GF: Filadelfia ratuje byki przed porażką

Gold Finance
17-09-2009, 17:59

Optymizmu po wczorajszej świetnej sesji za  oceanem nie wystarczyło na długo. Chyba zaczęły przeważać obawy, że na Wall Street nastąpi choćby krótka korekta. Mimo że specjalnych powodów nie było widać, poranne wzrosty szybko topniały.

Dopiero trochę lepsze informacje płynące z amerykańskiej gospodarki oraz nastroje tamtejszych inwestorów nieco podtrzymały europejskie indeksy. Gdyby nie bardzo dobry odczyt wskaźnika aktywności gospodarczej w rejonie Filadelfii, który wzrósł z 4,2 punktu do 14,1 pkt., sytuacja byków mogłaby być nieciekawa.

Polska GPW

Nasi inwestorzy na początku sesji dali się ponieść dobrej atmosferze na Wall Street. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu ponad 1,7 proc., WIG rósł o 1,43 proc. Wskaźnik średnich spółek zwyżkował o prawie 1,3 proc., jedynie sWIG80 pozostał w tyle ze zwyżką o 0,63 proc. Entuzjazmu nie wystarczyło jednak na zbyt długo. Pogorszenie się nastrojów na europejskich parkietach przeważyło nad niezłą perspektywą kolejnej sesji za oceanem, sygnalizowaną przez kontrakt na amerykańskie indeksy.

Niełatwo dziś było wskazać liderów w gronie największych spółek. Z pewnością należały do nich banki, głównie BZ WBK i BRE, rosnące odpowiednio o ponad 3 i około 2 proc. Kroku starał się im dotrzymywać PKO, ale szło mu zdecydowanie gorzej. KGHM, PKN i Telekomunikacja Polska zdecydowanie dziś nie błyszczały, co przy sporych obrotach towarzyszących tej słabości nie wróży najlepiej. Nie pomogły naszemu rynkowi dobre dane o produkcji przemysłowej, ani nienajgorsze dane zza oceanu dotyczące rynku pracy i nieruchomości. Około godziny 15.00, po początkowych sporych wzrostach indeksów, pozostało już tylko wspomnienie. WIG20 z trudem bronił się przed zejściem pod kreskę.

Dopiero końcówka sesji przyniosła udaną próbę powrotu do wzrostów, ale o stanie z początku dnia nie mogło być mowy. WIG20 zyskał ostatecznie 0,89 proc., WIG wzrósł o 0,79 proc., wskaźnik średnich spółek również zwyżkował o 0,79 proc., a sWIG80 o 0,24 proc. Obroty były nieznacznie wyższe niż ostatnio i wyniosły 1,2 mld zł.

Giełdy zagraniczne

Na Wall Street hossa w całej okazałości. Wczoraj wzrost indeksów nabrał większej dynamiki. S&P500 zwiększył swoją wartość o 1,53 proc., coraz bardziej zbliżając się do poziomu 1100 punktów. Jeszcze dwie takie sesje, jak wczorajsza i dotrze do niego. Nie widać powodów, które miałyby go od tego powstrzymać. Dow Jones zwyżkował o 1,12 proc., a Nasdaq o 1,45 proc. Nowa fala wzrostowa za oceanem trwa nieprzerwanie już od dziesięciu sesji. Pierwsza, inicjująca całą zwyżkę, rozpoczęta w pierwszych dniach marca, trwała jedenaście sesji i została przerwana jedynie niewielką, dwudniową korektą.

Na inwestorów w Azji amerykański optymizm podziałał raczej umiarkowanie. Na zdecydowanej większości parkietów notowano zwyżki, ale nie były one zbyt okazałe. W Hong Kongu i Japonii indeksy zyskały po około 1,7 proc. Na chińskiej giełdzie po niewielkiej korekcie znów powrót wzrostów. Shanghai Composite zyskał 2 proc.

Także główne giełdy europejskie rano nie zachwycały dynamizmem, jakiego można było się spodziewać po wzroście za oceanem. Paryż, Frankfurt i Londyn zaczęły od zwyżki o 0,7 proc. Wczesnym popołudniem na dwóch pierwszych parkietach skala wzrostów nieco stopniała, jedyne FTSE zyskiwał około 1 proc. Indeksy naszego regionu też niczym nie zachwycały. Jedynie w Budapeszcie i Sofii wskaźniki zyskiwały po ponad 1,5 proc. W Bukareszcie spadek sięgał 0,6 proc. Nastroje w ciągu dnia były coraz gorsze i dopiero końcówka sesji przyniosła nieznaczną poprawę.

Waluty

Za euro, po wczorajszym osłabieniu amerykańskiej waluty, w dalszym ciągu trzeba było płacić ponad 1,47 dolara. Dzisiejszy wyskok do 1,476 dolara za euro został jednak wczesnym popołudniem nieco skorygowany i sytuacja była dość spokojna. Na naszym rynku walutowym było nieco bardziej dynamicznie. Złoty zdecydowanie umocnił się już wczoraj wieczorem i dolara można było kupić już za 2,8 zł. Dziś rano ta tendencja była kontynuowana i złoty zyskał jeszcze około 3 groszy. W południe jednak wrócił do wczorajszego poziomu. Podobnie było w przypadku euro. Przez moment płacono za nie jedynie 4,09 zł, potem znów 4,12 zł. Kurs franka zachowywał się nieco bardziej stabilnie i wahał się w przedziale 2,69 - 2,71 zł. Osłabienie naszej waluty z początku tygodnia okazało się więc jedynie przejściowe, złoty znów pokazuje swą moc. Jest to jednak chyba bardziej efekt słabnącego dolara, niż powrotu zaufania do złotego.

Podsumowanie

Nasz rynek wciąż sprawia nienajlepsze wrażenie na tle pozostałych parkietów europejskich, o Wall Street nie wspominając. Niskie obroty świadczą, że został bez wsparcia zagranicznego kapitału i , jak się okazuje, bez niego rodzime byki nie są w stanie zbyt wiele zwojować. Siła naszych funduszy, mimo rosnącego napływu nowych środków, jest ciągle niewielka. Inwestorzy indywidualni, których udział w obrotach nieco się zwiększył, wydają się być także powściągliwi w kupowaniu akcji za wszelką cenę. Na ożywienie przyjdzie więc chyba jeszcze trochę poczekać.

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Gold Finance

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Świat / GF: Filadelfia ratuje byki przed porażką