Giełda kurczy się jak nigdy

Adam Torchała, Bankier.pl
19-12-2017, 22:00

Jeżeli za miarę kondycji rynku kapitałowego wziąć liczbę notowanych spółek, to GPW jest w najgłębszym kryzysie od 14 lat. W 2017 r. giełdę opuściło ich rekordowo dużo, a debiutów jak na lekarstwo

Tak słabo przy ul. Książęcej nie było nawet po krachu z 2008 r. Do 19 grudnia 2017 r. zaledwie 11 spółek zasiliło główny rynek Giełdy Papierów Wartościowych. To najmniej od 2003 r. Na dodatek tylko 7 spółek to absolutni nowicjusze — 4 debiuty z 2017 r. to transfery z NewConnect. Rok się jeszcze wprawdzie nie zakończył, ale całą statystykę zapewne powiększy jeszcze tylko firma R22. Tymczasem wskaźnik wycofań podąża w drugą stronę. Rok 2017 będzie pod tym względem rekordowy, z GPW zeszło już 20 spółek. Wcześniej rekordem było 19 „ucieczek” w ciągu roku. Taki wynik zanotowany został w 2002, 2003 i 2016 r. W rezultacie ten rok będzie trzecim w historii GPW, w którym liczba notowanych na głównym rynku spadnie (z 487 na koniec 2016 r. do najprawdopodobniej 478 na koniec 2017 r.). Podobnie było w latach 2002-03, a więc tuż po pęknięciu bańki internetowej. Później na GPW nastała wielka hossa, także w debiutach — w rekordowym 2007 r. liczba spółek netto wzrosła aż o 67. Krach finansowy przyniósł wprawdzie spowolnienie tego trendu, jednak nawet w najsłabszym po wielkiej hossie 2009 r., gdy na GPW zadebiutowało ledwie 13 spółek, wciąż rosła liczba spółek netto. Lata 2010-15 to znów powrót nieco lepszej koniunktury, przynajmniej jeżeli chodzi o wzrost liczby spółek na GPW. Wprawdzie brak było takich szaleństw jak w 2007 r., ale notowano stosunkowo stabilny wzrost. Załamanie przyniósł 2016 r., gdy liczba debiutantów i wycofanych się zrównała.

Wyświetl galerię [1/4]

Jeżeli za miarę kondycji rynku kapitałowego wziąć liczbę notowanych spółek, to GPW jest w najgłębszym kryzysie od 14 lat. W 2017 r. giełdę opuściło ich rekordowo dużo, a debiutów jak na lekarstwo Fot. Krystian Maj - FORUM

Długa lista przyczyn

Skąd te negatywne zmiany? Po pierwsze, warto zauważyć, że statystyki debiutów/ wycofań wykazują pewien związek z rynkową koniunkturą. To o tyle istotne, że ostatnie lata nie były dla giełdowych indeksów najlepsze. Po odbiciu z 2009 r. na GPW — szczególnie na dużych spółkach — zapanował marazm. Nawet gdy indeksy ruszyły w górę, nim zaczęła się poważna hossa, przychodziła korekta. Od maja 2015 r. na rynku zaczęły przeważać zaś spadki, które trwały także przez sporą część 2016 r. Ożywienie na rynku, które potem nadeszło, trwa dopiero od roku, stąd w pewnym stopniu spadek zainteresowania giełdą w 2016 i 2017 r. był uzasadniony. Bo kto chciałby debiutować w bessie? Warto jeszcze zwrócić uwagę na pewne przesunięcie. Nim hossa/bessa się rozwiną, nim wszystkie związane z debiutem formalności zostaną dopięte, mija trochę czasu. Droga na giełdę jest długa, stąd nagłe załamanie lub poprawa koniunktury nie wpływa od razu na decyzje potencjalnych debiutantów. Potwierdzają to dane historyczne. Zazwyczaj poprawa statystyki liczby spółek przychodzi rok- -dwa po poprawie koniunktury. Podobna zależność występuje przy załamaniu, co szczególnie widać w latach 2007-09. Idąc tym tropem, 2018 r. może przynieść sporą poprawę, debiutanci brać pod uwagę będą bowiem dobry przełom roku 2016/2017. Problem polega jednak na tym, że istnieją okoliczności, które podpowiadają zupełnie coś innego. Po pierwsze to, że 2018 r. może nie przynieść przełomu, widać po nastrojach panujących na GPW. Wciąż głośniej niż o debiutach jest o wezwaniach. Tarczyński, Emperia, Synthos, WDX, Robyg — lista spółek, które właściciele chcą zdjąć z giełdy, się wydłuża. Wezwań na pełną pulę nie wyklucza się także w Netii czy Kogeneracji. A przecież wymienione tu zostały tylko podmioty, o których oficjalnie wiemy. Po drugie, rok 2017 jest dobry dla największych spółek, ale dla tych małych niekoniecznie. Po dobrym styczniu sWIG80 wpadł w trend spadkowy i obecnie toczy bój o to, by roku nie zakończyć pod kreską. A to przecież koniunktura na szerokim rynku, a nie na kilku dużych spółkach powinna być z punktu widzenia potencjalnych debiutujących ważniejsza. Po trzecie, problem ze spadającą liczbą spółek jest głębszy i nie dotyczy tylko koniunktury stricte giełdowej. W marcu 2015 r. Rada Polityki Pieniężnej obniżyła stopy procentowe do rekordowo niskich 1,5 proc. i — mimo wielu przesłanek za podniesieniem — trzyma je na tym poziomie aż do dziś. Niskie stopy to tańszy kredyt, a przecież giełda to — z punktu widzenia spółek — m.in. miejsce pozyskiwania kapitałuna rozwój. Łatwiejsza dostępność kredytu zmniejsza atrakcyjność giełdy, co wpływa zarówno na spadek skłonności do debiutu, jak również wzrost skłonności do uciekania z giełdy.

Plusy ujemne

Należy także dostrzec, że choć debiutów jest mało, to liczba wycofań jest rekordowa. Nie bez znaczenia są tutaj nowe przepisy, które zmieniły zasady raportowania bieżącego. Wcześniej spółki miały jasną podkładkę pod to, co mają raportować, a czego nie. Teraz muszą się bardziej zdać na intuicję, co może w przyszłości — w razie złej interpretacji — grozić karami. A te poszły w górę i w zamyśle mają mocniej uderzyć po kieszeniach osoby za spółki odpowiedzialne, a nie tylko spółki. To może zniechęcać do pozostania na GPW — co przyznają sami wycofujący spółki właściciele — a także do ewentualnego debiutu. Warto do tego dodać, że w 2002 r., gdy ustanawiany był obowiązujący do tego roku rekord wycofań, na głównym rynku notowanych było 230 firm, rok później, gdy rekord wyrównywano — 216. Tymczasem na początku 2017 r. było ich aż 487, a więc przeszło dwa razy więcej. Dzisiejsze 20 spółek, które zniknęły z giełdy, stanowi więc mniejszy procent ogółu niż 19 z 2002 i 2003 r.

Nie tylko w Polsce

Nie można także analizować sytuacji w Polsce bez spojrzenia na to, co dzieje się w Europie. A tutaj trend jest podobny. Jak wynika z listopadowych danych Europejskiej Federacji Giełd (FESE), mniej spółek niż przed rokiem jest notowanych także na giełdach w Hiszpanii, Grecji, Czechach, Niemczech, Szwajcarii oraz na Węgrzech. Wzrost zanotowano zaś w Rumunii, Irlandii, Austrii oraz przede wszystkim w krajach nordyckich. Nasz słaby wynik na tle Europy nie jest więc zaskoczeniem. Warto również pamiętać, że 2017 r. był swego rodzaju przełomem, przyniósł bowiem oferty Playa, Dino i GetBacku. Debiutów, choć było mniej, jakościowo były lepsze niż w zeszłym roku. Dodatkowo skończyła się trwająca od grudnia 2013 r. posucha, gdy debiutowi nie towarzyszyła żadna oferta wyższa niż 1 mld zł. W kwietniu 2017 r. uplasowano ofertę Dino wartą 1,65 mld zł, w lipcu akcjonariusz Playa zdobyła aż 4,38 mld zł. Był to czwarty największy debiut na GPW w ostatniej dekadzie. I co najważniejsze — największy pochodzący z sektora prywatnego. By podkreślić wagę debiutu Play, warto dodać, że było to drugie największe IPO, jakie przeprowadzono w Europie w trzecim kwartale 2017 r. W dużej mierze dzięki niemu warszawskiej giełdzie przypadło w tym okresie trzecie miejsce na europejskiej mapie IPO. Rodzima giełda ustąpiła tylko Szwajcarom i Wielkiej Brytanii. Play, z pewnym wsparciem GetBacku i Dino, uratował wynik pod względem wielkości przeprowadzonych w 2017 r. pierwszych ofert publicznych. Nie może to jednak przysłonić faktu, że wciąż jest problem z liczbą ofert. Podczas gdy w Polsce nadal ona spada, w Europie, po trzech kwartałach 2017 r., było ich o 16,7 proc. więcej niż w podobnym okresie 2016 r. My nie możemy wybić się ponad wynik z fatalnego 2009 r., w Europie wynik po trzech kwartałach 2017 r. jest o 223 proc. lepszy niż wówczas. To dowód na to, że nasz rynek ma swoje problemy i stanowią one istotną część fatalnego wyniku za 2017 r.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adam Torchała, Bankier.pl

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Giełda kurczy się jak nigdy