GPW znowu zaprzepaściła szansę na wzrost

Włodzimierz Uniszewski
17-04-2008, 17:44

Jutro minie dokładnie tydzień od panicznej przeceny, jaką wywołały zaskakująco słabe kwartalne wyniki koncernu General Electric. Spadające jak kamień amerykańskie indeksy pociągnęły wówczas za sobą rynki całego świata, a warszawscy inwestorzy boleśnie odczuli skutki tej korekty. 

Teraz mogą czuć się szczególnie rozżaleni patrząc na rosnącą dysproporcję między indeksami GPW a ich zagranicznymi, a w szczególności amerykańskimi odpowiednikami. Po tym spektakularnym upadku nie pozostała nawet zmarszczka na powierzchni morza gotówki, na którym unoszą się obecnie kursy amerykańskich akcji. Pierwsze sesje tygodnia przyniosły bowiem odbudowę popytu za Atlantykiem dzięki podniesieniu prognoz zysku przez kilka ważnych spółek. Kulminacją tego procesu była wczorajsza duża zwyżka, po której notowania na Wall Street wróciły do poziomu sprzed piątkowego załamania.
Tymczasem warszawski rynek wciąż nie może otrząsnąć się z wywołanego niedawnym spadkiem pesymizmu, a Wig20 znajduje się prawie 5 proc. poniżej kwietniowego szczytu. Wyczerpani długą konsolidacją inwestorzy przestali reagować na pozytywne sygnały z zewnątrz i biernie czekają, aż na rynkach zagranicznych ukształtuje się jakiś wyraźniejszy trend. Ponieważ zaś strach jest emocją silniejszą od nadziei, w warunkach niepewności zawsze łatwiej przychodzi podjąć decyzję o sprzedaży niż kupnie.

Wczorajszy pokaz siły popytu za oceanem wydawał się idealnym pretekstem do wyrwania GPW z kleszczy marazmu, ale znane już lokalne powody zapobiegły realizacji wzrostowego scenariusza. Chociaż rynek terminowy sugerował rano kontynuację zwyżki za oceanem dzięki doskonałym wynikom IBM, warszawscy  gracze już wietrzyli korektę, nie wierząc w możliwość dłuższej wzrostowej serii w Nowym Jorku.

Jak myśleli, tak grali, kupując akcje bardzo ostrożnie i trzymając palec na spuście w razie pogorszenia nastrojów za granicą. Gdy po pewnym czasie zagraniczne indeksy zaczęły rzeczywiście słabnąć, na warszawskim parkiecie do głosu doszła podaż. Indeksy zanurkowały pod kreskę i nie udało im się skutecznie nad nią wrócić.

Powodem ochłodzenia globalnych nastrojów były bardziej cierpkie informacje ze spółek. Mocno taniały papiery Nokii po obniżeniu prognozy wzrostu sprzedaży, a Merrill Lynch i Pfizer rozczarowały słabymi wynikami. Na szczęście dla przeciwwagi dane makroekonomiczne w USA nie sprawiły nieprzyjemnej niespodzianki, choć nie były też idealne. Spadł na przykład wyraźnie wskaźnik koniunktury przemysłowej w rejonie Filadelfii. Rozbieżność z prognozą była uderzająca. Indeks zamiast wzrosnąć z poziomu –17,4  do – 15 pkt. spadł do –24,9 pkt. Rynek jest teraz jednak wyrozumiały i łatwo wybacza gospodarce mniejsze potknięcia licząc na jej odrodzenie w drugim półroczu. Wyprzedzające wskaźniki gospodarki bowiem wzrosły, a sytuacja na rynku pracy nie pogorszyła się.

Mimo spokojnego otwarcia sesji w USA i nawet prób kontynuacji zwyżki indeksy GPW zakończyły dzień niewielką stratą., co należy uznać za zdecydowaną porażkę. Obroty wyniosły 1 mld. zł, sugerując dalszy brak zainteresowania akcjami. Najlepiej wypadły spółki surowcowe, a na drugim biegunie znalazły się banki.

Zdążył już przemówić zastępca Bena Bernanke, Donald Kohn. Zapowiedział szeroko zakrojoną regulację amerykańskiego sektora finansowego. W szczególności zwrócił uwagę na problem systemowego rozwiązanie kwestii zasilania płynnością banków inwestycyjnych oraz zagadnienie monitorowania poziomu ryzyka kredytowego. W bardzo podobnym duchu wypowiedział się dzisiaj także George Soros twierdząc, że kluczowym problemem jest zapewnienie większej kontroli nad ekspansją kredytową, gdyż obecne metody jej ograniczania za pomocą instrumentów monetarnych są niedostateczne. Dostrzegł także potrzebę większej przejrzystości zaangażowania funduszy hedgingowych w operacje lewarowane oraz stworzenie regulowanych rynków obrotu nowymi instrumentami pochodnymi. Zdaniem inwestora po pęknięciu bańki kredytowej kolejny bąbel spekulacyjny powstał na rynku surowców i stwarza osobne zagrożenie.

W świetle tych wypowiedzi widać wyraźnie, że przyszłe zyski sektora finansowego nie będą już tak tłuste jak w ostatnim dziesięcioleciu. Ponieważ stanowią one znaczną część ogólnej puli zysków korporacyjnej Ameryki, wpływ spadku ich dynamiki na wycenę rynku może być znacznie większy, niż się obecnie optymistycznie uważa.

 

 

 


 

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Włodzimierz Uniszewski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Inne / GPW znowu zaprzepaściła szansę na wzrost