GPW: PKO BP ciągnęło rynek w dół, a Pekao do góry

(Artur Szymański)
opublikowano: 20-01-2005, 17:08

Po znacznie słabszych od prognoz danych o grudniowej produkcji przemysłowej można się spodziewać spadku giełdowych indeksów na początku piątkowej sesji. Optymizmem nie napawało też słabe otwarcie giełd za oceanem, aczkolwiek w ostatnich kilku dniach ruchy indeksów z Wall Street mają raczej znikomy wpływ na wskaźniki GPW. Tu przede wszystkim liczą czynniki techniczne.

Po znacznie słabszych od prognoz danych o grudniowej produkcji przemysłowej można się spodziewać spadku giełdowych indeksów na początku piątkowej sesji. Optymizmem nie napawało też słabe otwarcie giełd za oceanem, aczkolwiek w ostatnich kilku dniach ruchy indeksów z Wall Street mają raczej znikomy wpływ na wskaźniki GPW. Tu przede wszystkim liczą czynniki techniczne.

W czwartek inwestorzy nie mieli zbyt dużo czasu, by zareagować na publikację przez GUS kiepskich danych o produkcji przemysłowej w ostatnim miesiącu ubiegłego roku. Prognozy ekonomistów zapowiadały 13-proc. wzrost produkcji w stosunku do sytuacji przed rokiem. Okazało się jednak, że wyniósł on tylko 6,4 proc., a w porównaniu z listopadem 2004 r. odnotowano zmniejszenie o 2,7 proc.

Wielu powodów do zadowolenia po takich wiadomościach nie ma, aczkolwiek można się pocieszać, że zaraz po publikacji złoty praktycznie nie zareagował (tyle, że wcześniej mocno tracił względem USD i EUR), a rentowności obligacji spadły wzdłuż krzywej o 2-3 pkt bazowe. WIG20 natomiast zakończył sesję 0,26-proc. spadkiem, ale bykom trzeb oddać, że dzielnie walczyły we wcześniejszej fazie sesji.

Pierwsza godzina czwartkowych notowań przyniosła spory spadek do dołka 1825 pkt z poprzedniej sesji. Kupujący nie zamierzali jednak tanio sprzedać skóry i zaciekle bronili się na poziomie długoterminowej linii trendu wzrostowego. Stoczona został prawdziwa wojna ze sprzedającymi co wymownie obrazowały gigantyczne obroty. Po półtorej godziny handlu przekraczały wartość 300 mln zł, co zdarza się niezmiernie rzadko.

Obrona Częstochowy zakończyła się pełnym sukcesem i doszło do odbicia. Amunicja jednak skończyła się zaraz po przekroczeniu poziomu zamknięcia poprzedniej sesji. Wyraźnie siadły obroty i przez kilka godzin WIG20 wahał się w wąskim paśmie 5 pkt. Trzykrotne próby pokonania poziomu 1850 pkt nie przyniosły powodzenia, nie poszły za nimi obroty. Optymistów ogarnęło w końcu lekkie zniechęcenie i ostatecznie zamknięcie wypadło na 5-pkt minusie.

Z największych spółek najgorsze wrażenie zrobiło PKO BP. Z początku trzymało się całkiem dobrze, ale po południu górę wzięli sprzedający. W pewnym momencie kurs spadał nawet o 2,2 proc. przy bardzo dużych obrotach. Na szczęście zamknięcie nie nastąpiło na najniższym poziomie dnia. Ostatecznie kurs spadł o 1,5proc., ale martwią prawie 160-mln obroty.

Zły wpływ spółki na rynek starały się łagodzić inne duże spółki. Pekao SA zyskało 1,2 proc. na co wpływ mógł mieć Luigi Lovaglio, wiceprezes banku, który zapewnił inwestorów, że celem na 2005 r. jest osiągnięcie wyników lepszych niż w ubiegłym dzięki większej orientacji na klienta. O 1,3 proc. do góry poszedł kurs BPH, ale jest to tylko odreagowanie środowej przeceny po ogłoszeniu upadłości Rafinerii Glimar. Nieznacznie zyskały walory KGHM, Telekomunikacja Polska nie zanotowała zmiany kursu, a PKN Orlen stracił 0,6 proc. przy ponad 76-mln obrotach. AS

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Artur Szymański)

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Gospodarka / GPW: PKO BP ciągnęło rynek w dół, a Pekao do góry