Gdzie ta plaga śmieciówek?

  • Jacek Kowalczyk
opublikowano: 16-11-2012, 00:00

W ostatnich miesiącach dużo mówi się o tzw. umowach śmieciowych, czyli umowach o pracę na czas określony, o dzieło i zlecenia, na które chętnie decydują się pracodawcy.

Związkowcy i część polityków przekonują, że od wybuchu kryzysu to zjawisko zaczęło gwałtownie się nasilać i stało się problemem społecznym. Premier Donald Tusk zapowiedział nawet, że kiedy gospodarka zacznie przyspieszać, zajmie się problemem i obłoży śmieciówki składką na ZUS (co oznacza niemal likwidację tego typu umów). Minister Michał Boni tłumaczył m.in., że polscy pracownicy nie mogą z tego powodu brać kredytów. Dane GUS pokazują jednak, że trwająca od kilku miesięcy burza wokół śmieciówek jest nieuzasadniona. Od 2006 r., kiedy urząd zaczął badać to zjawisko, odsetek osób pracujących na podstawie umów śmieciowych właściwie się nie zmienił. Niezależnie od tego, czy w Polsce panuje kryzys, czy boom gospodarczy, jest stały. W drugim kwartale 2012 r. na śmieciówkach było 27,6 proc. polskich pracowników, a w analogicznym okresie 2006 r. — 27,2 proc.

OKIEM EKSPERTA

Po pierwsze, nie szkodzić

MONIKA GŁADOCH

ekspert Pracodawców RP

Te dane potwierdzają, że walka z umowami śmieciowymi to jedynie puste hasło polityczne. Problem został wykreowany przez związki zawodowe, które chcą w ten sposób uderzyć w pracodawców, a podchwycony przez polityków. Próba likwidacji umów czasowych to działalność szkodliwa. Takie umowy cywilnoprawne są potrzebne na rynku pracy, bo pozwalają pracodawcom ograniczyć koszty pracy, a pracownikom dają wyższe zarobki netto.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Kowalczyk

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu