GPW w ostatniej chwili uniknęła dużej przeceny

Włodzimierz Uniszewski
opublikowano: 20-02-2008, 17:49

Indeksy GPW znowu miały ciężki dzień. Przez cały dzień negatywne czynniki zewnętrzne i wewnętrzne wywierały na nie presję. Zanik popytu w ostatniej fazie wczorajszej sesji w USA oraz przecena na rynkach Azji z powodu obaw przed wzrostem inflacji i problemami sektora finansowego od  rana psuły nastroje w Europie.

Krajowi inwestorzy mieli też osobne powody do zmartwienia. Przed sesją kwartalne raporty opublikowały BZWBK, ING BSK oraz Agora i niestety wszystkie rozczarowały. Szczególnie źle przyjęto wyniki banków, gdyż w stosunku do nich oczekiwania były szczególnie wyśrubowane. Zysk ING okazał się aż o 38 proc. niższy od prognoz, a w przypadku BZWBK manko wyniosło 20 proc. Agora zarobiła 10 proc mniej, niż się spodziewano.

Po takiej dawce złych wieści byki poddały się i GPW zaczęła dzień na czerwono. Wig20 tracił nawet blisko 2 proc., a największą karę poniosły spółki, które sprawiły zawód. Akcje BZWBK i ING BSK były przez cały dzień nękane przez podaż i zamknęły dzienny bilans tracąc odpowiednio 4 i 8 proc. W kręgu podejrzeń znalazły się też te banki, które jeszcze nie ogłosiły wyników, więc kłopoty miało np. Pekao. Zadowoleni mogli za to być posiadacze akcji KGHM, Lotosu i Orlenu. Surowcowa hossa pomogła przetrwać tym spółkom trudne dla indeksu chwile w niezłej kondycji.

Po porannej wyprzedaży nastąpiło uspokojenie i zaczęło się wyczekiwanie na najważniejsze wydarzenie dnia, czyli publikację danych o styczniowej inflacji w USA. Napływające ostatnio doniesienia o rosnących globalnie cenach surowców i towarów mogły napawać niepokojem. I rzeczywiście, ceny w USA wzrosły bardziej, niż się spodziewano. Odchylenie od prognoz nie było duże, ale sugerowało wyraźny trend zwyżkowy. Co gorsza, zrewidowano w górę grudniowy wskaźnik – do poziomu 0,4 proc. Po doliczeniu dzisiejszych danych inflacja w skali roku podskoczyła do poziomu 4,3 proc. Wzrosła też inflacja bazowa, co na pewno wywołało niepokój u bardziej jastrzębio nastawionych członków Fed. Na dodatek wzrost inflacji nastąpił w okresie wyraźnego spowolnienia gospodarki. To musi rodzić pytanie o tempo wzrostu cen, gdy PKB zacznie mocniej rosnąć.

Rynki zareagowały nerwowo, gdyż ostatnią rzeczą, jakiej można sobie życzyć w obecnej sytuacji jest rosnąca pod bokiem inflacja. Końcówka sesji na GPW okazała jednak dużo lepsza od pesymistycznych oczekiwań. Rynek amerykański zaczął co prawda od spadku, ale nie doszło do panicznej wyprzedaży, a wkrótce potem indeksy oddaliły się od sesyjnego minimum. Odezwał się, jak tyle razy wcześniej, instynkt kupowania w dołku po przewidzianym spadku. To odbicie za oceanem wystarczyło, by warszawskie byki przypuściły kontratak na zamknięciu notowań, zmniejszając stratę Wig20 do zaledwie 0,5 proc. i podnosząc go ponad poziom 3100 pkt. Ten zryw popytu za pięć dwunasta należy jednak oceniać w kontekście niskich obrotów, które nie przekroczyły 1,3 mld. zł. Samo wyciągnięcie indeksu ponad linię 3100 pkt. nie przywróci wzrostu, jeśli amerykańskie indeksy nie skończą dnia na wyraźnym plusie. Jest taka szansa, jeśli publikowany dzisiaj o godz. 20 stenogram z ostatniego posiedzenia Fed będzie zawierał zdecydowaną deklarację woli kontynuowania obniżek stóp procentowych.

Wyraźnie widać, że rynki ze wszystkich sił bronią się przed zepchnięciem w stronę styczniowego dołka. Coraz częściej przybiera to postać ignorowania nowych zagrożeń. Inwestorzy są przekonani, że nic złego stać się nie może, dopóki Fed obniża stopy procentowe. Z drugiej jednak strony zbyt się boją, by zgłosić silniejszy popyt, a czas pracuje na ich niekorzyść. Jeśli ograniczą się do chowania głowy w piasek i nie zdołają szybko dźwignąć indeksów, ignorowane teraz problemy mogą wkrótce uderzyć w rynki z dużą siłą.

 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane