Grupa skierniewicka to wymysł mediów

KL
opublikowano: 22-06-2007, 00:00

Kontrowersyjny inwestor nie chce więcej kłopotów z prawem. I przekonuje, że grupa skierniewicka to dziennikarska kaczka.

Kontrowersyjny inwestor nie chce więcej kłopotów z prawem. I przekonuje, że grupa skierniewicka to dziennikarska kaczka.

Maciej Niebrzydowski jest osobą budzącą wiele emocji. Zarówno pozytywnych, jak i negatywnych. Drobni gracze na pojawienie się Elżbiety Sjöblom, jego matki, w akcjonariacie spółek odpowiadają hurraoptymizmem. Jednak jego nazwisko pojawiało się wielokrotnie w mediach w związku z tzw. grupą skierniewicką. Interesują się nim nie tylko media i inwestorzy. Jego transakcje bada Komisja Nadzoru Finansowego (KNF) i prokuratura. On sam uważa, że atmosfera wokół niego jest przede wszystkim wynikiem niekorzystnych zbiegów okoliczności.

— Grupa skierniewicka to wymysł. Nic takiego nie istnieje — mówi Maciej Niebrzydowski.

Według niego, legenda grupy opiera się na prostym fakcie, że w Skierniewicach istnieje tylko jedno biuro maklerskie.

— Wszyscy się tam znali, bo był to pokoik dwa metry na dwa, a w kącie makler. Łatwo było usłyszeć, jakie kto składa zlecenia. Cóż w tym dziwnego, że ktoś kupował te same akcje co ja? — pyta inwestor.

Wśród giełdowych graczy wiele wątpliwości budzi to, że Maciej Niebrzydowski nie inwestuje pod własnym nazwiskiem.

— To pieniądze mamy i ona jest właścicielką akcji. Ja tylko nimi zarządzam. Ważniejsze decyzje w przypadku dużych inwestycji podejmujemy wspólnie. Nie ma powodu, by to zmieniać — tłumaczy Maciej Niebrzydowski.

Decyzja ta nie ma nic wspólnego z problemami z KNF, choć inwestor uważa, że komisja zbyt mocno chce regulować rynek. Nam opowiada, jak doszło do transakcji, które badają komisja i prokuratura.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: KL

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu