Grudniowe żniwa czas zacząć

Małgorzata Grzegorczyk
opublikowano: 19-12-2005, 00:00

Zaczyna się najlepszy w roku tydzień w branży zabawek. Na co dzień producenci nie mają łatwego życia, ratując się eksportem.

Jeszcze nie kupiłeś prezentu dla swojego dziecka (wnuka)? Nie jesteś sam, a na zasobność twojego portfela czekają firmy i dystrybutorzy zabawek. Ci tak naprawdę dopiero dziś rozpoczynają sezon, który skończy się w Wigilię.

— W tym roku zaczyna się później niż zwykle, ale jest jak wulkan — twierdzi Lidia Hedzielska, dyrektor handlowy Trefla, największego w Polsce producenta puzzli z Gdyni.

Wąż w kieszeni

Erupcja wulkanu nastąpi po kilku ciężkich latach. Według szacunków organizacji branżowej NPD Europe, w 2003 r. (nie ma nowszych danych) średnie roczne wydatki na dziecko wynosiły w Europie Wschodniej 50 EUR (zabawki plus gry wideo), a w Europie Zachodniej 121 USD.

— Poprzednie dwa lata były chude, ale rynek zaczął rosnąć — ocenia Robert Podleś, prezes COBI, producenta klocków konstrukcyjnych, oraz szef Polskiego Stowarzyszenia Branży Zabawek i Artykułów Dziecięcych.

Tyle że nie ma zbyt dużych perspektyw.

— Rynek nie będzie rósł, bo chociaż społeczeństwo się bogaci, to spada przyrost naturalny — sądzi Dorota Całka z działu marketingu w Smyku, największej w Polsce sieci handlującej artykułami dla dzieci (34 sklepy).

Oprócz „skąpych” rodziców krajowym producentom zabawek szkodzą sieci handlowe.

— Właściwie nie tyle sieci, ile nierzetelni pracownicy. Dowiadują się, jaki towar chcemy sprzedawać w promocji, i sprowadzają tańszy odpowiednik. Albo każą sobie płacić za miejsce na półce, a potem nagle towar jest przekładany w gorsze miejsce. Poza tym duże sieci importują własnymi kanałami zabawki, które często nie spełniają podstawowych wymogów — skarży się anonimowo producent spod Częstochowy.

Panowie, wychodzimy!

Polscy producenci bronią się przed płytkim rynkiem w jedyny rozsądny sposób — eksportem.

— Praktycznie każdy liczący się producent jest obecny za granicą. Nie ma ich jednak tak wielu. Oceniam, że w Polsce działa ponad tysiąc firm zabawkowych, z czego tylko kilka zatrudnia ponad 100 osób, a duża większość do 5 pracowników — mówi Robert Podleś.

Jego firma w pierwszym kwartale przyszłego roku otworzy drugi zakład w Mielcu i zwiększy moce produkcyjne o 50 proc., bo zamierza podwoić eksport. Trefl chce w ciągu najbliższych 3-5 lat osiągnąć pozycję numer dwa wśród producentów puzzli w całej Europie.

Kilku dużych

Jednak choć polscy producenci bez kompleksów zdobywają zagraniczne rynki, to nie są doceniani w kraju. W Smyku polskie wyroby stanowią 5 proc. towarów, Car- toon Planet współpracuje tylko z pięcioma polskimi producentami.

— Jest kilku liczących się krajowych producentów zabawek. Mamy też oczywiście wielu małych producentów, ale ich potencjał nie jest na tyle duży, aby mogli zaopatrywać duże sieci handlowe — tłumaczy Dorota Całka.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Małgorzata Grzegorczyk

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy

Puls Biznesu

Puls Inwestora / Grudniowe żniwa czas zacząć