Gdzie dwóch się bije, tam trzeci korzysta

Adam Sofuł
opublikowano: 17-11-2006, 00:00

Wszyscy, którzy jeszcze interesują się polityką (to wciąż liczna choć dzięki zabiegom polityków topniejąca gromadka), emocjonowali się wielkim wyborczym pojedynkiem między Prawem i Sprawiedliwością a Platformą Obywatelską. Ogryzaliśmy paznokcie, patrząc na słupki kandydatów startujących do fotela prezydenta stolicy, jakby prezydent stolicy miał jakikolwiek wpływ na to, co się dzieje w kraju. Wyborcy tymczasem spłatali niezłego psikusa.

Według oficjalnych danych Państwowej Komisji Wyborczej, spośród partii najwięcej stanowisk radnych uzyskało Polskie Stronnictwo Ludowe — przypomnijmy, jest w Sejmie taka partia, przez niektórych obserwatorów politycznych składana już zresztą kilkakrotnie do grobu. Skąd sukces zapomnianej partii, zwłaszcza że jej kampanię wyborczą trudno zaliczyć do zapadających w pamięć?

PSL niewątpliwie zawdzięcza swój sukces kryzysowi Samoobrony, ale nie jest to cała prawda. Ludowcy jako jedna z niewielu partii ma rozbudowane struktury terenowe, przede wszystkim na wsiach. PiS usiłowało nadrobić te zaległości, tworząc punkty obsługi wyborców, ale z istniejącym od lat PSL nie miał szans. Po drugie i chyba ważniejsze, obie największe partie uczyniły z wyborów samorządowych plebiscyt polityczny. Tymczasem przy wyborach lokalnych wyborców mniej interesuje, czy w sprawie pustoszejącej lodówki kłamie Kaczyński czy Tusk, tylko to, kto naprawi dziurę w ulicy Akacjowej. Ci, którzy nie odnajdywali się w tym sporze, postawili na tych, którzy byli pod ręką — czyli PSL. I to, nic nie ujmując PSL-owi, niepokojący sygnał. I dla polityków, i dla wyborców. Bo okazuje się, że aby wygrać wybory, nie trzeba nic robić. Wystarczy być.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Sofuł

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy