Giełdowe gwiazdy zbladły

Kamil Zatoński, Agnieszka Berger
13-05-2011, 00:00

PBG chciało pozbyć się problemu Hydrobudowy. Nie udało się, więc problemy się spotęgują.

PBG, niedawny pupil inwestorów, znów rozczarował

PBG chciało pozbyć się problemu Hydrobudowy. Nie udało się, więc problemy się spotęgują.

Zarząd wielkopolskiej grupy budowlanej poinformował o zawieszeniu negocjacji z hiszpańskim Obrascon Huarte Line (OHL) w sprawie sprzedaży większościowych udziałów w spółkach zależnych: Aprivii i giełdowej Hydrobudowie Polskiej (HBP). Inwestorzy przyjęli to bardzo negatywnie. Kurs PBG spadał wczoraj nawet o 6,5 proc., a HBP o ponad 4 proc.

— Jesteśmy rozczarowani. Prezes Jerzy Wiśniewski zapewniał, że transakcja jest zamknięta i pozostały jedynie formalności — mówi anonimowo jeden z zarządzających funduszami.

W rękach OFE i TFI znajduje się ponad 55 proc. akcji PBG (stan na koniec 2010 r.). Najwięcej — aż 24 proc. — ma Pioneer Pekao IM.

Wątpliwy powód

Oficjalnie przyczyną zawieszenia rozmów jest zbyt duża rozbieżność w obecnym kursie akcji HBP (2,1 zł) a ceną, jaką PBG wstępnie ustaliło z Hiszpanami we wrześniu ubiegłego roku (4,01 zł za akcję).

— Pytanie, czy decyzja o zawieszeniu rozmów jest podyktowana tylko rozbieżnościami co do wyceny, czy też problem jest bardziej złożony — zastanawia się Konrad Księżopolski, analityk Wood Co.

— Zawieszenie rozmów sugeruje, że mogły się pojawić kwestie sporne dotyczące kondycji Hydrobudowy. Można tylko przypuszczać, że największe obawy dotyczą tego, czy i ile spółka zarobi na dużych kontraktach, takich jak choćby budowa Stadionu Narodowego. Niepokoić może też fakt, że HBP ma dużą nierównowagę między stanem należności a zobowiązań — mówi Maciej Stokłosa, analityk DI BRE Banku.

Inny z ekspertów, też anonimowo, mówi, że od początku transakcja była mocno wątpliwa, głównie z powodu słabej jakości wyników HBP.

Strategia do zmiany

Niezrzucenie balastu będzie miało poważne konsekwencje dla grupy.

— Nie będzie pieniędzy od Hiszpanów, nie dojdzie więc do obniżenia zadłużenia, PBG nadal będzie konsolidować wyniki HBP i Aprivii, co obniży marże grupy, i nie będzie mieć dodatkowej gotówki na rozwój w innych obszarach, takich jak np. w budownictwie energetycznym — mówi Konrad Ksieżopolski.

PBG pozostanie spółką mocno zadłużoną, przynajmniej na tle rywali. Na koniec 2010 r. dług netto grupy dwukrotnie przekraczał wartość zysku EBITDA. Tymczasem zdecydowana większość firm z branży ma więcej gotówki niż zobowiązań.

— Z takim zadłużeniem, jakie ma grupa PBG, nie ma co mówić o kontraktach w ramach partnerstwa publiczno-prywatnego, o dynamicznym rozwoju za granicą czy agresywnych przejęciach. Strategia grupy będzie musiała trochę się zmienić — dodaje Maciej Stokłosa.

A to nie wszystko.

— Ważniejsze niż nieudana sprzedaż Hydrobudowy są losy dalszej współpracy PBG i Hiszpanów. Wydawało się, że relacje są bardzo przyjacielskie, prezes Jerzy Wiśniewski latał do Hiszpanii, razem z szefami OHL oglądał mecze Realu Madryt, aż nagle Hiszpanie zachowali się w ten sposób. Czy w takich okolicznościach możliwa jest dalsza współpraca, która dla PBG była ważna. To otwierało przed spółką nowe możliwości. Zamówienia na polskim rynku kiedyś się skończą i wyjście na zagraniczne rynki miało być odpowiedzią. Hiszpanie są bardzo mocni w Ameryce Południowej i były zapowiedzi, że pewne kompetencje PBG będą tam wykorzystywane, podobnie w Katarze. Zakładaliśmy nawet, że w przyszłości możliwy jest bliższy mariaż PBG i OHL — mówi anonimowo zarządzający funduszem. 

Przedstawiciele spółki zapewniają jednak, że zawieszenie rozmów nie oznacza zakończenia współpracy między PBG i jej spółkami zależnymi a OHL.

— HBP i Aprivia nadal będą czynnie uczestniczyć w projektach zagranicznych OHL International. Osobną drogą prowadzona jest współpraca PBG i OHL w obszarach ropy i gazu. Firmy przygotowują się do wspólnych przedsięwzięć w Ameryce Południowej i Środkowej, a także w Azji — podkreślano wczoraj.

Zarząd PBG podtrzymał prognozy na ten rok, zakładające 200 mln zł zysku netto. Hydrobudowa podała natomiast, że tegoroczny zysk wzrośnie o 37 proc., do 50 mln zł.

Bogdanka słono zapłaciła za zimny prysznic

Inwestorzy nie darowali spółce słabych wyników. Zdaniem niektórych ekspertów, sami są sobie winni.

Słabe wyniki, jakie zaprezentowała inwestorom po I kw. lubelska Bogdanka, najefektywniejsza krajowa kopalnia węgla, były jak zimny prysznic. Ubiegłoroczna gwiazda parkietu, m.in. Giełdowa Spółka Roku "Pulsu Biznesu", zarządzana przez Mirosława Tarasa, którego w 2010 r. rynek hołubił i wielokrotnie nagradzał, słono zapłaciła za niemiłą niespodziankę zgotowaną inwestorom. Rynek skarcił prestiżową spółkę z indeksu WIG 20 ponad 6,8-procentową obniżką notowań, co uplasowało ją wśród liderów wczorajszych spadków — takich "tuzów", jak np. Wikana czy Bipromet.

Początek był fatalny

W porównaniu z ubiegłym rokiem wzrosły tylko przychody (o 5,39 proc. do niespełna 310 mln zł) i… koszty, co sprawiło, że pozostałe wskaźniki poleciały na łeb na szyję — EBITDA o ponad 18 proc. (do 77,9 mln zł), zysk operacyjny o prawie 30 proc. (do 43,7 mln zł), a netto o blisko 32 proc. (do 36 mln zł).

Michał Marczak, szef departamentu analiz DI BRE, po porannym raporcie spółki nie pozostawił na niej suchej nitki. Po spotkaniu z zarządem złagodził stanowisko.

— Dopiero szczegółowa informacja, której w raporcie zabrakło, pozwoliła zinterpretować słabe wyniki Bogdanki jako przesunięcie w czasie, a nie trwałe pogorszenie sytuacji spółki. Opóźnienie inwestycji w nowy szyb w Stefanowie i zakład przeróbki węgla spowodowało podwyższone koszty, których nie zrekompensowały dodatkowe przychody. Trudno winić za to spółkę, ale pierwsze wrażenie było naprawdę fatalne — ocenia Michał Marczak.

Opóźnienie powstało, jak zapewnia Mirosław Taras, częściowo z powodu kłopotów spółki związanych z ustawą o zamówieniach publicznych, a częściowo z winy wykonawcy, Mostostalu Warszawa, który Bogdanka zamierza pociągnąć do odpowiedzialności.

— Spodziewaliśmy się, że wyniki w tym roku będą znakomite, bo popyt na rynku jest ogromny i dodatkowy węgiel moglibyśmy sprzedać w transakcjach spot po bardzo dobrej cenie. Tymczasem musimy gonić ubiegły rok. Bardzo żałujemy, że dobra giełdowa spółka, jaką jest warszawski Mostostal, tak mocno spóźnia się z realizacją projektu. Umowa przewiduje zarówno kary za opóźnienie inwestycji, jak i rekompensatę za utracone korzyści. Zamierzamy je wyegzekwować, ale dopiero kiedy budowa będzie ukończona — zapewnia Mirosław Taras.

Kto czyta, nie błądzi

Prezes Bogdanki dodaje, że słabsze od ubiegłorocznych wyniki rynek będzie zmuszony przełykać jeszcze przez dwa najbliższe kwartały. W ostatnich miesiącach roku, jeśli ruszy wydobycie z nowego szybu, spółka zamierza odrobić straty.

— Może im się to nie udać tak szybko — powątpiewa Michał Marczak.

Analityk uważa, że byłoby lepiej, gdyby zarząd Bogdanki — spodziewając się słabszych wyników — uprzedził o tym inwestorów, co pozwoliłoby uniknąć panicznej wyprzedaży. Jednak zdaniem Mieszka Żakiewicza, zarządzającego portfelem akcji w Legg Mason, to nie zarząd zawinił, lecz rynek, który nie reagował na bieżąco na sygnały płynące ze spółki.

— Prezes zachował się fair. Pod względem komunikacji z rynkiem nie mam mu nic do zarzucenia. Wystarczyło czytać wcześniejsze wypowiedzi szefa Bogdanki, z których wyraźnie wynikało, że wyniki I kwartału będą prawdopodobnie słabsze niż przed rokiem. Jeśli ktoś nie czytał i dopiero dziś sprzedawał, to sam jest sobie winien — uważa Mieszko Żakiewicz.

Jego zdaniem, wpadka z początku roku nie ma wpływu na długoterminową ocenę Bogdanki. O bardzo optymistycznych oczekiwaniach rynku najlepiej świadczą rekomendacje obowiązujące w dniu publikacji wyników. Aż 7 z 10 zalecało kupowanie akcji spółki, a 3 — trzymanie. Pytanie, czy po wczorajszych wydarzeniach nastroje się nie pogorszą.

— Nadal uważam, że to bardzo dobra spółka. W długim okresie opóźnienie inwestycji o kwartał czy nawet dwa nie ma znaczenia. Ważne jest to, czy kopalnia znajdzie nabywców na dodatkowo wydobywany węgiel, jakie będą ceny i czy w świetle unijnej polityki klimatycznej w przyszłości w Polsce energia będzie produkowana z węgla — dodaje zarządzający.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, Agnieszka Berger

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Giełdowe gwiazdy zbladły