GPW potrzebuje pomocy Zachodu

Maciej Zbiejcik
opublikowano: 22-04-2008, 00:00

Za oceanem rozpoczęło się odbicie. Polacy nadal na to czekają. Analitycy pocieszają, że w końcu powinni się doczekać.

Spadki wybiły polskim inwestorom akcje z głowy. Nasz rynek może rozruszać jedynie kapitał zagraniczny

Za oceanem rozpoczęło się odbicie. Polacy nadal na to czekają. Analitycy pocieszają, że w końcu powinni się doczekać.

Amerykańskie autorytety —m.in. Alan Greenspan i George Soros — od miesięcy straszą rodaków recesją. Tymczasem tamtejsze indeksy giełdowe zachowują się wyraźnie lepiej niż w Polsce, gdzie gospodarka kwitnie. Nasze wskaźniki pozostają w tyle za amerykańskimi, choć to u nas wynagrodzenia dynamicznie rosną, a Polacy coraz chętniej wydają pieniądze.

Polscy analitycy coraz częściej mówią, że indeksy powinny odbić w górę. Tymczasem popytu jak nie było, tak nie ma. Słabość naszego szerokiego rynku uwidoczniła się na ostatnich sesjach. Rosły tylko duże spółki (WIG20 w minionym tygodniu zyskał 2,7 proc.), ale przy znikomych obrotach. Indeksy małych i średnich spółek znalazły się pod kreską. Tymczasem amerykański S&P500 zyskał blisko 5 proc., niewiele słabszy był też Dow Jones. Wyraźnie lepiej od warszawskiej giełdy zachowywały się też europejskie.

Rokowania są dobre…

Dysproporcje jeszcze bardziej widać w dłuższym okresie. Indeksowi S&P500 brakuje 18 proc. do październikowych szczytów. WIG20 musi wzrosnąć jeszcze o 42 proc. (licząc od piątku), by dojść do maksimów z października.

Prognozy mówią o dalszym możliwym wzroście za oceanem.

— W ubiegłym tygodniu w USA indeksy S&P500 oraz Nasdaq Composite dotarły do kluczowych oporów. Do przełamania brakuje niewiele. Dalsze wzrosty, prawdopodobnie, przyniosą średnioterminowe techniczne sygnały kupna za oceanem. Nie może to pozostać bez wpływu na nasz rynek — uważa Jacek Rzeźniczek z Secus Asset Management.

W kilka tygodni S&P odbił się blisko 8 proc. od marcowego dna z tego roku.

— Tam rozpoczęło się wiosenno-letnie odbicie, a my cały czas stoimy w blokach. Szansa jest, bo pojawiają się coraz ciekawsze opinie o naszym rynku, wydawane przez zagraniczne instytucje — mówi Piotr Kuczyński, analityk Xelion Doradcy Finansowi.

Eksperci z Citigroup Global Markets spodziewają się, że w trzy miesiące in- deks rynków wschodzących Europy, Bliskiego Wscho- du i Afryki, liczony przez Morgan Stanley, wzrośnie o 18-26 proc. Amerykanie spodziewają się, że we wzrostach przodować będzie m.in. Polska.

…tylko pacjent słaby

Tymczasem wczoraj na GPW niedźwiedzie znów przepłoszyły byki. Indeksy poszły w dół. WIG20 od wielu sesji próbuje zaatakować 3000 pkt. Bez skutku.

— Inwestorzy obawiają się słabszej koniunktury. Krótkoterminowo przeszkodzić mogą słabe dane o produkcji przemysłowej z marca — ocenia Wojciech Szymon Kowalski, analityk Biura Analiz i Koniunktur WS Kowalski.

Nasz rynek ma problem z poderwaniem się o własnych siłach.

— Polscy inwestorzy boją się kupować akcji. Impuls do aktywniejszych zakupów musi przyjść z zewnątrz — ocenia Wojciech Szymon Kowalski.

Najlepszym dowodem, że na rynku rządzi strach są bardzo niskie obroty. Podobnie działo się wczoraj. Obroty nie przekroczyły 900 mln zł.

— Nie ma kapitału. Spo- ro go odpłynęło, nowy nie dotarł na rynek akcji. Wcześniej czy później, o ile nie wydarzy się nic nadzwyczajnego, powinna pojawić się zagranica i rozruszać naszą giełdę — uważa Piotr Kuczyński.

Sezon wyników kwartalnych w Polsce coraz bliżej. Część inwestorów prawdopodobnie postanowiła przeczekać ten okres.

— Wyniki będą dobre, ale nie bardzo. A dziś rynek potrzebuje bardzo dobrych rezultatów. Z tym może być ciężko. Baza z ubiegłego roku jest wysoka, silny złoty przeszkodził wielu spółkom, a konkurencja na krajowym rynku się zaostrza — mówi Wojciech Szymon Kowalski.

— Z dobrej strony powinny pokazać się spółki budowlane, handlowe oraz branży IT. Z kolei problem mogą mieć spółki, dla których duże znaczenie mają koszty pracy i wysokie ceny surowców. Słabo wypadną też eksporterzy — uważa Maciej Bobrowski, analityk Beskidzkiego Domu Maklerskiego.

Indeks bicia piany zapowiada wzrosty

Eksperci z Citigroup Global Markets spodziewają się, że w ciągu trzech miesięcy MSCI EMEA — indeks rynków wschodzących Europy, Bliskiego Wschodu i Afryki, liczony przez Morgan Stanley — wzrośnie o 18-26 proc. Amerykanie spodziewają się przy tym, że centrum wzrostów staną się Polska, Rosja, Bliski Wschód i Północna Afryka (zdecydowanie nie Turcja i Południowa Afryka). Zdaniem Citigroup, na wzrosty wskazuje zachowanie się liczonego przez tę instytucję wskaźnika bicia piany (froth index). Im ma on wyższą wartość, tym inwestorzy odczuwają większą euforię do akcji w regionie EMEA. Bezpośrednio po tym, jak indeks bicia piany zszedł ostatnio poniżej zera (koniec 2006 r. i środek 2007 r.), MSCI EMEA wzrastał znacznie przez kwartał. Teraz wskaźnik Citigroup ponownie znalazł się na minusie. Na wzrosty nad Wisłą można liczyć. Tym bardziej że Amerykanie uważają nasz rynek za dość odizolowany od globalnych problemów gospodarczych. Analitycy Citigroup podkreślają przy tym, że ich indeks nastrojów, w oderwaniu od spowalniającej światowej gospodarki i rosnącej inflacji, pozwala uniknąć przespania odbicia się indeksów. Najbliższe miesiące pokażą, czy i tym razem mają rację.

Słaby dolar pomaga eksporterom z USA

Warto zauważyć, że dolar w ostatnim czasie bardzo osłabł. Amerykańskie firmy, które w dużej części eksportują swoje towary, bardzo na tym zyskują. Dlatego indeks S&P 500 silnie rośnie. U nas sytuacja jest zupełnie inna.

Nasza waluta w ostatnim czasie jest jedną z mocniejszych na świecie, co oznacza, że krajowe spółki surowcowe i eksportowe tracą. Jeśli indeksy na świecie będę rosły, to my też będziemy rośli. Jednak to, z czym mieliśmy do czynienia w zeszłym roku, czyli duży napływ świeżej gotówki do funduszy inwestycyjnych, już się raczej nie powtórzy.

Błażej Bogdziewicz, zarządzający BZ WBK AIB TFI

Polska giełda wróci do łask inwestorów

Jarosław Niedzielewski, zarządzający DWS TFI

Słabość naszego rynku jest zaskakująca. Giełda w Stanach Zjednoczonych zachowuje się bardzo silnie, Ameryka Łacińska też. Parkiet w Meksyku bije nawet rekordy. A przecież kryzys dotyczy gospo- darki amerykańskiej i krajów latynoskich, które są handlowo bardzo związane z USA. Na tym tle Europa w całości zachowuje się gorzej. A warszawska giełda jest jednym z najsłabszych parkietów zarówno w grupie rynków rozwiniętych, jak i wschodzących. Nie od dziś.

W najbliższych miesiącach trend ten powinien się odwrócić. Wcześniejsza słabość będzie atutem w przyszłości. W obecnej sytuacji, gdy ogólnie ryzyko inwestycji jest wysokie, nasza giełda ma silne atuty. Lokowanie kapitału na GPW wiąże się z niskim ryzykiem politycznym i gospodarczym. Dlatego niewykluczone, że zagraniczni gracze będą chcieli doważyć w swoich portfelach polskie papiery.

Nie ma chętnych do kupna akcji

Mariusz Staniszewski, prezes Noble Funds TFI

Nasza giełda nie rośnie, bo nie ma chętnych do kupowania. Otwarte fundusze emerytalne nie kupują, towarzystwa funduszy inwestycyjnych (TFI) też nie.

Klienci TFI nie boją się spadków tak bardzo, jak kilka miesięcy temu. Jednak nie mają przekonania, że nadszedł właściwy moment na inwestycje. Tylko zagranica jest na razie aktywna. Kupuje głównie akcje z indeksu WIG20. Wzrosty na giełdzie prawdopodobnie rozpoczną się od blue chipów. Dopiero później w ślad za nimi pójdą mWIG40 i sWIG80.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu