Grube ryby z GPW zachowują spokój

Kamil Zatoński, Karol Jedliński, współpraca EG, KL, KPR
11-08-2011, 00:00

Właściciele giełdowych spółek nie ulegają emocjom. Zapewniają, że w ich firmach sytuacja jest zupełnie inna, niż sugeruje rynek

Zdecydowana większość dużych inwestorów twierdzi, że zachowują spokój i raczej z dystansem obserwują to, co dzieje się na rynkach. Jednocześnie wierzą w spółki, którymi kierują lub których są udziałowcami. Gwałtowną, kilkudziesięcioprocentową przecenę ich akcji w ostatnich dniach uznają za rezultat paniki. "Śpię spokojnie, nie emocjonuję się" — mówi Zygmunt Solorz-Żak. Tego typu opinie wiodących inwestorów nie powinny dziwić. W końcu oni nie zarabiają na handlowaniu akcjami, a ich idące nawet w setki milionów "straty" pozostają oczywiście tylko papierowe. Tak zresztą jak i krótkoterminowe zyski.

Jerzy Mazgaj, akcjonariusz Almy i pośrednio także Vistuli, radzi giełdowym spółkom, by z działaniami stabilizującymi kurs poczekały, aż sytuacja na rynkach się unormuje. Marian Owerko z Bakallandu zastanawia się, czy za jakiś czas nie ruszyć z kolejnym skupem akcji własnych. Inni duzi gracze też raczej obserwują sytuację i nie ruszają na zakupy. Sprzedających zresztą też nie było. W ostatnich dniach pojawiły się zaledwie pojedyncze komunikaty o transakcjach tzw. insiderów. Na giełdach amerykańskich było pod tym względem dużo gorzej. W tygodniu kończącym się 22 lipca relacja liczby walorów sprzedanych do kupowanych przez insiderów wynosiła 13 do 1 — wynika z danych firmy Vickers. Był to najbardziej niedźwiedzi wynik od 1974 r.

Inwestorzy o spadkach

Zbigniew Jakubas: Korzystam z okazji i kupuję

Spółki z pana portfela w ciągu ostatniego miesiąca staniały średnio o kilkanaście procent. Jak pan się z tym czuje?

To oczywiste, że moje samopoczucie jest lepsze, kiedy akcje rosną, ale ja wierzę w fundamenty. Rynek panikuje, a ja się nie martwię, W takich okolicznościach korzystam z sytuacji i dokupuję akcje. Na pewno niczego nie sprzedaję, bo działam długofalowo.

Mówi pan, że fundamenty są silne, ale notowania lecą na łeb, na szyję. Dlaczego tak się dzieje?

Spadki nie są wywołane przez załamanie koniunktury gospodarczej i złe wyniki spółek. Proszę spojrzeć, kto sprzedaje akcje. Przede wszystkim fundusze inwestycyjne i emerytalne, które wysypują je całymi koszykami, bo ich klienci składają zlecenia umorzenia jednostek. Są też drobni inwestorzy, którzy idą w ślady funduszy. Jeśli ktoś sprzedaje tylko z powodu paniki, to ja mu się bardzo dziwię. Oczywiście, na giełdzie wciąż są spółki, które mimo spadków są drogie. Ale te akcje były kupione zbyt drogo, pod wpływem emocji, bez analizy fundamentalnej i technicznej.

Liczy pan, że rozsądek wygra w końcu z emocjami?

Ja jestem bardzo spokojny. We wszystkich moich firmach, giełdowych i pozagiełdowych, mam wzrost przychodów i zysków. Mennica potaniała o 15 proc. Czy ja mam się tym przejmować? A skąd. Wystarczy popatrzeć na jej aktywa, by stwierdzić, że ta spółka ma potencjał wyłącznie wzrostowy. A obecną sytucję trzeba przeczekać...

akcjonariusz Mennicy Polskiej, Energopolu Południe, Polnej i Puław

Roman Karkosik: Duża zmienność to okazja

Giełda to nie piaskownica dla rozkapryszonych, małych dzieci, które płaczą, bo właśnie ktoś im zabrał na chwilę zabawki. By być skutecznym, trzeba mieć stalowy kręgosłup i nie ulegać emocjom. Do gwałtownych zmian kursów powinni się już wszyscy dawno przyzwyczaić. Paradoksalnie, duża zmienność to okazja do równie dużych zarobków. GPW zsuwa się teraz pod ciężarem przestraszonych przez media klientów funduszy inwestycyjnych, którzy umarzają jednostki uczestnictwa.

Po zakończeniu tej fali spodziewam się uspokojenia, a potem odbicia. To czas na rewizję portfeli i selektywny dobór instrumentów oraz akcji. Rynek surowców na światowych rynkach wyraźnie jest w defensywie i nie należy tutaj liczyć na szybkie odrabianie strat. Spodziewam się dobrych wyników spółek po II kwartale i część z nich zostanie nagrodzona wzrostem kursu ale w dłuższej perspektywie.

Ostatnie osłabienie złotego oraz notowania pary euro-dolar są korzystne dla firm z mojego portfela, gdyż większość z nich to duzi eksporterzy do strefy euro. Gwałtowny spadek na GPW to przede wszystkim efekt zagranicznych zawirowań. Nie widzę obecnie czynników, które mogłyby w znacznym stopniu zahamować wzrost PKB w Polsce.

inwestor m.in. Alchemii, Boryszewa, Impexmetalu

Józef Wojciechowski, J.W. Construction:

To problem dla inwestorów o krótkim horyzoncie, a szansa dla tych, którzy są nastawieni na budowanie wartości swojego portfela w dłuższym czasie. W połowie 2008 r. mieliśmy podobny spadek i kurs się podniósł. Myślę, że teraz będzie podobnie.

Marian Owerko: Jestem cierpliwy

Kiedy huśtawka nastrojów się skończy? Dla pana to napad paniki czy kolejne stadium choroby?

Gdybym ja to wiedział, tobym nie handlował bakaliami i płatkami śniadaniowymi, tylko palił cygara w rezydencji w Nowym Jorku.

A strach się panu udziela?

Mocno bałbym się wtedy, gdyby spadki na kursie Bakallandu wynikały ze złych wyników spółki. To nie jest miłe, gdy indeksy spadają co dzień po kilka procent. Wiadomo — fundusze i mniejsi inwestorzy Bakallandu tracą. Obecna sytuacja boli mnie jako prezesa spółki, nie boli jako akcjonariusza, tu jestem cierpliwy i pewny swego.

Może coś optymistycznego?

Pozytywne może być to, że spadki nas nie paraliżują. Być może skorzystamy z pozytywnych aspektów obniżonej ceny walorów spółki. Aktywnie rozważamy różne scenariusze, także ten związany z wykupem własnych akcji, co już nie raz skutecznie przeprowadziliśmy.

prezes i największy akcjonariusz Bakallandu

Jerzy Mazgaj: Nie graj przeciw rynkowi

Alma Market na ostatnich pięciu sesjach staniała

o 20 proc., a Vistula o 30 proc.

Czy w takich chwilach nie zastanawia się pan nad ratowaniem kursów?

Nie, to nie ma sensu. Ratowanie kursu ma sens, gdy się ma lewar bankowy lub akcje stanowią zabezpieczenie. Nie można działać pochopnie, rynek musi znaleźć dno. Właściciel spółki giełdowej może zacząć się zastanawiać, co dalej, dopiero gdy rynek się uspokoi. Nie panikujmy. Trzeba pamiętać o fundamentach, o tym, że spółka żyje, generuje przychody i z miesiąca na miesiąc nic dramatycznego się w niej nie wydarzyło.

To dlaczego lecimy w dół bez kontroli?

To panika. Akcje zaczęły parzyć w ręce. Inwestorzy pozbywają się ich za każdą cenę, jak tylko pokażą się zlecenia kupna. Ale tak bywa. Giełdy zawsze poruszają się od skrajnego przewartościowania do skrajnego niedowartościowania.

A może inwestorów nie obchodzą już dzisiejsze wyniki spółki? Może obawiają się, co będzie za pół roku, rok?

Na pewno tak. Mogą się obawiać, że Polska przestanie być zieloną wyspą. Giełda zawsze wyprzedza wydarzenia. Inwestorzy obserwują rynek w skali makro. Nie ma dla nich znaczenia, że małe i średnie spółki robią swoje, zarabiają. Sprzedaż w Almie w porównywalnych sklepach rok do roku wzrosła o 8 proc., ale w takich chwilach nikt na rynku o tym nie myśli.

Konsumenci obserwują wydarzenia na świecie i stają się coraz bardziej ostrożni. Popyt przesuwa się w stronę tańszych artykułów. Ci, którzy pili kiedyś wino za 100 zł, teraz piją za 50. Ci, którzy pili za 50, piją za 25. Trudno się dziwić. Frank drożeje, raty kredytów rosną. Ludzie to czują. Gdy rata kredytu rośnie o kilkaset złotych, to mają na konsumpcję kilkaset złotych mniej. To jest w tej chwili największe zagrożenie dla popytu. Do błogich, spokojnych czasów łatwo nie wrócimy. Delikatesy Alma odczują spadek popytu w mniejszym stopniu niż inne sieci. Nasz klient jest bardziej zamożny, a sklepy zlokalizowane są w większych miastach, gdzie spadek popytu będzie słabszy.

prezes Almy, przewodniczący rady nadzorczej Vistuli

Andrzej Piechocki: Żołądek ściśnięty, ale oko czujne

Jest źle, ale nie od pana to zależy. Łatwiej się zarządza spółką, wiedząc, że duże spadki na akcjach to wina niewidzialnej ręki rynku?

Łatwiej? Wciąż jest źle, nie wierzę inwestorom, którzy twierdzą, że obecne zamieszanie na rynkach ich nie boli. Przy zjazdach pomaga świadomość, że MNI ma solidne podstawy, a więc obecna wycena spółki to po prostu aberracja.

Szerzej patrząc, inwestorzy z giełdy wycenią pana biznes na dwukrotność EBITDA. Taniocha.

No właśnie, tu zgadzam się z Robertem Gwiazdowskim, zasiadającym w naszej radzie nadzorczej, że obecnie obserwujemy rozjazd między rynkami finansowymi a realną gospodarką. Przecież gdybym chciał sprzedać swój biznes telekomunikacyjny, to transakcyjne wyceny są przynajmniej kilkukrotnie wyższe niż te wynikające ze wskaźników giełdowych.

Odwróćmy więc sytuację. Zrobiło się tanio do większych zakupów?

Być może. Żołądek z nerwów ściśnięty, ale oko bardziej czujne, więc to może być dobry czas na zakupienie kilkuprocentowych pakietów akcji po niskiej cenie. Zakładając, że te spadki są chwilowe. Na razie podstawowa strategia jest prosta: jak się pracowało 10 godzin, to teraz trzeba z 11. Aż wróci spokój.

prezes i współwłaściciel MNI

Zygmunt Solorz-Żak: Długoterminowi śpią spokojnie

Denerwujące jest patrzenie, jak zawierucha na rynkach drenuje pana portfel?

Śpię spokojnie. Nie emocjonuję się. Przecież od miesięcy wiadomo, że na rynkach nie jest za ciekawie.

Spadające kursy Cyfrowego Polsatu czy Biotonu, gdzie jest pan udziałowcem, nie są zmartwieniem?

Nie zajmuję się spekulacją na giełdzie, nie handluję akcjami i nie zamierzam. Jestem inwestorem strategicznym, długoterminowym. Dlatego obecny nawrót paniki na rynku nie powoduje u mnie złych emocji. Kurs tej czy innej spółki w krótkim okresie nie ma znaczenia. Nie zamierzam więc też nagle wpływać na kursy giełdowych aktywów z mojego portfela. To nie pierwszy kryzys, jakiego jestem świadkiem w mojej biznesowej historii.

I pewnie kredytu we frankach też pan nie ma?

Nie mam.

udziałowiec m.in. Cyfrowego Polsatu i Biotonu

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Kamil Zatoński, Karol Jedliński, współpraca EG, KL, KPR

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Waluty / Grube ryby z GPW zachowują spokój