GPW chodzi własnymi ścieżkami

Adrian Boczkowski
opublikowano: 21-03-2011, 00:00

W tym roku nasze indeksy nie naśladują zachodnich. To chwilowa przypadłość

Kto w ostatnich tygodniach liczył na podążanie warszawskiego parkietu za indeksami z Zachodu czy z krajów wschodzących, ten może czuć się rozczarowany. Nadzieja jednak była uzasadniona. W zeszłym roku WIG20 cechował się wysoką korelacją z resztą stawki. Jeśli weźmiemy pod uwagę tygodniowe zmiany, to korelacja naszego indeksu blue chipów z globalnym indeksem rynków wschodzących (MSCI EM) przekraczała aż 0,75 (pełna zgodność to 1, pełna przeciwstawność to -1). W przypadku całego świata (MSCI World) było to 0,72.

Warto zauważyć, że WIG20 chodził w takt niemieckiego DAX (0,68 dla ruchów dziennych i tygodniowych). Działo się tak nawet po uwzględnieniu różnic kursowych, choć krok ten niwelowało już w dużym stopniu korelację z globalnymi indeksami.

Tymczasem, o ile w pierwszej połowie stycznia WIG20 wykonywał te same ruchy, co DAX, o tyle później było już inaczej. Mocno zmalała też korelacja wobec innych rynków. W rezultacie, analizując tygodniowe ruchy i niwelując różnice kursowe, korelacja WIG20 z DAX to zaledwie 0,06, a z rynkami wschodzącymi 0,36.

Jak statystyka przekłada się na rzeczywistość? Załamanie korelacji naszych indeksów z innymi dobrze widać na przykładzie WIG20 i DAX. Od połowy stycznia niemiecki wskaźnik wzrósł o 20 proc., po czym w ostatnich dniach wrócił do punktu wyjścia. W tym czasie WIG20 huśtał się między 2650 a 2800 pkt. O ile dla długoterminowych inwestorów nie ma to zbytniego znaczenia (oba indeksy są w punkcie wyjścia), o tyle niezadowoleni mogą być ci z krótszym horyzontem.

Istnieje logiczne wytłumaczenie tej sytuacji. To ruchy globalnego kapitału, który oprócz racjonalności reaguje również emocjonalnie. U nas zamieszanie wokół OFE spowodowało zawahanie globalnych graczy, a w Niemczech koniunktura eksportowa miała się w najlepsze. Ostatnie spadki za Odrą wywołała atomowa panika (notowani są operatorzy elektrowni jądrowych) oraz duży strach przed wycofywaniem kapitału przez Japończyków. U nas z kolei te kwestie nie mają znaczenia. Dlatego nie można stwierdzić, że dzięki teoretycznie lepszemu postrzeganiu Polski przez inwestorów (lepsze zachowanie GPW podczas ostatnich spadków na świecie) będzie oznaczało szybszy wzrost przy powrocie zwyżek na największych giełdach. Trudno też oczekiwać, by załamały się wieloletnie zależności, a notowania na GPW zachowywały się zupełnie inaczej niż we Frankfurcie, Nowym Jorku czy Moskwie. Szczególnie w dłuższym okresie.

Nie ma powodów do hurra optymizmu

Ostatnia globalna korekta łagodnie obeszła się z naszą giełdą. W dużej mierze wynikało to z tego, że wcześniej warszawski parkiet zachowywał się słabiej niż zagraniczne. Natomiast mniej wspólnego miało to z demonstracją siły naszej giełdy. Jeśli jednak spadki na Wall Street byłyby silniejsze, to korelacja na GPW powróciłaby szybko.

Nie sądzę by teraz czekały nas mocne wzrosty. Nie ma powodów do hurra optymizmu. Rynki szachuje Japonia, Libia oraz drogie surowce. To sprawia, że nie ma dobrego klimatu, by kupować akcje. Skoro tak jest, to indeks WIG20 nadal powinien poruszać się w trendzie horyzontalnym o zasięgu 2650-2800 pkt. Im dłużej będzie tkwił w tym stanie, tym później mocniejsze może być wybicie. Większe prawdopodobieństwo jest jednak takie, że wybicie nastąpi dołem. Nie zdziwię, jeśli ten rok zakończymy na minusie.

Mirosław Saj

makler BM DnB Nord

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Adrian Boczkowski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu