Giełdy odrabiają straty, sytuacja wciąż niepewna

Roman Przasnyski
opublikowano: 19-05-2010, 00:00

W ostatnich dniach mamy do czynienia z ciekawą i niezbyt często spotykaną sytuacją. Główne giełdy europejskie, a szczególnie niemiecka, zachowują się wyraźnie lepiej niż indeksy na Wall Street. Co więcej, nie oglądają się one na to, co dzieje się za oceanem. Starają się podążać własną drogą i wykazują znacznie więcej zdecydowania, które trudno wyjaśnić jedynie w kategoriach odreagowania. Wygląda to tak, jakby to nie Europa miała poważne kłopoty. Można zaryzykować stwierdzenie, że wyjaśnienie tej zagadki leży w słabości wspólnej waluty, co Niemcom wcale nie przeszkadza. Teza ta jest chyba bardziej prawdopodobna niż to, że Amerykanie martwią się stanem europejskiej gospodarki.

Zapoczątkowane w poniedziałek nieśmiałe wzrosty wczoraj miały swój ciąg dalszy. Indeks największych spółek zaczął sesję od zwyżki o prawie 0,9 proc., a WIG rósł o 0,7 proc. Nieco w tyle pozostawały wskaźniki małych i średnich firm, które od kilku dni radzą sobie gorzej. Szczególnie widoczne jest to w przypadku sWIG80. Na otwarciu zyskiwał zaledwie 0,2 proc. i po powolnym, systematycznym osuwaniu się, około południa znalazł się pod kreską. W gronie największych spółek początkowo najlepiej radziły sobie zwyżkujące o 2,8 proc. akcje Lotosu oraz BRE, które zyskiwały 2,5 proc. W ciągu dnia do tej czołowej dwójki dołączyły papiery BZ WBK. Niewiele ustępowały im akcje Pekao i PKO. Wczoraj nadal przeceniane były walory KGHM, choć skala zniżki była znacznie mniejsza niż dzień wcześniej. W najgorszym momencie traciły one około 1,4 proc. Koniec sesji przyniósł niewielkie osłabienie. Ostatecznie WIG20 zyskał 0,75 proc., WIG wzrósł o 0,7 proc., wskaźnik średnich firm o 0,6 proc., a sWIG80 o 0,5 proc. Obroty na rynku akcji wyniosły 1,9 mld zł, z czego na akcje PZU przypadło 380 mln zł. Na końcowym fixingu walory ubezpieczyciela kosztowały 353 zł, czyli były o 13 proc. droższe w porównaniu z ceną emisyjną.

Na warszawskim parkiecie już drugi dzień z rzędu mamy do czynienia z mozolnym odrabianiem strat po dynamicznej zniżce z końcówki ubiegłego tygodnia. Byki nie wykazują zbyt wielkiego animuszu, ale na rynku nie zawsze liczy się styl. Ważniejszy bywa efekt. Wielkiej chęci do wzrostów nie widać także za oceanem, ale na tym tle znacznie lepiej prezentują się giełdy w Paryżu i Frankfurcie. Jak widać, słabe euro wcale im nie przeszkadza. Od dołka z 7 maja DAX zyskał prawie 9 proc., podczas gdy SP 500 jedynie 5 proc. Wygląda na to, że to raczej Amerykanie mają z tym problem.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Roman Przasnyski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu