Giełdy: Bycze było lato, lecz niepokój rośnie

Piotr Kuczyński
25-09-2009, 00:00

Zarówno lipiec, jak i sierpień miały przynajmniej po dwa oblicza. Oszałamiająca szybkość zwyżki (podobno od marca indeksy rosły najszybciej od czasów wielkiej depresji) musi od czasu do czasu wywoływać chęć realizacji zysków, nic więc dziwnego, że były okresy, kiedy indeksy szły w bok, a nawet przez chwilę się załamywały. W sumie jednak lato było "bycze" i zakończyło szósty miesiąc wzrostu indeksów. Nic dziwnego, bo przecież dane makro stopniowo się poprawiały, a gracze nadal dyskontowali zakończenie kryzysu.

Krytyczny był moment, gdy pojawił się "czynnik chiński". W Chinach przecena akcji nabierała rozpędu, aż wreszcie rynki finansowe ją dostrzegły. Gracze (błędnie) zakładają, że giełdy wciąż pozostają barometrami gospodarki, więc takie spadki mogły ich wystraszyć. Skoro świat liczy na dużą pomoc Chin w wychodzeniu z recesji, to musieliśmy w końcu zobaczyć reakcję na takie spadki. Po pierwsze, chińskie akcje rozpoczęły jednak wzrosty dużo wcześniej niż amerykańskie i zdrożały o ponad 100 proc., więc korekta się im należała. Po drugie, oczywiste było, że zobaczymy w Chinach mocne odbicie. Wydaje się nieprawdopodobne, żeby przed uroczystościami 60-lecia ChRL (1 października) rząd dopuścił do wejścia rynku w bessę. Nic dziwnego, że rynki w końcu chińską przecenę zlekceważyły.

GPW do września powielała zachowanie innych giełd. Indeksy rosły, chociaż miały wzloty i upadki. Nic dziwnego, przecież akcje są już drogie, a przyszłość niepewna. Podobnie zachowywał się złoty — umacniał się tak jak i inne waluty krajów rozwijających się. Ale miał większą siłę — powodem dobre dane makro. Odnotować trzeba,

że wzrost PKB nie był wcale tak wielkim osiągnięciem. Bilans handlu zagranicznego wniósł do PKB 3,1 pkt proc. Gdyby nie ten czynnik, to PKB wylądowałby na minusie. Poza tym, spadł popyt wewnętrzny

(2 proc.) i po raz pierwszy od drugiego kwartału 2003 r. spadły inwestycje

(2,9 proc.). Spadki inwestycji (oczekiwane) i popytu krajowego nie są dobrym prognostykiem. Można oczekiwać,

że gospodarka w recesję nie wejdzie,

ale Polsce grozi dłuższy okres stagnacji.

Wydawało się, że złotemu nie zaszkodziło też podniesienie deficytu budżetowego na rok 2010, ale to nieprawda. Rynek oczekiwał informacji o wiarogodnej ścieżce dojścia do jego redukcji. Nie otrzymał jej. Co prawda w Krynicy minister Michał Boni powiedział, że dwuletni plan konsolidacji finansów powstanie w ciągu "kilku tygodni" po to, żeby "uniknąć katastrofy", ale to graczy raczej zaniepokoiło zamiast uspokoić. Dowiedzieliśmy się zamiast tego, że rząd nie jest w stanie podać daty wejścia do ERM2. Rząd poinformował też, że podatki przez dwa lata nie wzrosną, co może przecież problemy budżetowe nasilić. Niepokoiły również spadki cen obligacji i słaby popyt na środowej aukcji oraz prognoza BNP Paribas (sprzedawaj obligacje, złoty w tym roku po 4,70 PLN).

Czy może dziwić, że złoty na początku września tracił? l

Piotr Kuczyński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Piotr Kuczyński

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / / Giełdy: Bycze było lato, lecz niepokój rośnie