Gdy skąpstwo będzie zaletą

Agata Ałykow
opublikowano: 29-04-2008, 00:00

Co roku zapotrzebowanie polskich firm na energię wzrasta o 3 proc. Jednocześnie rosną ceny. Przedsiębiorcy muszą więc oszczędzać.

Nie trzeba być ekologiem ani ekonomistą, aby dostrzec korzyści z oszczędzania

Co roku zapotrzebowanie polskich firm na energię wzrasta o 3 proc. Jednocześnie rosną ceny. Przedsiębiorcy muszą więc oszczędzać.

Amerykański koncern ProLogis zawarł nietypową jak nasze warunki umowę biznesową. Southern California Edison, największemu kalifornijskiemu dostawcy prądu, wynajął dach, by ten zamontował na nim panele słoneczne. Na ogromnej powierzchni prawie 57 tys. mkw. znajdą się urządzenia, które wytworzą jej tyle, że przez rok można będzie zaopatrywać w prąd około 1,5 tys. domów. A to dopiero początek. W planach jest rozbudowa systemu do mocy 250 MW i coroczne jego powiększanie.

U nas taka inwestycja nie byłaby możliwa. I wcale nie dlatego że brakuje nam tak silnego nasłonecznienia.

— W Polsce takie myślenie dopiero się rodzi. Świadczy o tym choćby kłopot z nadawaniem certyfikatów energetycznych. Choć przepisy unijne nakazują wystawić je do końca roku, nadal nie wiadomo, jak tę operację przeprowadzić. Brakuje bowiem krajowych procedur — twierdzi Marta Tęsiorowska z polskiego oddziału koncernu ProLogis.

Firma zapowiada, że takie świadectwa zdobędzie, bo wspomniany certyfikat to dla kieszeni osoby wynajmującej biuro czy halę produkcyjną sprawa strategiczna. Zdecyduje więc, czy obiekt ProLogisu jest dla klienta opłacalny.

— Dzięki temu dokumentowi dowie się, jaka jest cieplna przenikalność budynku, w którym przyjmuje kontrahentów, magazynuje towar czy handluje. Innymi słowy, zyska świadomość, czy jego rachunek, na przykład za prąd będzie niski, czy wysoki — wyjaśnia Tęsiorowska.

Liczą się detale

Opłaty za energię to bardzo duża część wydatków na utrzymanie firmy. Mało kto zdaje sobie sprawę z tego, że nawet drobny sprzęt potrafi śrubować koszty. Niepozorny czajnik elektryczny czy ekspres do kawy może np. nabijać aż 5 proc. opłat w rachunku za prąd.

— Dlatego nawet z tego typu urządzeń należy umiejętnie korzystać. A w sytuacji, gdy firma czyni wydatki na wyposażenie biura czy zakładu produkcyjnego, dobrze zastanowić się, jaki sprzęt kupić — radzi Małgorzata Popiołek z Narodowej Agencji Poszanowania Energii (NAPE) z siedzibą w Warszawie.

Najważniejsze jest zwracanie uwagi na klasy energetyczne sprzętu, stosowane powszechnie przez producentów. Najbardziej ekonomiczna to A++. Oznacza minimalne zużycie energii, przy bardzo wydajnym trybie pracy. Co prawda, zakup takich urządzeń jest kosztowny, ale wydatek zwraca się stosunkowo szybko. Już po kilku miesiącach widać to w rachunku za prąd.

Od czego należy rozpocząć oszczędzanie? Od wymiany oświetlenia. Tradycyjne żarówki w momencie zakupu są niezwykle tanie, ale w czasie eksploatacji wręcz pożerają prąd. Dlatego właściciele i najemcy biur wymieniają je na energooszczędne świetlówki. Przy zakupie komputera warto zdecydować się na laptopa, bo zużywa zaledwie kilka procent energii niezbędnej do pracy tradycyjnego sprzętu. Wybierając model dla pracowników, należy zastanowić się, czy wszystkim potrzebne są te z największym ekranem.

— Wielkość monitora przekłada się na zużycie prądu. Im więcej cali, tym droższa jest jego praca — zauważa Małgorzata Popiołek.

Warto też zachęcać pracowników do przełączania komputerów na pracę na baterii zamiast korzystania z kabla włączonego do gniazdka, zainstalować system szybkiego przełączania się nieużywanego komputera w stand-by, a potem automatycznego wyłączania.

Do prezentacji należy, podobnie, jak się to dzieje w przypadku komputerów, wybierać urządzenie z ekranem LCD, bo jego eksploatacja mniej kosztuje.

Kupując drukarkę, warto się zastanowić, czy w biurze niezbędna jest laserowa, zużywająca najwięcej prądu. Być może na potrzeby pracowników wystarczy atramentowa.

Technologia to podstawa

Szukając miejsca na biuro, warto zwrócić uwagę na tzw. inteligentne budynki, w których już na etapie projektowania pomyślano o zoptymalizowaniu zużycia energii. Ważne m.in., aby obiekt został ocieplony, bo przez ściany bez izolacji ucieka dużo ciepła. Podobnie dzieje się z nieszczelnymi oknami.

— Sprawdza się także stosowanie wentylacji mechanicznej z odzyskiem ciepła. Ale to rozwiązanie dla budynków nowo budowanych. W innych brakuje miejsca na elementy systemu, a przeróbki są zbyt kosztowne i przez to nieopłacalne — twierdzi Małgorzata Popiołek.

Skoro więc korzystanie z wentylacji naturalnej jest niezbędne, to warto zastosować kilka prostych zabiegów zmniejszających koszty, jak np. instalowanie nawiewników regulowanych wilgotnością powietrza. Uaktywniają się wraz z pojawieniem się w biurze pracowników. Im więcej osób, tym szybszy napływ świeżego powietrza do pomieszczeń.

Przy wietrzeniu poprzez otwarcie okna należy czynność tę wykonać szybko i intensywnie, pamiętając o wyłączeniu termostatów przy kaloryferach. Tych ostatnich nie powinno się zasłaniać meblami, roletami czy firankami.

Klimatyzacja będzie lepiej regulować temperaturę przy zamkniętych oknach i drzwiach. Nie warto ustawiać jej na pełne obroty ani na zbyt wysoką temperaturę.

Przy doborze systemu oświetlenia warto zastanowić się nad zastosowaniem takiego z wbudowanym czujnikiem ruchu. Sprawdza się zwłaszcza na korytarzach i klatkach schodowych, z których korzysta się najrzadziej.

Dużym trudniej

Oszczędzanie jest sprawą dużo trudniejszą w przypadku zakładów produkcyjnych, choć ogólne zasady sprawdzają się także w ich przypadku. Dotyczy to zwłaszcza zmiany sposobu oświetlenia czy ogrzewania budynku.

— Nie na wszystko znajdzie się uniwersalna rada. Zwłaszcza gdy mowa o rozwiązaniach technologicznych czy sprzętowych. Stosowane w branży motoryzacyjnej nie sprawdzą się przecież w spożywczej. W jednej warto zostawić urządzenie na biegu jałowym w czasie, gdy jest zbędne, w innej należy je wyłączyć — wyjaśnia Małgorzata Popiołek.

Dlatego warto śledzić nowinki. Tak robią menedżerowie firmy Kosz z Ciasnej na Górnym Śląsku, specjalizującej się w produkcji stolarki drzwiowej.

Zainwestowali oni w kotłownię opalaną odpadami poprodukcyjnymi. Dzięki temu firma jest samowystarczalna, jeśli chodzi o ogrzewanie. Pyły powstałe ze strugania płyt odbierane są bowiem przez wyciągi, filtrowane, transportowane do silosu, a stamtąd do spalarni odpadów.

— Wszystkie zastosowane przez nas kotły spełniają normy emisji zanieczyszczeń, przez co opłaty środowiskowe są dużo niższe — tłumaczy Antoni Piosek, dyrektor ds. produkcji w firmie Kosz.

Zastosowano też tzw. falowniki — przetworniki, które sprawiają, że urządzenia zużywają tylko tyle prądu, ile rzeczywiście potrzebują w trakcie pracy, a same maszyny to ostatni krzyk branżowej mody. Zastosowano w nich nowoczesne, energooszczędne technologie.

— To bardzo kosztowne inwestycje, ale przynoszą zysk. Od trzech lat, mimo wzrostu o 30 proc. zużycia prądu, rachunki za nie się nie zwiększają, a nawet spadają o kilka procent — twierdzi Antoni Piosek.

Po rozum do głowy idą nie tylko przedsiębiorcy. Gmina Wrocław, budując szkołę na osiedlu Maślice, wybrała projekt oparty m.in. na odnawialnych źródłach energii.

— Będzie w nim system odzysku ciepła z gruntu, służący do ogrzewania budynku, panele słoneczne do podgrzewania wody, przeszklone ściany, by maksymalnie wykorzystać energię słoneczną do oświetlenia sal, i wentylacja mechaniczna — twierdzi Urszula Badura, szefowa Zarządu Inwestycji Miejskich gminy Wrocław.

Szkoła zostanie otwarta dopiero w przyszłym roku, ale już wiadomo, jakie oszczędności przyniesie. Choć szacowany koszt inwestycji dla odnawialnych źródeł energii wynosi 2,9 mln zł netto, to roczny koszt eksploatacji wynosi zaledwie 90 tys. zł. W przypadku źródła ciepła w postaci kotłowni gazowej koszt inwestycji oszacowano na 1,9 mln zł, a roczny koszt eksploatacji na 400 tys. zł. Przyjęto więc, że wydatki na ten cel zwrócą się po czterech latach.

Czy inwestorzy z zacięciem proekologicznym mają szansę na dotację unijną?

— Część wydatków można próbować pokryć z zasobów Programu Infrastruktura i Środowisko bądź jednego z szesnastu programów regionalnych. Większość spada jednak na inwestora — twierdzi Andrzej Kassenberg z Instytutu na rzecz Ekorozwoju.

Czy mimo to zainteresowanie oszczędnościami wzrośnie?

— Tylko w razie dużego skoku cen energii. Ten może natomiast nastąpić w chwili uwolnienia handlu prawami do emisji dwutlenku węgla — wyjaśnia Andrzej Kassenberg.

Zachętą do oszczędzania energii jest też projekt mechanizmu tzw. białych certyfikatów, ukończony w listopadzie ubiegłego roku. To system działań promujących oszczędność, obejmujący cały łańcuch energetyczny, od producenta, przez dystrybutora, na odbiorcy skończywszy.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agata Ałykow

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu