Gospodarcze Maliny 2010 smakowały słodko-gorzko

Jacek Zalewski, Karol Jedliński
opublikowano: 08-03-2011, 00:00

Poseł Beata Szydło i senator Grzegorz Czelej twierdzą, że największym psujem gospodarki jest Platforma Obywatelska.

Odpowiedzialność dużych partii nie rozkłada się po jednej czwartej

Hollywoodzka ceremonia Złotych Malin tym się różni od Oscarów, że zwycięzcy ogłaszani są z wyprzedzeniem. Jedyną niewiadomą staje się kwestia obecności/nieobecności laureata. Notabene osobiste stawiennictwo to niezwykła rzadkość. W tym kontekście pierwsza edycja Gospodarczych Malin 2010, współorganizowanych przez Pracodawców RP oraz "Puls Biznesu", odniosła sukces — w poniedziałek w redakcji "PB" została odebrana jedna z dwóch Malin indywidualnych, a w ćwiartce także jedna z dwóch zbiorowych. Naszym odważnym gościom poświęcamy rozmowy na tej stronie.

Dla porządku przypominamy laureatów w czterech kategoriach, wyłonionych przez ponad 21 tys. głosujących internetowo czytelników "PB":

- Instytucja — Platforma Obywatelska, Polskie Stronnictwo Ludowe, Prawo i Sprawiedliwość, Sojusz Lewicy Demokratycznej.

- Polityk/urzędnik — Jacek

Rostowski, minister finansów.

- Inwestor/menedżer spółki giełdowej — Piotr Tymochowicz, były prezes Infinity.

- Przedsiębiorca pozagiełdowy — Polskie Koleje Państwowe.

W tej ostatniej pozycji nieobecność laureatów była nawet logiczna, jako że uprawnieni do odbioru Gospodarczej Maliny 2010 już pod koniec roku doczekali się innego "podziękowania" i wylądowali poza strukturami kolejowymi. Niewątpliwie żałujemy, iż poza zadziornym PiS reszta klasy politycznej nie wykazała się odwagą, czy może poczuciem humoru. Zbiorowe wyróżnienie odrzuciła przede wszystkim koalicja rządząca, co jest dość charakterystyczne, jako że odpowiedzialność czterech dużych partii za prawne szkodnictwo gospodarcze i zaniechania nie rozkłada się przecież po jednej czwartej. No trudno, już otwierają się szanse na nominacje w kolejnym plebiscycie, podsumowującym wyborczy rok 2011…

Mamy projekty w zamrażarce

Poseł Beata Szydło i senator Grzegorz Czelej twierdzą, że największym psujem gospodarki jest Platforma Obywatelska.

Jak Prawo i Sprawiedliwość łączy w opozycji niewątpliwy stres z niewątpliwą wygodą?

BS: Mamy program nowoczesnego patriotyzmu gospodarczego, mamy projekty wielu ważnych ustaw, ale trafiają one do zamrażarki marszałka. Malina 2010 nas nie demobilizuje, lecz motywuje. Gospodarka stanowi główną treść, którą powinni zajmować się polscy politycy, ale niestety zostało to zaniedbane przez PO. Gdy PiS wygra wybory, przywróci gospodarce właściwe miejsce.

Czym możecie pociągnąć przedsiębiorców?

GCz: Przygotowaliśmy praktyczne programy wspierające przedsiębiorców, ale nie mogą się one przebić. W naszej ocenie na przykład szumnie reklamowane rejestrowanie działalności gospodarczej w tzw. jednym okienku jest rozwiązaniem złym. Notabene uznane zostało za bubel roku 2009.

Czy w obecnej kadencji jakikolwiek wasz pomysł zmaterializował się w Dzienniku Ustaw?

BS: Praktycznie żaden projekt opozycji nie został przyjęty. Na przykład w sprawie OFE złożyliśmy konkretny projekt już 5 stycznia, rząd swój dopiero kończy, ale z góry traktuje to jako jedyną płaszczyznę dyskusji. Prawo tworzone jest niechlujnie, ponieważ rząd takie ważne i duże ustawy zgłasza w ostatniej chwili.

Jak PiS podejdzie do budżetu na rok 2012, który w momencie hipotetycznej zmiany rządu w grudniu będzie już zaawansowany.

BS: Jestem ciekawa, jakie będą jego założenia, bo obawiam się, że sytuacja budżetu i finansów publicznych jest jeszcze gorsza, niż przypuszczamy. Sygnałem może być opóźnienie w podsumowywaniu roku 2010. Zwykle w lutym znane już są wstępne dane, a teraz mamy marzec i ich nie widać. Przypuszczam, że minister finansów Jacek Rostowski w paniczny sposób próbuje te dane dopasować i posklejać, żeby prognozę na rok przyszły pokazać na papierze w miarę optymistycznie.

Rozmawiał Jacek Zalewski

O Januszu Palikocie nie pogadamy

W Infinity sprzedałem marzenia. Malina tego nie zmieni — przekonuje Piotr Tymochowicz, eksprezes stratnej spółki.

Dzień dobry panie prezesie. Właśnie... "prezesie"?

Działam w biznesie, ale nauczyłem się jednego. Tego, żeby nie pokazywać się w pierwszym szeregu, nie ujawniać się. Nie wyciąga się w Polsce ręki do początkujących graczy na giełdzie, raczej miesza się ich z błotem. Sukcesy mam, ale przed szereg nie wychodzę.

Malina chyba sukcesem nie jest...

Firma, wbrew zapowiedziom w "Pulsie Biznesu", nie zbankrutowała, nie ogłosiła upadłości.

Tym bardziej że nie było takich zapowiedzi w "Pulsie Biznesu".

Były takie sugestie.

Nie było sugestii.

Być może. Ale firma świetnie prosperuje, będzie sprzedawać pojazdy elektrycz- ne i da zarobić inwestorom. A ja z Infinity udowodni- łem, że można sprzedać marzenia.

Tylko kłopot dla inwestorów taki, że marzenia nie zawsze oznaczają zyski. Pańskie nie zamieniły się na zysk więc, spółka zmieniła profil o 180 stopni. Może to był tylko eksperyment socjologiczny?

Jeśli to był eksperyment, to był udany, a jeśli nie, to spółka istnieje niespełna rok, dajmy jej trochę czasu, choćby 5 lat, i wtedy ją oceniajmy.

Spółka wchodząc na New-Connect pokazywała plany, ile zarobi w zeszłym, jak i w tym roku. To m.in. na ich podstawie inwestorzy kupowali akcje. A plany pozostały w sferze marzeń.

Biznes kieruje się innymi zasadami, niż pan mylnie zakłada. Gwarantuję, że w interesie inwestora jest zysk, i jeśli spółka zmienia profil, nazwę i plany finansowe by koniec końców zarabiać, to właśnie tylko to interesuje inwestorów.

Ale Green Technology, czyli dawne Infinity, przynosi pokaźne straty, generując szczątkowe przychody.

Poczekajmy pięć lat.

Poczekamy. Co teraz pan robi w biznesie?

Nie zmieniłem profilu i celu swojej działalności, mam motywację. Solaris Gate będzie zrealizowane, choć pod inną nazwą i w innej postaci.

A co z premierem Januszem Palikotem?

Zaraz zaraz, nie łączmy tego z biznesem, równie dobrze mógłby mnie pan o życie prywatne zapytać.

Jak to? Żali się pan, że w Polsce panuje paranoja i że politycy boją się pokazywać w biznesie.

Moja prywatna działalność w partii Palikota to inny temat niż ten, z którym tu przyjechałem. Możemy się umówić na rozmowę o polityce innym razem.

Rozmawiał Karol Jedliński

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Jacek Zalewski, Karol Jedliński

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy