GPW zignorowała Donalda Tuska

Maciej Zbiejcik
18-02-2009, 00:00

Zapowiedź interwencji walutowej tylko na chwilę wsparła indeksy. Na GPW mieliśmy wczoraj prawdziwą rzeź.

Zapowiedź interwencji walutowej tylko na chwilę wsparła indeksy. Na GPW mieliśmy wczoraj prawdziwą rzeź.

Warszawska giełda przeszła niemal obojętnie obok zapowiedzi Donalda Tuska, że przy kursie 5 zł za euro rząd będzie sprzedawał walutę na rynku. Po takiej deklaracji GPW na parę minut odsapnęła, by po chwili pikować dalej.

— Rynek niezbyt poważnie traktuje słowa szefa naszego rządu. Teraz na GPW decydujący wpływ ma to, co dzieje się na największych zagranicznych giełdach, a niestety tam sytuacja robi się nieciekawa — ocenia Przemysław Kwiecień, główny analityk XTB.

Giełdowi specjaliści powątpiewają w sens operacji mającej ukrócić ostatnie harce złotego.

— Interwencja rządu jest niepotrzebna. Przy obecnych nastrojach na rynku to nie pomoże. Teraz inwestorzy dyskontują pogorszenie perspektyw makroekonomicznych — zaznacza Waldemar Markiewicz, prezes DB Securities.

Zdaniem analityków, pomóc naszemu rynkowi akcji mogą raczej metody naturalne.

— Interwencja może nie być warta świeczki. Tylko stracilibyśmy na wiarygodności. Pomóc złotemu mogłaby natomiast minihossa na zagranicznych rynkach akcji, czego wcale nie można wykluczyć — przekonuje Przemysław Kwiecień.

Ale wtorek dobitnie pokazał, że ucieczka od polskich akcji i rodzimej waluty trwa w najlepsze. WIG20 spadł o 7,5 proc. do poziomu nienotowanego od połowy 2003 r., a euro otarło się o szczytowy poziom z lutego 2004 r. (4,93 zł). Wszystko to wygląda bardzo niebezpiecznie.

— Rynek akcji i walutowy działają teraz jak naczynia połączone. Za osłabieniem złotego stoją duże instytucje międzynarodowe. Boję się, że to rozchwianie na rynku walutowym może mieć w średnim terminie negatywny wpływ na naszą gospodarkę — zauważa Jacek Radziwilski, dyrektor zarządzający Unicredit CAIB Poland.

Po raz kolejny giełdę w dół ciągnęły banki. Kurs PKO BP spadł o 11,5 proc., do najniższego poziomu w historii, a Pekao o ponad 18 proc., do poziomów nienotowanych od 2001 r. Wczoraj popłoch na rynku mógł wywołać raport Moody's. Agencja ratingowa ostrzegła, że zachodnie banki, mające oddziały w Europie Wschodniej muszą liczyć się z możliwością obniżenia ratingów w związku z możliwym pogorszeniem gospodarczym w regionie.

Skala i tempo ostatnich spadków cen akcji przerażają. Jak daleko do dna?

— Dziś nie ma prostej odpowiedzi, ile jeszcze spadnie rynek. Nie doszukiwałbym się żadnych wsparć technicznych dla WIG20 między poziomem 1000 a 1500 pkt. Trzeba jednak pamiętać, że mamy do czynienia ze skrajnym pesymizmem, a w takich okolicznościach w każdej chwili może dojść do zwrotu sytuacji — zaznacza Mirosław Saj, analityk BM DnB Nord.

Dlatego warto patrzeć na rynki zagraniczne. Ale tam wczoraj także wiało grozą. Kilkuprocentowe spadki notowano na większości giełd.

— Bardzo źle będzie, gdy podstawowe indeksy największych giełd spadną poniżej ubiegłorocznych dołków — ostrzega Przemysław Kwiecień.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Maciej Zbiejcik

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Puls Inwestora / GPW zignorowała Donalda Tuska