Grozi nam katastrofa na rynku ziemniaczanym

Wiktor Szczepaniak
opublikowano: 06-02-2007, 00:00

Choć trudno w to uwierzyć, w Polsce może zabraknąć ziemniaków. I to już za dwa-trzy miesiące.

Mniejsze zbiory, niższa jakość, wyższe ceny, więc wiosną będą braki

Choć trudno w to uwierzyć, w Polsce może zabraknąć ziemniaków. I to już za dwa-trzy miesiące.

Zasoby ziemniaków w magazynach szybko topnieją. W ślad za tym ceny mocno idą w górę. Przedstawiciele branży boją się, że wiosną może ich zabraknąć.

Winna pogoda

Katastrofalna sytuacja jest rezultatem wyjątkowo nieudanych zbiorów w 2006 r. Z szacunków GUS wynika, że zebrano ich zaledwie 9 mln ton. Tymczasem średni poziom zbiorów w latach 2000-05 przekraczał 14 mln ton. Producenci narzekają, że ziemniaki są także gorszej jakości, przez co źle przechowują się w magazynach. Powód tych kłopotów to zła pogoda w całym 2006 r. (późna wiosna, długa susza w lecie i wreszcie ulewy po suszy).

— Ubiegłoroczne plony były o blisko 20 proc. niższe od zakładanych, zaś sam surowiec niższej jakości — mówi Jurgen Dissel, dyrektor zarządzający Aviko w Europie Środkowej i Wschodniej.

Producenci frytek są w sytuacji jeszcze bardziej skomplikowanej, gdyż potrzebują ziemniaków wybranych odmian.

— Każdego roku na potrzeby produkcji zawieramy z dostawcami umowy, jednak w ostatnim nie wszyscy nasi kontrahenci byli w stanie się z nich wywiązać. Spowodowało to konieczność zakupu ziemniaków na giełdach rolnych, gdzie ceny dochodzą obecnie do 1,44 zł za kilogram w porównaniu z kilkunastoma groszami w tym samym okresie rok wcześniej — mówi Jurgen Dissel.

Mniej i drożej

Firma ratuje się m.in., importując produkty z fabryk w Niemczech i Holandii, co jednak powoduje znaczący wzrost jej kosztów, a więc także cen sprzedaży (od jesieni 2006 r. o kilkanaście procent).

— Nasi dostawcy twierdzą, że sytuacja jest bardzo trudna. Nie wykluczają oni, że w okolicach kwietnia — maja na rynku zacznie brakować ziemniaków. Sytuacja jest poważna także dlatego że poza Polską, nieurodzaj dotknął prawie całą Europę — mówi Adam Basałaj, prezes Frosty.

— Sytuacja na rynku ziemniaków utrzyma się co najmniej do czasu zbioru nowych plonów. Jednak już dziś wiadomo, że o blisko 20 proc. zmniejszy się także ilość sadzeniaków, co oznacza zmniejszenie areału upraw w tym roku. Mniejszy areał oznacza mniejsze plony i w rezultacie wysokie ceny — mówi Jurgen Dissel.

Andrzej Kiełczewski, prezes giełdowego Pepeesu, apeluje do resortu rolnictwa o pomoc.

— Trudna sytuacja na rynku ziemniaków przełoży się m.in. na wzrost kosztów produkcji. Przemysł w perspektywie krótkoterminowej sobie z tym wahaniem cen poradzi. Najważniejsze, żeby problem nieurodzaju nie powtórzył się w tym roku. Dlatego resort rolnictwa powinien zrobić wszystko, aby wesprzeć plantatorów w uzyskaniu dobrego materiału siewnego, jak również dopłacić do sadzeniaków, których może zabraknąć — mówi Andrzej Kiełczewski.

Aby lepiej zabezpieczyć się na przyszłość, Pepees zamierza obok produkcji skrobi z ziemniaków rozwinąć także produkcję skrobi ze zbóż, ale produkcję zdywersyfikuje dopiero w 2009 r.

Szansa dla ryżu

Jerzy Sidor, prezes Fritaru, zastanawia się, czy w tej sytuacji w Polsce nie zaczną przestawiać się na ich substytuty, jak np. ryż czy kasze. Ktoś straci, ktoś zyska...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Wiktor Szczepaniak

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu