Global Cosmed chce mieć w portfelu Kreta

  • Alina Treptow
opublikowano: 31-03-2015, 00:00

Dzięki połączeniu z firmą założyciela kosmetyczna spółka podwoi przychody i wejdzie w segment markowych wyrobów

W 2013 r. biznesmen Andreas Melimonka upublicznił spółkę Global Cosmed (GC), specjalizującą się w produkcji kosmetyków private label. W portfelu ma też firmę Global Cosmed Group (GCG), która jest ekspertem od produktów markowych.

Fotolia

— Zapadła decyzja o połączeniu Global Cosmed z częścią niepubliczną, czyli Global Cosmed Group. Trwają analizy, jak transakcja — prawnie, operacyjnie i finansowo — zostanie przeprowadzona. Jest szansa, że dojdzie do niej jeszcze w tym roku — mówi Ewa Wójcikowska, prezes GC. Menedżerka ujawni więcej szczegółów w połowie kwietnia.

Obecnie nie może powiedzieć, czy transakcji będzie towarzyszyła emisja nowych akcji. Jeśli do niej dojdzie, można spodziewać się, że będzie niemała. Po pierwsze, GCG przychodami dorównuje GC, które w 2014 r., po skonsolidowaniu, wyniosły blisko 173 mln zł. Jeśli fuzja dojdzie do skutku, przychody całej grupy przekroczą 300 mln zł.

Po drugie, GCG jest właścicielem kilku znanych brandów: Apart Natural (kosmetyki z naturalnych ekstraktów), Malwa (głównie kremy), Bobini (produkty dla dzieci), Sofin Global (płyny do prania i płukania) oraz słynnego Kreta. Ta ostatnia marka jest kojarzona przede wszystkim z produktami służącymi do udrażniania rur. — Kret jest liderem, ma 60-procentowy udział w rynku — informuje Ewa Wójcikowska. GCG może pochwalić się także dwoma zakładami produkcyjnymi — w Jaworze i Świętochłowicach.

Private label jak paszport

Choć właściciel, upubliczniając GC nie wykluczał, że na giełdę trafi również segment markowy, według niektórych ekspertów lepszym rozwiązaniem byłoby wcześniejsze upublicznienie obu spółek w ramach jednego holdingu.

— Szczególnie że pojawiają się transakcje między obiema firmami [GC jest producentem niektórych marek — red.]. Fundusze, jeśli widzą takie zależności, starają się kupić od razu dwa podmioty— wyjaśnia Ryszard Wojtkowski, partner w Reso-urce Partners. Jego zdaniem, markowa część wcale nie jest biznesowym eldorado.

— Wśród markowych produktów zarabiają tylko liderzy rynku. Nie można też zapomnieć, że rynek tradycyjny cały czas się kurczy, a rośnie kanał nowoczesny, w którym bardzo duży udział mają produkty private label. To one są przyszłością i utwierdzam się w tym przekonaniu, gdy patrzę na zwyżki sprzedaży poszczególnych produktów — mówi Ryszard Wojtkowski. Zdaniem eksperta, private label to również paszport dla polskich przedsiębiorców z segmentu FMCG na rynki zagraniczne. Dotychczasowe próby ekspansji zagranicznej polskich marek w większości wypadków kończyły się fiaskiem. — Łatwiej i taniej wyjść z produktami pod marką dystrybutora — uważa Ryszard Wojtkowski.

Inwestycje za Odrą

Oprócz połączenia obu spółek GC zakończy w tym roku inwestycję w Radomiu — trwa budowa mieszalni oraz magazynu surowców. Projekt wart 30 mln zł zostanie finalnie zakończony w pierwszym kwartale 2016 r. Inwestycje ruszają również w Niemczech, gdzie giełdowa spółka przejęła w zeszłym roku aktywa spółki Domal Wittol, specjalizującej się w produkcji kosmetyków i chemii gospodarczej.

Na modernizację parku maszynowego spółka wyda około 1 mln zł. Planowana jest też budowa magazynu dystrybucyjnego w niemieckim Stadtilm. Trwa opracowanie kosztorysu przedsięwzięcia. Spółka nie wyklucza też kolejnych akwizycji.

— Trwają negocjacje z polskimi i niemieckimi firmami specjalizującymi się w segmencie private label — mówi Ewa Wójcikowska.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Alina Treptow

Polecane