Gazele szykują się do skoku

Jacek Kowalczyk
24-09-2010, 00:00

Prawie połowa przepytanych przez nas firm myśli o przyszłości ze spokojem. Obawia się o nią co dziewiąta.

Koniunktura będzie się poprawiać, ale z inwestycjami lepiej uważać — tak Gazele Biznesu widzą swoje perspektywy

Prawie połowa przepytanych przez nas firm myśli o przyszłości ze spokojem. Obawia się o nią co dziewiąta.

Jesień to czas, kiedy przedsiębiorcy zastanawiają się nad strategią na przyszły rok. Kluczowa sprawa to przyjąć odpowiednie założenia. Czy kryzys mamy za sobą i czeka nas ożywienie popytu? Może warto zainwestować w zwiększenie mocy produkcyjnych? To wariant lansowany przez optymistów. A może niepokoje dotyczące gospodarek strefy euro są prawdziwe i należy przygotować się na powrót kryzysu i przyciąć zatrudnienie? Sprawdziliśmy, który scenariusz w swoich strategiach uwzględniają Gazele Biznesu.

Okazuje się, że większość przedsiębiorców zarządzających najdynamiczniej rozwijającymi się firmami spodziewa się stosunkowo pomyślnego rozwoju wydarzeń. Odsetek szefów firm zakładających poprawę sytuacji swojego biznesu jest o 34 pkt proc. wyższy niż odsetek przedsiębiorców oczekujących pogorszenia —wynika z Gazelowego Indeksu Tendencji, badania "PB" na grupie Gazel Biznesu.

Prawie połowa firm (45 proc.) spodziewa się bowiem, że koniunktura będzie się poprawiać, a co dziewiąty przedsiębiorca (11 proc.) przygotowuje się na dalsze grzęźnięcie w kryzysie. Trudno na tej podstawie prognozować boom gospodarczy, ale powody do optymizmu są — to najlepszy wynik ze wszystkich dotychczasowych edycji badania (prowadzimy je od 2009 r. co kwartał). Rok temu Gazele oceniały swoją sytuację na -23 pkt (czyli przeważali pesymiści). Dziś przedsiębiorcy są optymistami a perspektywy oceniają lepiej niż obecną sytuację. Wskaźnik obrazujący obecną kondycję wynosi 25 pkt, czyli o 9 pkt mniej niż wskaźnik dotyczący przyszłości.

Powyżej publikujemy wyniki badania dotyczące planowanych decyzji dotyczących m.in. inwestycji, zatrudnienia, wynagrodzeń czy cen.

Choć przedsiębiorcy spodziewają się ożywienia, to nie zakładają, że popyt przekroczy poziom sprzed kryzysu. Nadal więcej firm zamierza ciąć budżety inwestycyjne, niż je rozszerzać (stąd ujemna wartość wskaźnika). Nawet jeżeli koniunktura się poprawi, to Gazele będą w stanie realizować zamówienia przy obecnym stanie mocy wytwórczych. Dlatego inwestowanie nie ma sensu.

— Spodziewamy się niewielkiego, kilkuprocentowego wzrostu inwestycji w gospodarce, ale będą napędzane głównie przez sektor publiczny. W firmach inwestycje będą rosły w nieznacznym — jak na okres ożywienia — tempie — mówi Grzegorz Ogonek, ekonomista ING BSK.

Zatrudnienie w firmach w czasie kryzysu najpierw mocno spadło, a potem zaczęło rosnąć. Przedsiębiorcy uznali widocznie, że przesadzili ze zwolnieniami, bo kryzys w Polsce okazał się łagodniejszy, niż można się było spodziewać (PKB w 2009 r. rósł, a liczba miejsc pracy w sektorze przedsiębiorstw spadła), więc znowu rekrutowali pracowników. Teraz wzrost zatrudnienia wyhamował — przedsiębiorcy chcą dalej zatrudniać, ale w wolniejszym tempie niż w poprzednich miesiącach. Tłumaczą, że skoro moce produkcyjne są wystarczające w stosunku do perspektyw popytu, to nie ma potrzeby przyjmowania wielu nowych ludzi.

Przedsiębiorcy bardziej niż zatrudnienie skłonni są podnosić pracownikom wynagrodzenie. Zamierza to zrobić 26 proc. firm, a tylko 2 proc. chce je obniżyć. Ekonomiści zaznaczają jednak, że presja na wzrost płac nadal jest —i jeszcze długo będzie — słaba. Obecnie przeciętna pensja rośnie w tempie 4 proc. rocznie (2 pkt proc. powyżej inflacji) i w przyszłym roku raczej mocno nie przyspieszy.

— W 2011 r. wynagrodzenia w sektorze przedsiębiorstw będą rosły w tempie 4,4 proc. rocznie. Zobaczymy więc przyspieszenie dynamiki płac, ale będzie ono bardzo umiarkowane — prognozuje Karolina Sędzimir-Domanowska, ekonomistka rynku pracy w PKO BP.

Spadek popytu w szczycie kryzysu był dla Gazel prawdziwym utrapieniem. W dodatku mało który przedsiębiorca zakładał wtedy szybkie odbicie zamówień. Dzisiaj sytuacja jest o niebo lepsza. Zdecydowanie więcej firm spodziewa się wzrostu sprzedaży niż jej spadku (40 proc. wobec 13 proc.).

— Problemu z popytem nie powinny mieć firmy budowlane (wysokie zamówienia z sektora publicznego oraz ożywienie w budownictwie mieszkaniowym) i handlowe (poprawa nastrojów konsumenckich). Na wyhamowanie dynamiki sprzedaży powinny się natomiast przygotować firmy eksportujące, zwłaszcza do strefy euro i krajów azjatyckich — radzi Adam Czerniak, ekonomista Invest-Banku.

Spadek popytu w 2009 r. zmusił wiele firm do obniżenia cen oferowanych produktów. Przedsiębiorcy często mówili wręcz o wojnie cenowej w branży i nieuczciwej konkurencji. Dlatego rok temu aż 45 proc. firm sygnalizowało, że tnie ceny, a tylko 10 proc. je podnosiło. Dziś przedsiębiorcy poczuli, że są w stanie sprzedać swoje produkty po wyższych cenach — 18 proc. chce je podnieść, a tylko 9 proc. — obniżyć. Choć wywołuje to presję inflacyjną oraz podnosi firmom koszty materiałów, ekonomiści oceniają tę politykę cenową firm jako objaw zdrowia gospodarki i wychodzenia przez nią z kryzysu.

Przedsiębiorcy — odwrotnie niż przed rokiem — spodziewają się dziś raczej umocnienia złotego niż osłabienia. Czy słusznie? Według Marcina Kiepasa, analityka X-Trade Brokers, mają rację tylko częściowo.

— Złoty powinien się umacniać w stosunku do dolara. Amerykańska waluta powinna na światowych rynkach tracić. W przyszłym roku kurs może zejść do 2,7-2,8 zł za USD. Nie sądzę jednak, że zobaczymy wyraźne umocnienie złotego do euro. Tu oczekuję raczej stabilizacji, z kursem poruszającym się w przedziale 3,9-4,1 zł za EUR — przewiduje Marcin Kiepas.

Warto jednak pamiętać, że kursy walut prognozuje się najtrudniej.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Gazele szykują się do skoku