Gdzie powiesić Matkę Boską

opublikowano: 04-09-2019, 10:37

Jak dzieła sztuki zaczynają żyć własnym życiem i kto decyduje, że „idą pod młotek”? Co oznacza pojawienie się pracy artysty na aukcji i czy jest weryfikacją pozycji twórcy na rynku sztuki? Na te pytania odpowiada Paweł Kowalewski, artysta, którego prace za kilka dni będzie można wylicytować w Desie Unicum.

Paweł Kowalewski - Gdzie powiesić Matkę Boską

12 września Desa Unicum organizuje aukcję obrazów poświęconych latom 80. ubiegłego wieku, na której będą licytowane również Pana prace z tego okresu. Jakie prace pójdą pod młotek?

Na aukcji „Nowa figuracja – nowa ekspresja” do wylicytowania będą moje dwie prac z rynku wtórnego oraz obraz ikona pt. „Gdzie powiesić Matkę Boską”. Płótno powstało w 1988 roku i jest bardzo ważnym elementem mojej twórczości tamtego okresu. Przedstawia najbardziej znanego polskiego marszanda Rafała Jabłonkę w jego galerii w Kolonii. Kolekcjoner został uchwycony podczas rozmowy z jednym z artystów. Czysta, nowoczesna przestrzeń wystawiennicza robiła wówczas na mnie piorunujące wrażenie. To doświadczenie było tak inne od wszystkiego, co otaczało mnie w komunistycznej Polsce. Budynek był raczej świątynią minimalizmu, a nie kościołem, gdzie można by powiesić Matkę Boską. Ten kontrast zaistniałej sytuacji był dla mnie inspirujący. Magiczność momentu wybrzmiała jeszcze bardziej dzięki mistycznemu światłu, które wpadało przez okna do pomieszczenia, a ja chciałem zanotować niezwykłość tamtej chwili. 

Jakie znaczenie dla pana twórczości miał tamten okres? Jak pan go ocenia z perspektywy lat?

To był absolutnie kluczowy czas dla mojej kariery i bardzo formatywne doświadczenie jako młodego, niespełna 30-letniego twórcy. W momencie kiedy zakładałem z Ryszardem Woźniakiem twór, który stał się w przyszłości Gruppą, mieliśmy niezwykle silne przekonanie, że chcemy coś zmienić w sztuce polskiej. Był w nas bunt wobec akademizmu i postaw postawangardowych. Ta formacja z założenia miała być platformą dla artystów, którzy podzielali nasz stosunek do malarstwa i sztuki. Początkowo należeli do niej również Małgosia Ritenschild, Ewa Piechowska, Maciek Wilski. Łączyły nas poglądy i poszukiwania, czerpaliśmy z tradycji konceptualizmu, szukaliśmy inspiracji bardzo szeroko - również w poezji i literaturze. Nie chodziło nam o cyzelowanie kwestii malarsko-formalnych, a łączenie dzieła sztuki z teatrem czy akcjami performatywnymi, często w oparciu o poetykę absurdu np. w przypadku recitalu „Chłodny jeleń w powidle”. Moją twórczość określić można jako ekspresyjną i mocno autobiograficzną. Czerpałem z osobistego doświadczenia i kontekstu literackiego. Kształtowałem własny język wypowiedzi. Ważniejszy od formy czy medium był dla mnie przekaz, dlatego moim pracom nadawałem poetyckie tytułu, przybierające formę manifestów. 

Paweł Kowalewski

Jakie znaczenie miała Gruppa dla pana rozwoju artystycznego?

Szara rzeczywistość stanu wojennego wypaliła piętno na naszych twórczych poczynaniach, ale była również inspiracją trampoliną do krytycznego, ironicznego sprzeciwu wobec panującego reżimu. Gruppa była formacją żywiołową, momentami poza kontrolą nas samych. Jak się okazało później również nieprawdopodobnym zjawiskiem artystycznym, które wyrosło na naszych sporach i burzliwych dyskusjach, czasami kończącymi się walką na pięści. Dziś Gruppę porównałbym do rozkapryszonej kobiety, trochę brzydkiej, trochę wściekłej, ale na pewno kobiety, która wierzgała nogami i krzyczała. Ten proces jest również metaforą tworzenia się współczesnej Polski. Tego jak intuicyjnie przygotowywaliśmy się do przełomu, który miał nadejść. 4 czerwca 1989, w dniu wyborów, Gruppa zorganizowała akcję wspólnego malowania pod hasłem „Głos przyrody na Solidarność”. To był symboliczny koniec naszych wspólnych działań. W latach 80. zaczynaliśmy jako nowicjusze, a kończyliśmy jako klasycy minionej dekady. Wielką stratą jest, że praca niestety nie została zachowana, a dziś mogłaby być częścią nie jednej kolekcji muzealnej, nie wspominając już o jej wartości rynkowej. Gruppa każdemu z nas coś dała. Z jednej strony była to płomienna przyjaźń, a z drugiej pełne napięć, twórcze konflikty. 

Czy często pan sprzedaje prace przez aukcje? Czy taka forma sprzedaży podnosi wartość dzieł, a w konsekwencji twórcy? Co daje artyście?

Pojawienie się prac artysty w ramach takiej tematycznej aukcji prac z lat 80. jaka odbędzie się w Desie, niewątpliwie podnosi wartość dzieła i potwierdza jego znaczenie. Dla artysty jest to również rodzaj zaskoczenia, bo prace, które kiedyś komuś przekazał w prezencie, dziś wypływają na rynek niczym lukratywna okazja dla kolekcjonerów. Ponadto sama estymacja wartości dzieł, które pójdą pod młotek jest pozytywną weryfikacją pozycji twórcy na rynku sztuki. 

Paweł Kowalewski - Samotność Arnolfinich albo okrutne kobiety i łagodni mężczyźni

Jaka jest korzyść dla odbiorców z kupowania prac na aukcjach?

Sam od ponad 15 lat kolekcjonuję i regularnie śledzę aukcje dzieł sztuki na całym świecie. Zdarzają się świetne okazje, które często są dużo tańsze niż oferty komercyjnych galerii. Nic nie równa się radości kiedy uda mi się nabyć bardzo dobre dzieła sztuki poniżej ceny rynkowej. Kolekcjonowanie to wyjątkowe emocje. Dlatego dziś jestem szczęśliwym posiadaczem „Dwóch flag” Jaspera Johnsa czy „Portretu ze skorpionem” wydrukowanego na jedwabiu autorstwa Mariny Abramović. Wartość tych obiektów dziś jest już trzykrotnie większa niż w momencie, w którym je nabyłem. 

Aukcje są też na pewno bezpieczną formułową nabywania dzieł sztuki. Dom aukcyjny dba o oryginalność obiektów wprowadzanych na rynek, posiada certyfikaty i bezpośredni kontakt z twórcą. Dzięki temu wspieramy oficjalny obieg sztuki, a nie tzw. czarną strefę, gdzie transakcje odbywają się poza jakąkolwiek rejestracją, z pominięciem ‘Droit de suite’ dla artysty.

Paweł Kowalewski - Diabelskie oczy

Gruppa - najważniejsza polska formacja artystyczna lat 80., założona przez Pawła Kowalewskiego i Ryszarda Woźniaka, współtworzona z Ryszardem Grzybem, Jarosławem Modzelewskim, Włodzimierzem Pawlakiem oraz Markiem Sobczykiem.   Gruppa to jedna z najciekawszych manifestacji twórczych tego okresu, która stanowiła raczej zbiór indywidualności, niż kolektyw pracujący według jednolitego programu. Artystów łączyła wspólnota postaw i chęć wzajemnego inspirowania się, niż określona wizja sztuki. Twórcy organizowali wystawy, recitale i akcje performatywne. Wydawali własne pismo „Oj dobrze już!”, gdzie zamieszczali wiersze, komentarze, prześmiewcze teksty, szkice i rysunki. Gruppa zakończyła działalność w latach 90. retrospektywną wystawą w Zachęcie – Narodowej Galerii Sztuki, a jej członkowie zajęli się indywidualną twórczością. 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu