Giełdy: Bankowe testy nie zaszkodziły bykom

Piotr Kuczyński
29-05-2009, 00:00

Kwiecień był drugim miesiącem wzrostu indeksów na światowych giełdach. Nie przeszkodziła nawet publikacja raportów kwartalnych amerykańskich spó- łek, mimo że sezon wyników często doprowadza do gwałtownych zmian nastrojów. Tym razem było podobnie, ale sprawdziła się taktyka takiego zaniżania prognoz, by realne wyniki wydawały się "dobre". Raporty makroekonomiczne też były mieszane. Pesymista mógł powiedzieć, że są bardzo słabe, optymista — że widać światełko w tunelu. Rynek wybierał tę drugą interpretację. Przykład to słabe dane o amerykańskim PKB, szybko przerobione przez analityków na doskonałe. Raport o PKB w pierwszym kwartale pokazał, że gospodarka skurczyła się o 6,1 proc. (spodziewano się 5 proc.). To trzeci kolejny kwartał spadku PKB, a taka sytuacja ma miejsce po raz pierwszy od 35 lat.

Co w tym dobrego? Wystarczyło poszperać i okazało się, że w pierwszych trzech miesiącach popyt konsumpcyjny wzrósł o 2,2 proc. i spadły zapasy. To dało podstawę twierdzeniu, że popyt konsumpcyjny ożywa, a to — w połączeniu ze zmniejszonymi zapasami — musi doprowadzić do wzrostu produkcji i spadku bezrobocia. Tyle tylko, że wzrost zakupów w styczniu i lutym, kiedy sprzedawano wszystko z olbrzymimi zniżkami cen, nie jest niczym nadzwyczajnym. Magazyny wcale nie muszą się szybko zapełnić, co pokazały dane o sprzedaży detalicznej w USA (spadła o 10,1 proc. w stosunku do 2008 r.).

Siłę czerpano także z wypowiedzi ważnych dla rynku osób. Paul Volcker, szef Fed przed Alanem Greenspanem, a obecnie szef rady doradczej ds. ożywienia gospodarczego współpracującej z prezydentem Obamą, powiedział, że ostatnie dane pokazują spowolnienie recesji w budownictwie i wydatkach inwestycyjnych, mimo że środki, których państwo ma dostarczyć gospodarce, dopiero zaczęły do niej docierać. Uznał, że nowe bodźce nie będą potrzebne. Żeby nie było za pięknie, dodał, że "gospodarka funkcjonuje jedynie dzięki pomocy rządu", a przed prawdziwym ożywieniem czeka ją okres stagnacji.

Wbrew oczekiwaniom obozowi byków nie zaszkodziły wyniki stress testów, czyli testów prowadzonych w 19 największych amerykańskich bankach i sprawdzających ich przygotowanie do przetrwania recesji. Raport potwierdził prawie wszystkie informacje, jakie wcześniej (za pomocą sterowanych przecieków) docierały na rynek. Straty sektora w latach 2009-10 szacuje się na 600 mld USD, a z tego wynika konieczność podniesienia kapitałów o blisko 75 mld USD w ciągu 7 miesięcy. Banki będą mogły podnieść kapitał, zamieniając akcje uprzywilejowane, będące w posiadaniu rządu, na zwykłe. Prezes Bank of America zapowiedział jednak, że z tej furtki nie skorzysta i będzie chciał szybko spłacić rząd. Jednym słowem: cudownie. Prawda jest taka, że te testy z wielu powodów można uznać za niewiarygodne. Miały pokazać, że problemy są niewielkie i poprawić nastroje, co rzeczywiście się rządowi udało. l

Piotr Kuczyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / / Giełdy: Bankowe testy nie zaszkodziły bykom