GF: Na światowych giełdach średnio, w Warszawie świetnie

Roman Przasnyski
26-07-2010, 17:34

W warunkach braku nowych impulsów inwestorzy na europejskich giełdach nie wykazywali większej ochoty na aktywność. Zmiany wartości indeksów były niewielkie. Kontemplacja wyników stress testów musiała wystarczyć za wyjaśnienie tego marazmu.

Testy były dobre, czyli takie, jak się spodziewano. Sensacji nie było i reakcji także. Większe zwyżki zanotowano jedynie w Atenach, Warszawie i Budapeszcie. Reszta parkietów tkwiła w uśpieniu. Stress testy były, wyniki amerykańskich spółek też już w większości były, teraz czas na kolejne rynkowe „motywy”. Dziś pod koniec dnia stała się nim informacja o nieco większej, niż się spodziewano sprzedaży domów w Stanach Zjednoczonych. 

GPW

Poniedziałkowa sesja na warszawskiej giełdzie zaczęła się pomyślnie dla posiadaczy akcji. Indeks największych spółek zyskiwał na otwarciu prawie 0,8 proc., a wskaźnik szerokiego rynku niewiele mu ustępował. mWIG 40 i sWIG80 wystartowały nieco słabiej, o 0,3 proc. powyżej piątkowego zamknięcia. Pod wpływem sytuacji na głównych giełdach europejskich nastroje nieco się pogorszyły, jednak byki obroniły się przed spadkiem pod kreskę. Początkowo wśród największych spółek prym wiodły akcje Pekao i PKO, zyskujące po ponad 1 proc. Towarzyszyły im walory PZU. Jeszcze przed południem byki mocniej przycisnęły i WIG20 dotarł do poziomu 2480 punktów. Późniejsza kontra podaży została odparta i w końcowej części sesji indeks ponownie „wystrzelił” w górę. Walory PKO i PZU zyskiwały już po 2,5 proc., akcje Pekao rosły o 1,5 proc., a do tej trójki dołączyły także papiery KGHM. Na końcowym fixingu skala wzrostu notowań tej czołowej trójki sięgnęła 3 proc. WIG20 zyskał 1,38 proc., WIG wzrósł o 1 proc., indeks średnich firm zwiększył swoją wartość o 0,45 proc., a sWIG80 o 0,22 proc. Obroty wyniosły prawie 1,6 mld zł

Giełdy zagraniczne

Indeksy na Wall Street zaliczyły w piątek przyzwoitą zwyżkę. Dow Jones wzrósł o 1 proc., a S&P500 o 0,8 proc., pokonując nieznacznie poziom 1100 punktów. Choć brzmi to banalnie, nie sposób skojarzyć tego z publikacją wyników stress testów europejskich banków. Przez pierwsze cztery godziny handlu indeksy poruszały się w okolicach czwartkowego zamknięcia, raz na plus, raz na minus. W górę ruszyły dopiero w drugiej części sesji. Można więc powiedzieć, że test minął, ale stres pozostał, bo na rynku na razie niewiele się zmieniło. Dotarcie do 1102 punktów daje bykom dobrą pozycję do ataku, jednak by go dokonać, potrzebny jest jakiś impuls. Bez niego rynek utknie w ruchu bocznym, który pracowicie „buduje się” od dwóch tygodni, a patrząc z nieco dłuższej perspektywy, od ponad dwóch miesięcy.

Na giełdach azjatyckich przeważał dziś umiarkowany optymizm. Nikkei wzrósł o prawie 0,8 proc., indeksy w Szanghaju zyskały po 0,7-0,8 proc. W Hong Kongu i na Tajwanie zwyżka sięgnęła 0,4 proc. Prawie 14 proc. wzrost na giełdzie filipińskiej to efekt błędu w systemie notującym, który ma zostać skorygowany.

Główne parkiety europejskie ze stoickim spokojem przyjęły wyniki bankowych stress testów i skwitowały je wzrostem indeksów o około 0,6 proc. w Paryżu i Londynie oraz 0,2 proc. we Frankfurcie. W Madrycie wskaźnik przebywał rano w okolicach piątkowego zamknięcia, z lekkim nastawieniem spadkowym. Trwający od kilku tygodni „stressowy” szum skończył się zupełnym brakiem reakcji. Sytuacja dość szybko zaczęła się pogarszać. W Paryżu i Frankfurcie indeksy spadły pod kreskę już po godzinie handlu.

W naszym regionie sytuacja do południa była zróżnicowana. W Bukareszcie, Budapeszcie i Pradze zwyżki sięgały 0,7-0,9 proc., w Moskwie zaledwie 0,1 proc., zaś indeks w Sofii tracił 0,3 proc. DAX po porannej zwyżce i ataku niedźwiedzi przez całą sesję nie błyszczał. Zniżka sięgała zaledwie 0,3-0,4 proc., jednak atmosfera nie była dobra. Giełdy w Paryżu i Londynie radziły sobie minimalnie lepiej. Tuż po godzinie 16.00, pod wpływem informacji o nieco większej, niż się spodziewano liczbie transakcji sprzedaży domów za oceanem, DAX zwyżkował  0,2 proc., a CAC40  i FTSE rosły o 0,3 proc.

Waluty

Na światowym rynku walutowym oczekiwanie na wyniki stress testów spowodowało jedynie chwilową nerwowość. Tuż przed ich publikacją kurs euro spadł dynamicznie poniżej 1,28 dolara, by po chwili wrócić do poziomu sprzed nerwowości. Dziś rano już zupełnie spokojnie poruszał się w przedziale 1,288-1,296 dolara. Wspólna waluta wciąż więc trzyma się mocno. Jak na ostatnie czasy.

Tydzień zaczął się bardzo dobrze dla naszej waluty. Dziś rano dolara można było kupić za 3,11 zł, najtaniej od połowy maja. Za euro trzeba było płacić od 4,03 do 4,05 zł. I najważniejsze dla posiadaczy kredytów we frakach - cena „szwajcara” spadła dziś na rynku międzybankowym poniżej 3 zł i doszła przez moment nawet do 2,96 zł. Do końca dnia zmiany były niewielkie.

Podsumowanie

Majowy szczyt został w przypadku głównych indeksów pokonany i byki wyciągają z tego faktu konsekwencje. Idą za ciosem, choć odbywa się to spokojnie i bez euforii. To przemawia za kontynuacją ruchu w górę. Do ostrożności skłania zaś to, że tej kontynuacji nie towarzyszą większe obroty. Bierność podaży także przemawia za zdwojoną czujnością. Dziś nasz rynek znów należał do najsilniejszych w Europie, jeśli nie liczyć giełdy w Atenach. Szedł pod prąd zarówno w odniesieniu do słabości parkietu we Frankfurcie, jak i „korekcyjnie” nastawionych kontraktów na amerykańskie indeksy. Nie uląkł się także nie najlepszego początku sesji na Wall Street. Można powiedzieć, że z i fundamentalnego, i z technicznego punktu widzenia nasza giełda „ma rację”. Pytanie tylko, czy uda się ją przeforsować wbrew światu.

Roman Przasnyski
Główny Analityk Gold Finance

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Świat / GF: Na światowych giełdach średnio, w Warszawie świetnie