Głupich błędów można uniknąć

Materiał partnera
opublikowano: 27-11-2018, 22:00

Fundusze inwestycyjne mogą być medialne i ekscytujące, zwłaszcza jeśli związane jest to z różnego rodzaju zawirowaniami rynkowymi i aferami. Jednak w gruncie rzeczy jest to bardzo rozsądna, przewidywalna (a czasami wręcz nudna) forma inwestowania własnych nadwyżek finansowych.

Zacznijmy od argumentów przeciwników tej formy inwestowania. Zwykle jest to zbiór tych samych sloganów i mitów — są kosztowne oraz nie są w stanie pokonać rynku. A co za tym idzie, znacznie lepiej wyjdzie się na tym, jeśli samodzielnie weźmiemy się za swoje własne inwestycje. Czyli otworzymy rachunek w domu maklerskim, zaczniemy analizować rynki obligacji, akcji, być może surowców i walut. Będziemy codziennie obserwowali notowania, dywersyfikowali portfel, reagowali na wydarzenia i bogactwo na miarę Warrena Buffetta stoi przed nami otworem. Brzmi sensownie? Dla mnie niestety nie za bardzo. Od bardzo dawna lubię zdanie Ralpha Wangera (zarządzającego przed laty funduszami Acorn), który napisał niegdyś „Nawet przeciętny inwestor profesjonalny osiąga lepsze wyniki niż przeciętny inwestor indywidualny. Wiem jak głupie błędy popełniamy czasem my profesjonaliści, wiem jednak na pewno, że nie są one tak głupie, jak te, które popełnia przeciętny obywatel inwestujący samodzielnie”.

Właśnie tak! Zarządzający w funduszach popełniają mnóstwo głupich błędów, wielu z nich nie osiąga wyników lepszych niż rynek, ale na podstawie mojego niemal dwudziestopięcioletniego doświadczenia trudno mi uwierzyć, że losowo wybrani inwestorzy indywidualni, którzy postanowią sami inwestować pieniądze, a nie za pośrednictwem funduszy inwestycyjnych będą mieli znacznie lepsze wyniki.

Dla niezorientowanych i zamożnych. Zacznijmy jednak od podstawowej kwestii — dla kogo pomyślane zostały fundusze inwestycyjne? Dla osób, które nie chcą samodzielnie zajmować się rynkiem giełdowym, bo się na tym nie znają (i nie zamierzają), bo nie mają czasu, bo po prostu uważają, że nie mają kompetencji. Ale w każdym przypadku chcą skorzystać z tego co daje inwestowanie — potencjalnie większego zysku, niż jest możliwy do osiągnięcia na lokatach bankowych. Przy czym zakładam, że największa praca jaką należy wykonać w przypadku takich osób to uświadomienie, czym różni się oszczędzanie od inwestowania. I że to drugie w nieodłączny sposób wiąże się z ryzykiem. Od nas zaś zależy, jak podejdziemy do tego ryzyka.

Koszty inwestowania w fundusze w Polsce są wysokie. Tak, to prawda. Opłaty dystrybucyjne (jeśli jednostki nie są nabywane za pośrednictwem internetowych serwisów, takich jak choćby BossaFund.pl) są bardzo wysokie. Opłaty bieżące, czyli prowizje za zarządzanie i dodatkowe koszty również. Od lat nieproporcjonalnie wysokie w porównaniu ze standardami zachodnimi. Na szczęście zaczyna się to zmieniać w konsekwencji zmian ustawowych. Jednak mimo tych wysokich kosztów (w funduszach akcyjnych opłata za zarządzanie sięgała nawet 5 proc. w skali roku), jestem przekonany, że indywidualny inwestor działający na własny rachunek wcale nie płaciłby mniejszych prowizji maklerskich czy innych opłat związanych z samodzielnym inwestowaniem. Jasno też chcę podkreślić, że fundusze inwestycyjne w porównaniu z różnego rodzaju polisolokatami, funduszami kapitałowymi, czy innymi tworami są nie tylko tańsze, ale również znacznie bardziej przejrzyste jeśli chodzi o strukturę opłat.

Pamiętajmy jeszcze o jednym elemencie, czyli kwotach, jakie ludzie mogą inwestować. Rynek nie jest niestety demokratyczny i każdy kto nie dysponuje odpowiednio zasobnym portfelem nie ma dostępu do najlepszych inwestycji. Ponadto część osób, nie stać na jednorazowe inwestycje w wysokości kilku, kilkunastu, czy kilkudziesięciu tysięcy. Ale chętnie przeznaczyłyby niewielkie nadwyżki co jakiś czas z długoterminową perspektywą. I tu właśnie fundusze inwestycyjne jako „instytucje zbiorowego inwestowania” sprawdzają się najlepiej. Minimalne wpłaty są relatywnie nieduże, nikt nie wymusza na nas regularności, nie ma konsekwencji wcześniejszych wypłat. Choć korzystamy z usług specjalistów to jednak cieszymy się szeroko rozumianą samodzielnością. Ale równocześnie to związane jest z odpowiedzialnością za własne decyzje.

No i kwestia najważniejsza — wyniki! W długim terminie większość funduszy nie jest w stanie pokonać rynku! Najlepszą strategią jest „kup i trzymaj”! To dwa najważniejsze hasła zwolenników samodzielnego inwestowania. Prawdziwe i nieprawdziwe równocześnie. Co to znaczy „pokonać rynek”. Większość osób pod tym pojęciem rozumie osiąganie wyników lepszych niż indeks rynkowy np. WIG lub WIG20. Ten pierwszy jest bardziej wiarygodnym miernikiem, gdyż uwzględnia płacone przez spółki dywidendy, czyli całość możliwych zysków do osiągnięcia z rynku. Zarządzający funduszami starają się osiągać lepsze wyniki niż indeksy, ale często sama ich konstrukcja to uniemożliwia. Indeksy budowane są w taki sposób, że premiują zwycięzców — większą wagę zaczynają mieć te firmy, które rosną i zyskują na giełdzie. Mniejsze tracą znaczenie w indeksie. Korekty indeksów dokonywane są okresowo. Fundusz nie może sprzedać akcji wielu spółek jednym zleceniem. Odbywa się to tygodniami, a czasem miesiącami. Duża liczba akcji do sprzedaży wpływa negatywnie na ich kurs, co oznacza często sytuację bez wyjścia.

Ograniczanie ryzyka. Często słyszy się również, że zamiast dokonywać wielu transakcji lepiej po prostu kupić portfel akcji i go trzymać. Bo statystyka pokazuje, że w długim terminie trzymanie przynosi około 6,5 proc. średniorocznie (WIG w latach 2000-2018), zaś ciągłe zmiany portfela utrudniają osiągnięcie nawet takiego wyniku. To prawda, z wieloma „ale”… Rzadko ktoś jest w stanie utrzymać całą inwestycję przez kilkanaście lat. Zdarzają się różne losowe sytuacje, podczas których potrzebne są pieniądze i inwestycje się likwiduje. Wystarczy więc sobie wyobrazić, co dzieje się w umyśle i emocjach osoby, która musi zlikwidować taką inwestycję, w trakcie słabego okresu na rynku, gdy straty wynoszą kilkanaście, a może nawet kilkadziesiąt procent. Posiadając fundusz (akcji) takie straty również są możliwe, ale przy odpowiednio przygotowanym planie działania możemy to ograniczyć wypłacając pieniądze z agresywnych funduszy i wpłacając na bardziej konserwatywne.

Patrząc rozsądnie na fundusze inwestycyjne warto pamiętać o kilku elementach. Inwestowanie wiąże się z ryzykiem. To oznacza, że nie ma darmowych pieniędzy. Zwykle warto nie poddawać się aktualnym modom i wybierać fundusze inwestujące w branże, o których jest głośno, albo na rynkach znajdujących się na topie. Moje sugestie zazwyczaj ograniczają się do tego, by wybierać klasyczne fundusze akcji lub obligacji. Warto mieć plan działania na wypadek „wyjątkowego pecha”. Przetrzymywanie inwestycji, która traci więcej niż 20 proc. jest wyniszczające emocjonalnie. Lepiej zamknąć i poczekać, niż doświadczać zbędnego stresu. Ten plan może wiązać się ze strategią systematycznych (choć nie muszą być regularne) wpłat lub przenoszeniem pieniędzy między funduszem akcji a obligacji. Ponadto większość osób nie mających o inwestowaniu pojęcia, ale chcących świadomie zacząć nie powinna inwestować zbyt dużych kwot w fundusze najbardziej ryzykowne. Wybór klasycznego funduszu obligacji (z przeważającym udziałem obligacji Skarbu Państwa) nie jest niczym wstydliwym. Pamiętajmy, że nie ma idealnych produktów w żadnej dziedzinie. Ale znajomość wad i ograniczeń tych dostatecznie dobrych pozwala je mądrze wykorzystywać. Tak w mojej opinii jest właśnie z inwestowaniem w fundusze.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Materiał partnera

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Wyniki spółek / Głupich błędów można uniknąć