Grochem o ścianę

Dariusz Balcerzyk, Wojciech Drzewiecki
opublikowano: 01-08-2013, 00:00

W działalnośćpolskiej motoryzacji zaangażowanych jest kilkaset tysięcy osób, ale jej przyszłość w dużym stopniu zależy od aktywności jednej — ministra finansów.

O tym, że polski rynek motoryzacyjny kuleje już od wielu lat, nie trzeba nikogo przekonywać. Kto nie wierzy, niech spojrzy na statystyki sprzedaży samochodów w Polsce. Ostatni dobry dla rynku rok to… 1999, gdy sprzedano 640 tys. nowych samochodów. Trzynaście lat później już tylko 270 tys.

Tymczasem minister finansów, do którego kompetencji należy stanowienie prawa regulującego zasady i ramy, w jakich działa branża motoryzacyjna, jest głuchy na jej problemy i postulaty. W efekcie sypie się już nie tylko ta jedna dziedzina polskiej gospodarki, ale cały budżet państwa. Rząd właśnie przygotowuje jego nowelizację, zakładającą zwiększenie różnicy między wydatkami a dochodami z 35,6 do 51,6 mld zł. Oczywiście, winny jest, jak zawsze, kryzys, którego oczywiście podczas opracowywania budżetu nie było i nie można go było żadną miarą przewidzieć…

Przykładem grupy podatników, która próbuje głośno, ale bezskutecznie wykrzyczeć dobre rady dla ministra, są przedstawiciele szeroko rozumianej motoryzacji. Krzyczą i przedsiębiorcy, i niezależni eksperci, a przekaz jest do bólu prosty: motoryzacja jest jednym z głównych filarów polskiej gospodarki, zapewnia setki tysięcy miejsc pracy, przynosi miliardowe wpływy z podatków i na całym świecie jest traktowana jako wskaźnik rozwoju i dobrobytu społeczeństwa. Inwestycje motoryzacyjne oznaczają dobrze płatne miejsca pracy dla wysoko wykwalifikowanych pracowników. Sektor motoryzacyjny jest drugi pod względem wielkości w Polsce. To solidny fundament gospodarki — co szósta złotówka w polskim eksporcie pochodzi z tego sektora. Ożywienie polskiego rynku motoryzacyjnego powinno być dla gospodarki priorytetem, bez realizacji którego przemysł motoryzacyjny będzie dla zagranicznych i krajowych inwestorów coraz mniej atrakcyjny, co w konsekwencji negatywnie wpłynie na stan całej naszej gospodarki.

Dlatego dziwi brak zainteresowania Ministerstwa Finansów propozycjami branży, aby dopuścić odliczenie w pełnej kwocie podatku VAT od zakupionych aut firmowych. Gdy poszukuje się budżetowych dochodów, minister finansów lekką ręką rezygnuje ze znacznych dodatkowych wpływów. Choć brzmi to paradoksalnie, propozycja branży jest bowiem znacznie dogodniejsza dla budżetu niż pomysł resortu, by umożliwić odliczenie tylko 50 proc. VAT. Kolejny raz rząd nie bierze pod uwagę rozwiązań i analiz przygotowanych przez ekspertów branżowych, wskazujących na zbyt wysoki koszt wdrożenia projektu opracowanego przez Ministerstwo Finansów w stosunku do uzyskanego efektu. Z przeprowadzonej przez IBRM Samar analizy wynika, że w ciągu pięciu lat obowiązywania przepisów bazujących na derogacji, o którą właśnie ubiega się Ministerstwo Finansów, budżet może stracić nawet 4 mld zł w porównaniu do rozwiązania wskazywanego przez branżę.

Już w pierwszym roku (a więc w 2014) różnica w kosztach dla budżetu między propozycją branży a pomysłem ministerstwa wynosi 0,5 mld zł. Jeśli zaś wziąć pod uwagę konieczność zapłaty VAT przy odsprzedaży używanego samochodu firmowego, wówczas budżet nie poniesie żadnych dodatkowych kosztów w porównaniu do sytuacji z 2012 r. Co więcej, 50-procentowy próg odliczenia VAT dyskryminuje nabywców tańszych aut — do około 54 tys. zł, którzy stracą na derogacji średnio ponad 800 zł. Zyskają zaś właściciele drogich samochodów, przeciętnie ponad 3,3 tys. zł, a ci, którzy nabędą najdroższe auta, cieszyć się będą ze znacznie większych oszczędności.

Umożliwienie, jak chce Ministerstwo Finansów, odliczenia VAT od paliwa to dodatkowy benefit dla przedsiębiorcy i jednocześnie spory koszt dla budżetu. Rozwiązanie, które w żaden sposób nie stymuluje rozwoju rynku. Pod względem podatkowym nie ma bowiem różnicy, czy paliwo znajdzie się w baku nowego czy starego auta. Jeśli już czemuś takie rozwiązanie służy, to tylko rozwojowi szarej strefy. Pozwoli bowiem firmom na wykazywanie kosztów, niekoniecznie w uczciwy sposób. Szczególnie w małych firmach będzie to wyjątkowo łatwe. Każdy przedsiębiorca ma w rodzinie lub wśród przyjaciół właścicieli prywatnych samochodów, którym nie przysługuje odliczenie VAT, ale którzy chętnie pomogą (odpłatnie lub z przyjaźni) w „pompowaniu” firmowych kosztów.

Oczywiście, wprowadzenie rozwiązań proponowanych przez branżę motoryzacyjną nie zmieni nic w tegorocznym budżecie, ale może nieco pomóc w utrzymaniu równowagi budżetów w następnych latach. Może dla odmiany warto wcześniej zadbać o nie, nawet jeśli realizować je będą już zupełnie inni ministrowie.

Dariusz Balcerzyk
Wojciech Drzewiecki

Instytut Badań Rynku Motoryzacyjnego Samar

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Dariusz Balcerzyk, Wojciech Drzewiecki

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu