Gdzie trawa zielona, tam płynie rzeka białego mleka

Adrian Chimiak
opublikowano: 31-01-2007, 00:00

Z okien firmy widać pastwiska u podnóża Gór Opawskich. Gdy się zazielenią, pojawią się tam krowy 350 dostawców OSM w Głubczycach.

Okręgowa Spółdzielnia Mleczarska w Głubczycach

Z okien firmy widać pastwiska u podnóża Gór Opawskich. Gdy się zazielenią, pojawią się tam krowy 350 dostawców OSM w Głubczycach.

— Z ich mleka nie będzie szwajcarskiej czekolady, ale równie dobre jogurty, maślanki, kefiry i nabiał — zapewnia Jan Piechowiak, prezes Okręgowej Spółdzielni Mleczarskiej (OSM).

Warczy podjeżdżająca cysterna. Przywiozła osiem ton mleka. Każda z trzech ciężarówek OSM pokonuje rocznie około 100 tysięcy kilometrów.

— Wszyscy nasi dostawcy mają certyfikaty, a przyjmujemy tylko mleko najwyższej jakości. Inaczej się nie opłaca — twierdzi prezes.

A jeszcze kilkanaście lat temu spółdzielnia była jedną z najbardziej zapóźnionych technologicznie na Śląsku Opolskim. Odnowa zaczęła się na początku lat 90. od unowocześnienia parku maszynowego i rozszerzenia oferty handlowej. Pierwszym krokiem było sprowadzenie z Zachodu używanych kubkarek.

— Były dość przechodzone, ale sprawne, jednak ich wydajność pozostawiała wiele do życzenia. Pierwsze naszą ofertę wzbogaciły napoje fermentowane, między innymi jogurty. Od tego zaczął się nowy rozdział w historii naszej spółdzielni — opowiada Jan Piechowiak.

Pod koniec lat 90. firma wymieniła urządzenia do obróbki cieplnej surowca: pasteryzatory, wirówki, maszyny do konfekcjonowania w kartony. Skoncentrowała się na tzw. szybkim nabiale. Przed przystąpieniem Polski do Unii dwukrotnie skorzystała z Funduszy Przedakcesyjnych SAPARD.

— Nawiązaliśmy także kontakty z sieciami sklepów. Nasze wyroby są w sieciach Biedronka, Lidl i — naturalnie — w małych sklepach — zapewnia prezes.

Dla dzieci i sercowców...

Wybiegam z biura do pobliskiego sklepu. Egzamin zdany: w lodówce głubczyckie produkty czekają na nabywców.

— Zwykle ich termin przydatności wynosi od jednego do czterech tygodni. Proszę pamiętać: natury nie da się oszukać, więc jeśli zobaczy pan jogurt z dwumiesięcznym terminem, warto mu się przyjrzeć — przestrzega Jan Piechowiak.

Prezes jest zwolennikiem naturalnego smaku, dlatego OSM nie wytwarza mleka UHT.

— Liczymy na to, że wkrótce tendencje się odwrócą i tak jak Niemcy czy Skandynawowie, a nawet Grecy, będziemy pili mleko o pełnym smaku, czyli nisko pasteryzowane. Od dwóch lat coraz więcej sprzedaje się w kraju mleka świeżego. Polacy spożywają zaledwie 180 litrów mleka rocznie, gdy w innych krajach UE jest to dwa razy więcej — wylicza prezes.

To dlatego głubczycka OSM jest aktywna w akcjach propagujących w szkołach picie mleka przez uczniów pierwszych klas.

— Sprzedajemy też kartoniki o pojemności 0,25 litra z mlekiem o smaku truskawki i czekolady. Ale najzdrowsze jest to bez cukru. Zostało docenione wraz z innymi naszymi wyrobami na ostatnich targach Polagra, gdzie z rąk wicepremiera Andrzeja Leppera otrzymaliśmy nagrodę Lidera Jakości — chwali się prezes Jan Piechowiak.

Firma wprowadza właśnie na rynek „jogurty dla serca” z dodatkiem kwasów Omega-3 i Omega-6. Część zysków pójdzie na fundację prof. Zbigniewa Religi, która ma finansować budowę sztucznego serca.

...ale nie dla każdego

Cysterna skończyła przelewanie mleka. Schodzimy do zakładu produkcyjnego. W czepkach i fartuchach, pod groźnym okiem technologa, porównujemy wydajność starych kubkarek z najnowszym nabytkiem OSM. W laboratorium, między pipetami i szklanymi rurkami, smakujemy nabiał.

— Nad produkcją czuwają komputery, nad smakiem — ludzie. Rocznie przepływa przez nasze instalacje 20 mln litrów mleka, za które płacimy dostawcom najwyższe w Polsce stawki — zapewnia prezes Piechowiak.

Z mlecznymi wąsami przenosimy się na plac budowy. Wkrótce powstanie tu kolejna hala produkcyjna.

— Zauważył pan, że w biurze nie mam lodówki? Niestety, nie mogę pić mleka i jogurtów w takiej postaci jak większość ludzi. Ale to pozwala mi nabrać dystansu do naszych wyrobów — mówi prezes.

Silną trzeba mieć wolę, by nie pić mlecznych specjałów.

Eksperyment: truskawka rulez!

Aż 70 proc. sprzedawanych w Polsce smakowych jogurtów to jogurty truskawkowe, 20 proc. — brzoskwiniowe, a 10 proc. o smaku innych owoców. Jogurty i napoje fermentowane z Głubczyc rozdałem dziesięciu dziennikarzom Polskiego Radia w Opolu, aby wybrali te, które najbardziej im smakują. Wyniki były następujące:

5 osób: truskawkowy,

3 osoby — malinowy,

1 osoba — poziomkowy,

1 osoba — pomarańczowo-cytrynowy („nie lubię słodkich”).

Wszyscy zgodzili się, że jakość próbek była dobra, docenili walory smakowe, małą liczbę kalorii (67 w każdych 100 g). Minusem było powolne spływanie płynu po ściankach naczynka i dość niestabilna pozycja oryginalnych opakowań.

Jogurt, lek na długowieczność

W starożytności uważano, że jogurt ma doskonałe właściwości odmładzające, regeneracyjne i leczy zatrucia. To jogurtowi mają zawdzięczać długowieczność górale z Kaukazu. W Europie zaczął się pojawiać w aptekach na początku XX w. Jogurt ułatwia trawienie, pomaga przy zaparciach, wzdęciach, niedokwaśności żołądka, stanach zapalnych jelit, w leczeniu choroby popromiennej. Organizmy osób starszych, trudniej przyswajające laktozę, znacznie lepiej radzą sobie z jogurtami zawierającymi wapno, białko, fosfor, witaminy A i B oraz bakterie pozytywnie wpływające na pracę przewodu pokarmowego. Zaleca się jogurt w wielu dietach, m.in. kobietom karmiącym i w ciąży.

Pani czołg ma dobry smak

Kompozycją i bukietem smakowym jogurtu zajmuje się w Głubczycach laborantka i wiceprezes Maria Cielebąk. — Nasze panie wyczuwają każdą dysproporcję składników. Pani Maria pracuje u nas 35 lat i nazywamy ją glebogryzarką, czołgiem, bo umie pokonać wszelkie trudności, a uśmiechem łamie lody — opowiada prezes Jan Piechowiak.

Przepis na spółdzielnię

To dobrowolne zrzeszenie nieograniczonej liczby osób powołane do prowadzenia działalności gospodarczej. Założyciele spółdzielni nie muszą wnosić minimalnego kapitału założycielskiego. Wystąpienie z niej nie wymaga odsprzedaży udziałów. Spółdzielcy pokrywają straty do wysokości zadeklarowanego udziału.

Jak wygląda produkcja jogurtu w Głubczycach

Gdzie się produkuje jogurt? Wiadomo gdzie — w fabryce. Czyli w głubczyckiej spółdzielni.

Partia mleka (podciśnieniowo odwirowana z gazów i szlamu, znormalizowana tłuszczowo) jest umieszczana w zbiornikach. Po dodaniu substancji zagęszczających (naturalne hydrokoloidy), które polepszają smak i umożliwiają dalszy proces produkcyjny, miksuje się masę. Wzbogaca się ją naturalnym białkiem i cukrem (trzy procent masy).

Całość jest poddawana wysokiej pasteryzacji w temperaturze 95 stopni przez kilka minut. Uzyskuje się w ten sposób odpowiednią gęstość.

Po schłodzeniu do 40 stopni masa trafia do zbiorników fermentacyjnych, gdzie jest zaszczepiana kulturami drobnoustrojów. Gdy PH wyniesie 4,5 (po 6-12 godzinach) fermentację przerywa się, gwałtowne oziębiając masę do 20 stopni Celsjusza, zachowując aktywną mikroflorę.

Podczas przepływu pompa podaje pulpę owocową (około 15 procent masy), następnie całość jest konfekcjonowana. W chłodni, w temperaturze sześciu stopni, jogurty czekają na transport.

Pasteryzacja

Podgrzewanie produktu w celu zniszczenia lub zahamowania rozwoju drobnoustrojów chorobotwórczych przy zachowaniu wartości odżywczych i smaku. Niska pasteryzacja mleka w OSM Głubczyce: 72-74 stopni C — 15 sekund (unieczynnia fosfatazę). Wysoka pasteryzacja — powyżej 82 stopni do 15 sekund (unieczynnia fosfatazę i peroksytazę).

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane