Głowy inwestorów na GPW znów rozpala wizja hossy

(Artur Szymański)
opublikowano: 16-05-2006, 17:42

Poniedziałkowy zimny prysznic, jaki spadł na rozgrzane głowy inwestorów w wyniku tąpnięcia cen na rynku surowców, nie zdołał zgasić iskierki nadziei na kolejne jeszcze wyższe szczyty giełdowej hossy.

Poniedziałkowy zimny prysznic, jaki spadł na rozgrzane głowy inwestorów w wyniku tąpnięcia cen na rynku surowców, nie zdołał zgasić iskierki nadziei na kolejne jeszcze wyższe szczyty giełdowej hossy. Chociaż we wtorek indeksy GPW zanotowały straty, to jednak sesję można zapisać na konto byków, którzy – w odróżnieniu od sytuacji z poprzedniego dnia – tym razem wykorzystali nadarzającą się szansę na wyprowadzenie odbicia.

Początek wtorkowych notowań stał pod znakiem kontynuacji mocnej spadkowej tendencji z poniedziałku. Szybko się jednak okazało, że jest duże grono inwestorów wykorzystujących spadek do kupna akcji po niższych cenach. Nic w tym dziwnego jeśli zważyć na to jak szybko powiększa się wartość aktywów funduszy inwestycyjnych i emerytalnych. To one są w największym stopniu odpowiedzialne za hossę na GPW, bo muszą jakoś zagospodarować strumień środków płynących z portfeli klientów.

Ponieważ nie mają wielu alternatyw, wybór pada na kupno akcji. Dopóki klienci nie zaczną wycofywać pieniędzy z funduszy dopóty hossa będzie trwała przerywana co najwyżej kilkudniowymi korektami. Przebieg bieżącej fali hossy zapoczątkowanej w połowie marca pokazuje, że wystarczą maksymalnie dwa-trzy dni odpoczynku przed wznowieniem marszu w górę.

Inwestorzy na giełdach zachodnich uczynili tak już wczoraj, im jednak na ochłonięcie po rekordach potrzebne były cztery sesje. Na GPW inwestorzy tracili trzeci raz z rzędu, ale widać już było symptomy ponownego ocieplenia giełdowego klimatu. Początkowo WIG20 spadał o 2,8 proc., ale ostatecznie zakończył dzień zaledwie 0,54-proc. stratą. Najmocniej w górę rynek ciągnęły tym razem nie spółki surowcowe, lecz dwaj reprezentanci stajni Ryszarda Krauze.

Bioton i Prokom wprawdzie nie mają dużego wpływu na wartość WIG20, ale wzrosty kursów spółek odpowiednio o 12,5 oraz 5,2 proc. robią duże wrażenie. Silnym blaskiem lśniła zwłaszcza biotechnologiczna perła w koronie imperium inwestora z Wybrzeża. Inwestorzy dużym popytem (obroty ponad 120 mln zł) zareagowali na publikację bardzo dobrych wyników spółki. Prokom też nie rozczarował, ale handel był ośmiokrotnie skromniejszy.

Dyrygent podający w ostatnich tygodniach tempo giełdowej orkiestrze, czyli KGHM stracił we wtorek 3,7 proc. Za akcję kombinatu płaci się 116 zł. Obroty przekroczyły 405 mln zł, co stanowi 30 proc. łącznej wartości handlu w gronie komponentów WIG20. Inwestorzy lubińskiego przedsiębiorstwa tym razem nie pokierowali się zachowaniem kursu miedzi, której wartość na londyńskiej giełdzie wzrosła do 8199,50 USD za tonę.

Na zachowanie indeksów GPW w kolejnych dniach wydarzenia na rynku surowców będą jednak miały wpływ. Nie należy zapominać o obserwacji rynków akcji na Wall Street i w Europie Zachodniej. Te we wtorek nam sprzyjały, nie można jednak z całą pewnością obwieścić końca korekty i powrotu hossy na globalny rynek akcji.

Z grona spółek WIG20 największej przeceny doświadczyli akcjonariusze Netii, która rozczarowała wynikami za I kwartał. Telekomunikacyjna grupa miała 10,78 mln zł straty netto wobec 23,11 mln zł zysku rok wcześniej. To znacznie poniżej oczekiwań analityków, którzy prognozowali średnio 11,48 mln zł zysku. Rozgoryczenie akcjonariuszy przełożyło się na 6,4-proc. spadek notowań telekomu.

Wzrosła natomiast o 2,3 proc. do 4,05 zł wartość akcji Polskiego Górnictwa Naftowego i Gazownictwa, którego wyniki kwartalne okazały się zgodne z oczekiwaniami specjalistów. PGNiG zarobiło 620,17 mln zł wobec 544,14 mln zł zysku przed rokiem. Średnia oczekiwań rynkowych wynosiła 626 mln zł.

Wśród małych spółek brylował Milmet. Niska płynność papierów w połączenie z olbrzymim popytem na akcje spowodowała imponujący wzrost kursu o 56,8 proc. Wartość walorów producenta butli eksplodowała po podwyższeniu ceny w wezwaniu na papiery należące do akcjonariuszy mniejszościowych z 16 do 25,43 zł. Wzywający, czeska spółka Vitkovice Holding, kontroluje obecnie 73 proc. akcji spółki z Sosnowca.

Bardzo dobre wyniki I kwartału wywołały wzmożony popyt na Comarchu, które podrożały o 10 proc. Krakowska spółka IT doświadcza w tym roku prawdziwej klęski urodzaju. Apetyty inwestorów zdają się być nienasycone, od początku roku notowania integratora poszybowały już o 114 proc. Na wtorkowym zamknięciu za akcję płacono 137 zł, czyli najwięcej od końca marca 2000 r. W pierwszych trzech miesiącach roku, krakowska firma zanotowała ponad 10-krotny wzrost zysku netto, z 1,26 do 15,4 mln zł. Sprzedaż wzrosła o 30 proc., do 96,5 mln zł.

Kurs Mostostalu Warszawa po 8,5-proc. zwyżce ustanowił 6,5-letni szczyt notowań (18,5 zł) po tym jak wrocławska spółka zależna Wrobis zawarła z Verona Building umowę sprzedaży nieruchomości administracyjno-magazynowej za kwotę 16,2 mln zł. W tym roku notowania Mostostalu Warszawa poszły w górę już o 107 proc. Analitycy CDM Pekao podwyższyli wycenę akcji przedsiębiorstwa z 17,6 zł do 18,2 zł i podtrzymali rekomendację „akumuluj”.

Ciężkie chwile przeżywają natomiast akcjonariusze Betacomu. Po poniedziałkowym tąpnięciu kursu o 10,2 proc. kolejna sesja przyniosła niewiele mniejszy spadek (0 7,6 proc.). To wynik zawodu, jakim okazały się dla współwłaścicieli spółki jej osiągnięcia w I kwartale. A właściwie ich brak, bo zamiast poprawy zysku, Betacom w raporcie za I kwartał wykazał 0,53 mln zł strat mimo 45-proc. wzrostu przychodów. Przed rokiem spółka zarobiła na czysto 1,81 mln zł. Na wtorkowej sesji za jedną akcję płacono 22 zł, czyli najmniej od końca lipca 2005 r. Od szczytu 33,5 zł z końca lutego kurs cofnął się już o prawie 35 proc. ASZ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Artur Szymański)

Polecane