Gdy piorun strzeli w dane

Łukasz Łyczkowski
29-10-2007, 00:00

Chociaż nikomu, kto utraci cenne dane, nie jest wesoło, to niektóre okoliczności awarii nie pozwalają powstrzymać się od uśmiechu. Pech nie oszczędza nawet ludzi znanych.

Co roku dziesiątki dysków komputerowych kończą żywot pod kołami samochodów, toną w różnych płynach, a nawet przez nieuwagę właścicieli wypadają z helikopterów. Takie sytuacje nie są już chyba w stanie zrobić wrażenia na specjalistach od odzyskiwania danych. Ontrack, amerykańska firma z tej właśnie branży, co roku publikuje listę dziesięciu najbardziej nietypowych przypadków, z którymi spotkali się jej pracownicy w biurach na całym świecie. Niektóre z nich na pewno zapadną w pamięć na długo.

Nietypowe opakowania

— Przypadek, o którym myślę nie miał zabawnego początku, za to dosyć zabawny finał. Kilka lat temu, podczas powodzi w Czechach ratowaliśmy dane praskim przedsiębiorcom. Jak zawsze doradziliśmy poszkodowanym, aby nie dopuścili do wyschnięcia nośnika. Jeden z Czechów, który zdecydował się na osobiste doręczenie, stanął w drzwiach naszego biura z… akwarium pełnym wody, na którego dnie spoczywał dysk ze strategicznymi danymi. Klient nie chciał zdradzić, jak poradził sobie podczas odprawy na granicy — opowiada Paweł Odor, główny specjalista w polskim oddziale Ontrack w Katowicach.

Równie oryginalnym sposobem dostarczenia do serwisu było przesłanie dysku schowanego w brudnych skarpetkach. Okazało się to jednak niewystarczającym zabezpieczeniem, wskutek czego doszło do kolejnych uszkodzeń. Chociaż dane udało się odzyskać, klient obiecał, że następnym razem dostarczy nośnik w trwalszym opakowaniu.

Odbiło jej się

Mama miesięcznej dziewczynki po nakarmieniu dziecka przełożyła je przez ramię, żeby mu się odbiło. W efekcie cały posiłek maleństwa wylądował na otwartym laptopie. W ten prosty sposób wyłoniono najmłodszego w historii zwycięzcę rankingu Ontrack.

Przygodę również związaną z jedzeniem przeżył jeden z klientów Ontracka, który zostawił nieświeżego banana na przenośnym, zewnętrznym dysku twardym. Owoc, rozkładając się, zalał wnętrze urządzenia. Specjaliści oczyścili nośnik i uruchomili go na czas procesu odzyskiwania danych. Niestety, nie udało się uratować banana...

Żywa i martwa natura

W nadziei na odnalezienie bardzo ważnych danych firmowych postanowiono wykorzystać nieużywany od 10 lat laptop przetrzymywany w magazynie. Ponieważ nie dało się go włączyć, zlecono ekspertyzę. Po otwarciu obudowy specjaliści zobaczyli dziesiątki martwych i rozkładających się karaluchów. Po oczyszczeniu komputera dane odzyskano. Martwych owadów nie można było jednak skarcić, w przeciwieństwie do psa, który za jedną ze swoich zabawek uznał… przenośną pamięć USB swojego właściciela. Z pogryzionego pen drive'a specjaliści na szczęście odzyskali dane, które widocznie nie smakowały sympatycznemu czworonogowi.

Działanie na ślepo nie popłaca

Jak wiadomo, system jest tak silny jak jego najsłabsze ogniwo. A nim bardzo często okazują się użytkownicy.

— Kilka lat temu w pewnej instytucji usprawniono oprogramowanie biznesowe. Wprowadzono zmiany między innymi w menu aplikacji. Pracownicy, niestety, nie zostali o tym poinformowani. Osoba działająca „na pamięć” zapoczątkowała procedurę zwykle wykonywaną na zamknięcie dnia. Spowodowało to odłączenie punktów obsługi w całym rejonie jeszcze przed południem. W efekcie firma musiała odtworzyć część danych z kopii zapasowej — wspomina Piotr Nogaś, menedżer w Symantec Polska, także mający kontakt z klientami po utracie danych.

Ratowanie danych i związków

Również nadmierna zazdrość może prowadzić do konieczności skorzystania z serwisu.

— Pewien mąż zwrócił uwagę, że od dłuższego czasu jego żona koresponduje z kimś za pomocą komunikatora internetowego, następnie wykasowuje archiwum i wychodzi na spotkanie z „przyjaciółką”. Mężczyzna był niemal pewien, że żona ma kochanka. Postanowił zebrać dane, które pozwoliłyby mu zgromadzić dowody zdrady. Zwrócił się do nas. Po odzyskaniu informacji okazało się, że żona przygotowywała z pomocą przyjaciółki prezent z okazji 10 rocznicy ślubu — wspomina Paweł Odor.

Nie jest to jedyne małżeństwo, które przeżyło poważne problemy z powodu utraty danych. Pewien mężczyzna, porządkując pliki w komputerze, usunął galerię wszystkich zdjęć swoich dzieci. Małżeństwo wcześniej nie zdążyło ich wywołać. Żona, dowiedziawszy się o całej sprawie, zagroziła rozwodem, jeśli usunięte fotografie nie zostaną odzyskane.

— W innym przypadku, żona wrzuciła do pralki spodnie męża z pamięcią USB w kieszeni. Po wypraniu i starannym odwirowaniu pen drive trafił do nas. Dane odzyskaliśmy, choć sytuacja była napięta. Zleceniodawcą był mąż, jednak nad przebiegiem całej operacji czuwała jego żona, kilka razy dziennie kontaktując się z naszym działem obsługi klienta — dodaje Paweł Odor.

W służbie sztuki

Pech związany z utratą danych nie oszczędza także osób znanych. Krzysztof Wielicki, wybitny polski himalaista podczas wyprawy w Himalaje w 2004 r. zgrywał wszystkie zdjęcia cyfrowe oraz nagrania audio na urządzenie do archiwizacji — photobank. Tragarz, któremu powierzono niesienie pakunków, nie tylko rozbił urządzenie, rzucając na ziemię plecak, ale także usiadł na tej części, w której znajdował się rozbity photobank. Na szczęście, dzięki interwencji specjalistów, większość zdjęć mogła ujrzeć światło dzienne.

W podobnej sytuacji znalazł się znany raper Liroy, który stracił nagrania do albumu na dwa tygodnie przed jego oficjalną premierą. Możemy sobie tylko wyobrazić, co czuł piosenkarz, zwłaszcza że na siedem lat przed tym wydarzeniem, gdy nagrywał płytę „Dzień Szaka-L'a”, w jego studio nagraniowe uderzył piorun. Wówczas dane zostały utracone bezpowrotnie. W przypadku płyty „L-Nińo, Vol. 1” premiera na szczęście odbyła się w terminie. l

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Łukasz Łyczkowski

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Innowacji / IT&Internet / Gdy piorun strzeli w dane