GPW: Strach miał wielkie oczy, jednak WIG20 pobił rekord

(Artur Szymański)
opublikowano: 15-12-2006, 18:03

Piątkowa sesja na długo zapadnie w pamięci giełdowych inwestorów. Dawno już nie doświadczyli tak potężnej dawki emocji.

Piątkowa sesja na długo zapadnie w pamięci giełdowych inwestorów. Dawno już nie doświadczyli tak potężnej dawki emocji. To właśnie zmiany nastrojów ukształtowały przebieg notowań ostatniego dnia tygodnia.

Zaczęło się zgodnie z oczekiwaniami, czyli wzrostem cen. Indeksy otworzyły się na plusach po tym jak amerykański Dow Jones poprawił w czwartek historyczny szczyt. Po dobrym otwarciu nie ujawnił się jednak większy popyt, co wlało w serca inwestorów niepokój co do faktycznej kondycji kupujących.

Można powiedzieć, że oczekiwanie na atak na szczyt hossy na GPW po kolejnym rekordzie w USA było powszechne. Wydawało się że po siedmiu sesjach konsolidacji pod szczytem z 7 grudnia musi dojść do wybicia WIG20 w górę po otrzymaniu jasnego przekazu z Wall Street. Tymczasem nic takiego nie nastąpiło, fundusze wcale nie kwapiły się wypychać portfele akcjami.

Pojawiło się zwątpienie, które błyskawicznie przerodziło się w paniczny wręcz strach. Nie drożejące akcje nagle zaczęły parzyć inwestorów w ręce. Pod koniec pierwszej godziny ruszyła gwałtownie lawina zleceń sprzedaży. W ciągu kilkunastu minut WIG20 stracił aż 100 pkt. Nie bez znaczenia na rynek kasowy miało też wygasanie grudniowej serii kontraktów terminowych, co zazwyczaj oznacza dużą zmienność na rynku.

Spadek WIG20 wyhamował dokładnie na poziomie minimum sesji z 5 grudnia, po czym zaczęło się mozolne odrabianie strat. Podobnie jak nikt się raczej nie spodziewał tak głębokiego tąpnięcia, tak chyba mało kto oczekiwał zakończenia sesji na plusie przez WIG20. A jednak. Na zamknięciu indeks blue chipów zyskał 0,38 proc. finiszując na poziomie 3410,06 pkt. To nowy historyczny rekord!

Kto miał mocne nerwy, ten dokupił dziś akcje po atrakcyjnych cenach, jakich dawno już nie było. Jedna z giełdowych żelaznych zasad mówi: „kupuj gdy na parkiecie leje się krew”. Włosy rwą natomiast z głów inwestorzy, którzy spanikowali i „wysypali” akcje z portfeli. Pb.pl relacjonujący na bieżąco przebieg sesji, uspokajał że nie ma powodów do paniki. Ci którzy nie wytrzymali presji są sami sobie winni. Podaż akcji została ładnie zebrana z rynku przez mocne ręce.

Na wykresie WIG20 powstała świeczka o zupełnie płaskim korpusie (bo poziom zamknięcia był prawie równy wartości otwarcia) i bardzo długim dolnym cieniu. To dobry prognostyk na kolejne dni, bo obrazuje ona brak sił sprzedających. Nie udało się im utrzymać niskich poziomów do końca sesji. Kupujący są teraz w lepszej sytuacji, bo udało się im odrobić straty. Optymizmem napawają też giełdy bardziej rozwiniętej od naszej.

Pierwsze godziny notowań w USA przynoszą poprawienie rekordów. Przez cały dzień rosną też indeksy giełd zachodnioeuropejskich. Węgierski BUX zanotował ponad 2-proc. wzrost. Podsumowując: nasza giełda doznała dziś wstrząsu. Wygląda jednak na to, że będzie to wstrząs ozdrowieńczy. Jeśli bowiem było to celowe działanie obliczone na – mówiąc żargonem „strząśnięcie leszczy” i odebranie im akcji – to operacja został przeprowadzona wręcz podręcznikowo. ASZ

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: (Artur Szymański)

Polecane