsiębiorców wzrósł w IV kwartale o 6 pkt do poziomu 14 pkt — najwyższego od końca 2008 r. Tymczasem teoria i doświadczenie głoszą, że jeśli przedsiębiorcy nabierają optymizmu, to gospodarkę czeka przyspieszenie.

— Raport NBP wyraźnie pokazuje, że firmy coraz lepiej oceniają swoją sytuację i z optymizmem patrzą w przyszłość. Weszliśmy już na ścieżkę ożywienia — mówi Piotr Bujak, ekonomista BZ WBK.

Optymistyczny jest zwłaszcza fakt, że firmy sygnalizują wzrost popytu.

— Choć problemy ze znalezieniem klientów są cały czas najczęściej wymienianą przez przedsiębiorców barierą rozwoju, to nasilenie tego problemu słabnie i — o ile na Zachodzie nie dojdzie do nawrotu kryzysu w związku z wycofywaniem pakietów stymulacyjnych — z każdym kwartałem będzie dalej słabło — przekonuje Piotr Bujak.

Mimo że cały obraz kreślony przez firmy pytane przez NBP jest pozytywny, analitycy zwracają uwagę na pewne zjawiska negatywne. Według Aleksandry Świątkowskiej, ekonomistki PKO BP, podstawy ożywienia nie są zbyt zdrowe.

— Niestety ciągle słabo mają się najważniejsze potencjalne motory wzrostu — konsumpcja i inwestycje. Tu nadal jest krucho. Pcha nas do przodu natomiast pozytywna relacja importu do eksportu (import spada mocniej niż eksport) oraz skłonność przedsiębiorstw do odbudowywania zapasów — mówi Aleksandra Świątkowska.

Poza tym, kryzys opuszcza niektóre obszary, ale jest nadal obecny w innych.

— Tam, gdzie skutki światowego kryzysu pojawiły się pierwsze (np. u eksporterów czy w przemyśle), poprawa następuje najszybciej. Ciągle pogarsza się jednak popyt krajowy i sytuacja na rodzimym rynku pracy — zaznacza Aleksandra Świątkowska.

Dlatego w prognozach ekonomistów fajerwerków nie widać.

— W czwartym kwartale 2009 r. gospodarka rozwijała się w tempie 3 proc. W kolejnych kwartałach możemy jednak zobaczyć pewne wyhamowanie — twierdzi Piotr Bujak.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gazele: najgorsze za nami