Gazosygnalizator wyczuwa wielkie zlecenie

  • Piotr Nisztor
opublikowano: 11-10-2012, 00:00

Polscy naukowcy zbudowali urządzenie do wykrywania skażeń. O prawo produkcji ustawia się kolejka firm.

Niedawno sytuacja Wojskowego Instytutu Chemii i Radiometrii (WICHiR) była nie do pozazdroszczenia. Śledztwa prokuratorskie oraz fatalna sytuacja finansowa omal nie doprowadziły go do bankructwa. Sytuacja jednak zmieniła się diametralnie za sprawą urządzenia o nazwie PRS-1, które może okazać się dla instytutu żyłą złota. Naukowcom z WICHiR oraz firmie Galwes udało się stworzyć urządzenie do wykrywania skażeń.

— Jest dziesięciokrotnie czulsze od dostępnych na rynku — podkreśla Roman Jóźwik, dyrektor WICHiR.

Technologia została opatentowana w 2011 r. Urządzenie powstało dzięki 2 mln zł grantu z Ministerstwa Nauki i Szkolnictwa Wyższego. Jeszcze nie weszło do produkcji, a już zgarnęło kilka wyróżnień, m.in. na międzynarodowej konferencji w Edynburgu i podczas wrześniowych targów zbrojeniowych w Kielcach. PRS-1 potrafi z bardzo dużą precyzją rozpoznawać bojowe środki trujące, toksyczne środki przemysłowe i promieniotwórcze.

Może więc gwarantować bezpieczeństwo polskim żołnierzom korzystającym z bojowych pojazdów podczas wykonywania zagranicznych misji. WICHiR marzy zresztą o wdrożeniu PRS-1 do produkcji na rzecz polskiej armii. Instytut chce przekazać pięć prototypowych urządzeń do testów przez nasze siły zbrojne.

Obecnie na rynku dostępne są dwa podobne urządzenia: Tafios Grupy Bumar i Cherdes firmy Pimco. Ich ceny wahają się od 150 do 300 tys. zł za egzemplarz. Według Romana Jóźwika, PRS-1 ma kosztować mniej, choć zaznacza, że dokładna cena nie jest jeszcze znana. Jest o co się bić.

Tylko w Wojskowych Zakładach Mechanicznych w Siemianowicach Śląskich na zamontowanie urządzeń do wykrywania skażeń czeka blisko setka rosomaków, czyli kołowych transporterów opancerzonych. Umowa z firmą Pimco został zerwana, a firma domaga się przed sądem wielomilionowego odszkodowania. W branży zbrojeniowej mówi się, że wyposażenie wszystkich pojazdów polskiej armii w gazosygnalizatory będzie kontraktem liczonym nawet na setki milionów złotych.

— Zakładamy, że urządzenie będzie gotowe do produkcji w drugiej połowie przyszłego roku. Zajmie się tym firma, która otrzyma od nas użyczenie patentu na PRS-1 — mówi dyrektor Jóźwik. Pod drzwiami WICHiR już ustawia się kolejka firm zbrojeniowych, które zwietrzyły dobry interes. W tym gronie są m.in. Bumar i WB Electronics. Ostatnia uczestniczy już w produkcji prototypów.

— Mam nadzieję, że PRS-1 będzie szybko wdrożony do produkcji, a WiCHiR dokona wyboru właściwego partnera przemysłowego, który zapewni że produkt będzie niezawodny, a cena konkurencyjna — twierdzi Dariusz Sobczak z WB Electronics.

Nie brakuje jednak kontrowersji. Urządzenie stworzone przez WiCHiR zostanie dopuszczone do produkcji po uzyskaniu certyfikatu, który w Polsce wydaje… tylko WICHiR. Powód? To jedyny instytut badawczy w Polsce, który ma prawo do syntezy bojowych środków trujących w celach naukowych.

— Mogę zagwarantować, że badania będą rzetelne. Instytut posiada akredytację nadaną przez odpowiednie instytucje państwowe. Niedochowanie wymogów obiektywizmu spowodowałoby utratę tych uprawnień — mówi Roman Jóźwik.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Nisztor

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu