Gdy biznes zapomina o własności intelektualnej

opublikowano: 29-11-2015, 22:00

Każdy biznes — mały czy duży — musi radzić sobie z kwestiami związanymi z własnością intelektualną.

KOMENTARZ PRAWNIKA

MACIEJ KUBIAK

adwokat, wspólnik w kancelarii LSW Leśnodorski Ślusarek i Wspólnicy

Oczywiście są takie branże, zwane niekiedy kreatywnymi, dla których prawa autorskie, patenty czy wzory przemysłowe stanowią esencję ich biznesu. Filmowców, wydawców, muzyków, artystów zazwyczaj nie trzeba przekonywać, jak ważne są prawa do dóbr, których nie sposób dotknąć czy zważyć — a które kryją się pod pojęciem „dóbr niematerialnych”.

Wiele osób intuicyjnie zdaje sobie również sprawę, że współczesna gra komputerowa to złożony projekt, gdzie krzyżują się aspekty praw do kodów źródłowych, scenariuszy gry, scen audiowizualnych, grafiki, artystycznych wykonań lektora, a gdy jeszcze powstaje na bazie książki… Podobnie jak z tego, że innowacyjna firma — z choćby jednoosobowym działem R&D— musi troszczyć się o swój know-how, rozważać, co warto opatentować, jak zabezpieczyć prawa autorskie.

Gorzej z tą świadomością jest wtedy, gdy dany podmiot nie należy do „sektora kreatywnego”. Prędzej czy później przychodzi jednak refleksja. Dzieje się tak, np. gdy nagle do producenta ubrań przychodzi wezwanie od twórcy grafiki wykorzystanej na jego koszulkach albo gdy giełdowa spółka musi zawrzeć ugodę w związku z bezprawnym wykorzystaniem layoutu katalogów oraz przerobioną bezrefleksyjnie reklamą telewizyjną — za którą zapłaciła, ale do której nie nabyła praw zależnych.

Niejeden przedsiębiorca musiał dokonać kosztownego rebrandingu, zapominając sprawdzić, na ile logotyp i nazwa, którymi chce się posługiwać, nie jest już wykorzystywana przez konkurencję. Podobne frustracje przeżywało wielu producentów, którzy po czasie uświadomili sobie, że ich najcenniejszy flagowy produkt jest niemal kopiowany przez konkurencję albo gdy okazało się, że nie mogą już korzystać ze wzorów stosowanych przez nich opakowań i etykiet, gdyż w stosownym czasie nie nabyli praw autorskich do ich projektów.

Niestety, nierzadkie jest też zdziwienie twórców innowacyjnego start-upu, którzy stracili inwestora życia, gdy ten po naturalnym w tego rodzaju transakcjach badaniu prawnym due diligence stwierdził że nie zainwestuje kilku milionów w nawet najlepiej zapowiadający się projekt, jeśli z dokumentów, którymi dysponuje spółka, nie da się ustalić, kto i w jakim zakresie ma prawa do głównego aktywa.

Przykładów można by mnożyć. Dlatego warto uświadomić sobie, że tak jak nie ma we współczesnym świecie firm, które mogą absolutnie zignorować świat wirtualny — choć nie wszystkie muszą tworzyć portale czy serwisy społecznościowe — tak nie sposób prowadzić na dłuższą metę dobrze prosperującego biznesu, ignorując istnienie własności intelektualnej, tak własnej, jak i cudzej.

Materiał partnera

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu