GPW: WIG20 był na plusie, ale zakończył na 0,25-proc. minusie

Artur Szymański
05-12-2003, 17:03

Piątkowa sesja zakończyła się małym spadkiem głównego indeksu giełdowego. WIG20 tydzień zakończył na poziomie 1484,36 pkt, co oznacza dzienny spadek rzędu 0,25 proc.

Przez cały niemal dzień WIG20 pozostawał pod kreską. Choć tuż przed końcem notowań kupującym udało się wyprowadzić WIG20 na mały plus, to jednak w końcówce sesji podaż pokazała zęby i sprowadziła indeks ponownie w strefę spadków. Sesja nie przyniosła więc żadnych rozstrzygnięć. Jedno co pewne to to, że wszelkie próby odbicia są na razie skazane na porażkę. Inwestorzy nie mają na dobrą sprawę żadnych powodów do zwiększonych zakupów papierów wartościowych.

Początek piątkowej sesji przyniósł kontynuację spadkowego trendu z czwartku. Indeks WIG20 otworzył się na poziomie 1479,99 pkt, czyli 0,54 proc. poniżej wczorajszego zamknięcia. Inwestorzy podjęli jednak szybko próbę wyjścia na plus. W kilka minut po otwarciu do kreski brakowało tylko pół punktu. To jednak wszystko na co było stać kupujących. Osłabieniu sprzyjały spadki obserwowane na rynkach zachodnioeuropejskich. Wbrew oczekiwaniom tamtejszych analityków rynki Eurolandu nie przejęły się niezłą czwartkową sesją za oceanem.

Popołudniową stabilizację na parkiecie zburzyły gorsze od spodziewanych dane z amerykańskiego rynku pracy. Krótko po godzinie 14:30 WIG20 jednym ruchem stracił 7 pkt. Okazało się bowiem, że w październiku w sektorach pozarolniczych w USA przybyło 57 tys. miejsc pracy. Tymczasem analitycy spodziewali się wzrostu o 93 tys. miejsc wyższego. Na gorsze dane szybko zareagowały amerykańskie kontrakty terminowe. Spadła też wartość dolara do euro. O godzinie 14:33 euro wyceniano na 1,2126 dolara wobec około 1,2080 przed publikacją.

Pogorszenie nastrojów udzieliło się także rynkom europejskim, w tym warszawskiej giełdzie. Godnym podkreślenia jest fakt, że u nas reakcja była znacznie bardziej ograniczona niż na Zachodzie. We Frankfurcie i Londynie indeksy przed publikacją danych traciły po około 0,5 proc. Zaraz po publikacji rozczarowujących danych za oceanem przecena przybrała na sile, i wskaźniki wykazywały spadki po ponad 1,5 proc.

W Warszawie spadek szybko wyhamował. Nie ma się jednak co łudzić, że świadczy to o sile naszego rynku. Po prostu spadki wcześniej obserwowane były głębsze niż na Zachodzie. Relatywna siła naszego rynku skłoniła jednak co bardziej odważnych graczy do zwiększenia zakupów. W efekcie WIG20 wyszedł na plus. Maksymalny poziom dnia został ustanowiony na 1495,25 pkt. Bliskość silnej bariery 1500 pkt. skutecznie ostudziła zapędy popytu i w ostatnich minutach sesji inicjatywa ponownie przeszła w ręce sprzedających.

Wartość obrotów spadła w porównaniu do sesji czwartkowej o ponad 40 proc. i przekroczyła zaledwie 177 mln zł. Niska aktywność handlujących świadczy, że najwięksi gracze czekają na lepsze warunki do zakupów. Senne notowania urozmaicają co jakiś czas arbitrażyści, którzy sterują rynkiem jak chcą. W takiej sytuacji stawianie jakichkolwiek prognoz rozwoju sytuacji na podstawie przesłanek fundamentalnych mija się z celem.

Liderami spadków przez większą część dnia były banki. Jednak ożywienie pod koniec sesji sprawiło, że większość przedstawicieli branży zakończyło piątek bez zmian kursów zamknięcia w porównaniu z sesją czwartkową. Nie udało się to tylko BZ WBK i Millennium, które zanotowały spadki kursów odpowiednio o 0,9 i 0,4 proc.

Z największych blue chipów wyróżnić należy TP SA, której notowania wrosły o 0,4 proc. Netia jednak nie straciła dystansu do konkurenta, dzięki 0,3-proc. dziennemu zyskowi. KGHM po kiepskim początku dnia, w dalszej części sesji odrobił straty i wyszedł na zero na zamknięciu. Nie udało się to PKN Orlen. Kurs płockiego koncerny zniżkował o 1,7 proc. przy najwyższych na rynku obrotach (45 mln zł). Spółce nie służą zbierające się nad jej prezesem czarne chmury. Prasa spekuluje czy na posiedzeniu rady nadzorczej 11 grudnia nie dojdzie aby do usunięcia Zbigniewa Wróbla ze stanowiska.

Dobry dzień miały Kęty, których walory podrożały o 2,2 proc. Spółka podała prognozę wyników finansowych na 2004 r. Zakłada ona zysk netto na poziomie 86,8 mln zł i 700,4 mln zł przychodów ze sprzedaży. Po trzech kwartałach Grupa Kęty miała 554,4 mln zł przychodów ze sprzedaży, a zysk netto wyniósł 57,3 mln zł.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Artur Szymański

Najważniejsze dzisiaj

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW: WIG20 był na plusie, ale zakończył na 0,25-proc. minusie