Giełdowe okazje wabią

Rozmawiał Marcel Zatoński
opublikowano: 23-08-2020, 22:00

Było tanio, alternatywne inwestycje nie imponowały, więc inwestorów na giełdzie przybyło. Ciągle wolą grać, niż długoterminowo oszczędzać — mówi Jerzy Nikorowski, zastępca dyrektora Biura Maklerskiego BNP Paribas.

Posłuchaj rozmowy w formie podcastu:

„PB”: W tym roku inwestorzy indywidualni na warszawskiej giełdzie są znacznie aktywniejsi niż wcześniej.

Jerzy Nikorowski: Prawdziwa euforia wystąpiła tuż po wybuchu pandemii w marcu i od tego momentu przeżywamy oblężenie na rachunkach maklerskich — w pozytywnym znaczeniu tego słowa. Coraz więcej klientów zakłada rachunki, a ci, którzy nie korzystali z założonych wcześniej, zasilają je kapitałem, by móc inwestować na krajowym rynku.

Z czego to wynika? Z niskich stóp procentowych, z tego, że siedzimy w domach i mamy po prostu więcej czasu?

Przyczyn jest kilka. Na początku roku na rynkach zagranicznych i w kraju wystąpiła gigantyczna, gwałtowna przecena. Część klientów, którzy mieli już rachunki maklerskie, zdawała sobie sprawę, że takie przeceny występują bardzo rzadko. Niektórzy przypominali sobie np. czasy, gdy ropa kosztowała poniżej 10 USD za baryłkę oraz to, jak bardzo żałowali, że w tamtych czasach nie nabyli instrumentów finansowych z nią związanych. Podobnie postrzegano spadki w marcu i kwietniu. Wywołały one chęć spekulacyjnego obrotu środkami i wygenerowania ponadprzeciętnych stóp zwrotu. Ten rok stwarzał niesamowite okazje do inwestycji w spółki, które nie zostały dotknięte epidemią, a ich kurs zanurkował z całym rynkiem. Drugą przyczyną są bardzo niskie stopy procentowe. Obecnie na lokatach inwestorzy są w stanie zarobić niewiele więcej niż zero.

Czyli przy inflacji tracą.

Tak, pieniądze na rachunkach bankowych realnie tracą na wartości, więc chęć zachowania wartości kapitału jest naturalna. Zresztą zainteresowanie inwestowaniemw papiery wartościowe wzrosło nie tylko wśród klientów tolerujących ryzyko, zwracających się w kierunku rynku akcji, ale również wśród takich, którzy szukają stabilnych, długoterminowych lokat w postaci obligacji skarbowych lub obligacji korporacyjnych porządnych emitentów na rynku Catalyst. Ostatnim czynnikiem, może marginalnym, jest to, że spora część inwestorów do tej pory lokowała oszczędności w nieruchomościach, szczególnie przeznaczonych na wynajem. Wobec pandemicznego spadku zainteresowania najmem część inwestorów przerzuca pieniądze na rynek kapitałowy.

Inwestorzy instytucjonalni obracają głównie walorami najbardziej płynnych spółek z WIG20, wśród indywidualnych wygląda to chyba trochę inaczej. Jakie segmenty rynku są wśród nich popularne i czy widać też większe zainteresowanie rynkiem NewConnect?

W sposób naturalny NewConnect jest rynkiem przyciągającym inwestorów detalicznych. Ich udział w obrotach w pierwszymkwartale wyniósł na nim 93 proc. Jeśli chodzi o rynek główny, to wszystko podatne jest na mody. WIG20 jest przeważony u inwestorów instytucjonalnych, ale w drugiej połowie roku widoczna była tendencja inwestowania przez nich w segment małych i średnich spółek.

Czy inwestorów indywidualnych można jakoś sklasyfikować? Czy mamy np. podział na value investors, którzy trzymają się stabilnych spółek dywidendowych, i spekulantów, szybko obracających akcjami, czy to byłoby zbyt proste?

Model inwestowania długoterminowego, opartego na powolnym wzroście kursu i inkasowaniu dywidend, to na rynku krajowym zjawisko marginalne. Inwestorzy detaliczni w dużo większym stopniu są nastawieni na krótkoterminowy zysk i inwestycje w horyzoncie kilku kwartałów już są traktowane jako średnio- czy długoterminowe. Ten horyzont jest dużo krótszy niż w przypadku inwestorów detalicznych na rynkach dojrzałych. Jeśli inwestycja się wydłuża, to jest postrzegana jako nietrafiona. Rynek akcji ciągle jest utożsamiany raczej z grą niż z wieloletnią strategią oszczędzania.

Czy drobni inwestorzy są skłonni płacić np. za analizy spółek, czy raczej korzystają z podstawowych narzędzi, dostarczanych przez biura maklerskie?

Dla większości klientów dodatkowe informacje to coś, co rzadko wykorzystują — w poprzednich latach zostali przyzwyczajeni, że analizy i materiały badawcze są udostępnianie bezpłatnie. Jak inwestor ma płacić, to nie przyjmuje tego entuzjastycznie. Widzimy natomiast nabierającą na sile tendencję podpisywania przez klientów umów o doradztwo inwestycyjne.

Wywiad jest skróconym zapisem rozmowy z odcinka podcastu „Puls Biznesu do słuchania” pt. „Nie daj się wyleszczyć”.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Rozmawiał Marcel Zatoński

Polecane