Gwóźdź do trumny polisolokat

Resort finansów chce, by klienci wiedzieli, jaką prowizję dostanie pośrednik, który sprzeda im polisę inwestycyjną. Ubezpieczyciele złożyli broń

Niesławne „polisolokaty” nie są już w mediach ubezpieczeniowym tematem nr 1, wyparły je podwyżki cen polis dla kierowców. Odium związane z agresywną sprzedażą ubezpieczeń inwestycyjnych, która doprowadziła do wybuchu afery, pozwów zbiorowych i interwencji UOKiK, wciąż jednak wisi nad firmami.

Branża wynegocjowała porozumienie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), kierowanym przez Marka Niechciała (z prawej). W marcu w resorcie Zbigniewa Ziobry ruszyły prace grupy roboczej ds. „polisolokat”.
ARC

Ministerstwo Finansów (MF) właśnie szykuje zmianę w prawie, która może całkowicie wyrugować tę grupę produktów z polskiego rynku — chce, by klienci wiedzieli, jakie wynagrodzenie dostanie pośrednik za sprzedanie im polisy inwestycyjnej. Taki zapis znalazł się w projekcie ustawy o dystrybucji ubezpieczeń, nad którym pracuje resort.

Kara za prowizję

W okresie największego boomu na sprzedaż „polisolokat” prowizje pośredników, którzy oferowali tego typu produkt, poszybowały w górę. Sięgały nawet 100 proc. składki, którą klient wpłacił w pierwszym roku inwestowania. Dlatego ubezpieczyciele srogo karali klientów, którzy chcieli w ciągu kilku pierwszych lat wycofać zgromadzone pieniądze — nawet utratą całości.

„Zobowiązanie dystrybutorów ubezpieczeń do przedstawiania informacji o wysokości kosztów prowizji związanych z umowami ubezpieczenia o charakterze inwestycyjnym ma na celu zwiększenie transparentności sprzedaży oraz zapobieganie zjawisku misselingu” — uzasadnia propozycję MF.

— Ujawnienie wysokości prowizji będzie kolejnym elementem, który ograniczy sprzedaż tego typu produktów — ocenia Piotr Czublun, partner w kancelarii prawnej Czublun Trębicki. Jego zdaniem, erozja sprzedaży polis inwestycyjnych trwa już od kilku lat. Przyczyniło się do niej nie tylko nagłośnienie zagrożeń, ale także wiele zmian regulacyjnych, które miały poprawić sytuację klientów. Najważniejszą wprowadziła ustawa o działalności ubezpieczeniowej, która zakazała wypłaty pośrednikowi całej prowizji z góry i znacząco ułatwiła klientom odstąpienie od umowy.

Przegrana sprawa

Zmierzch „polisolokat” widać w wynikach ubezpieczycieli życiowych. O ile jeszcze w 2012 r. zebrali ponad 36 mld zł składek, o tyle w ubiegłym roku ich przypis spadł poniżej 24 mld zł. W ciągu zaledwie pięciu lat z rynku wyparowało więc 12 mld zł składek, za co odpowiadają głównie ubezpieczeniowe produkty inwestycyjne. Branża ubezpieczeniowa zdaje sobie sprawę, że w kwestii „polisolokat” niewiele już może zrobić. Dlatego Polska Izba Ubezpieczeń (PIU) nie protestuje ostro przeciwko pomysłowi resortu finansów. Proponuje tylko uszczegółowienie informacji trafiających do klienta.

— Lepszym rozwiązaniem byłoby informowanie o pełnym koszcie dystrybucji ubezpieczenia. Samo wynagrodzenie pośrednika jest zależne od wielu czynników, więc często nie ma możliwości poinformowania klienta o kwocie przyporządkowanej do danej umowy — mówi Marcin Tarczyński, analityk PIU. Ubezpieczyciele, zamiast płakać nad rozlanym mlekiem, starają się odnaleźć w erze „postpolisolokatowej”.

Dla niektórych sprzedaż produktów inwestycyjnych stanowiła ważną część biznesu. Uwaga branży jest zwrócona w kierunku produktów ochronnych i łączenia ich z elementami inwestycyjnymi. — Niestety, praktyki z przeszłości negatywnie wpłynęły na postrzeganie wszystkich produktów ubezpieczeniowo-inwestycyjnych. Są jednak klienci zainteresowani połączeniem inwestycji z ochroną. Dotyczy to zwłaszcza osób, które nie mają doświadczenia w inwestowaniu i chcą sobie zapewnić spokój ducha — mówi Borys Kowalski, dyrektor aktuarialny w Pramerice Życie.

Adam Burchat, który odpowiada za produkty inwestycyjne w Nationale- -Nederlanden, podkreśla, że rozwój takiej oferty po stronie ubezpieczycieli to odpowiedź na potrzeby klientów. — Z naszych obserwacji wynika, że przejrzyste polisy ubezpieczeniowe z elementem inwestycyjnym cieszą się zainteresowaniem klientów — mówi Adam Burchat.

Nieliczne towarzystwa próbują innych sposobów. Słowacki ubezpieczyciel Novis od lutego sprzedaje polisy inwestycyjne przez internet, a Prudential zmodyfikował klasyczne ubezpieczenia na życie i dożycie (tzw. endowment) tak, że przypominają polisy z funduszem kapitałowym. Zdaniem Piotra Czubluna, rynkową lukę po ubezpieczeniach mogą zapełnić fundusze inwestycyjne, wykorzystując marketingowo fakt, że nie płacą prowizji pośrednikom.

Porozumienie w cieniu prokuratury

W ubiegłym roku ubezpieczyciele zrobili wszystko, żeby polisy inwestycyjne nie stały się narzędziem w rękach polityków. Branża wynegocjowała porozumienie z Urzędem Ochrony Konkurencji i Konsumentów (UOKiK), kierowanym przez Marka Niechciała (z prawej). Na jego mocy 800 tys. posiadaczy „polisolokat” może wycofać z nich pieniądze bez straty (wcześniejsze działania UOKiK „uwolniły” 600 tys. klientów). Sprawa wydawała się zamknięta, pod koniec roku jednak niespodziewanie zainteresowało się nią Ministerstwo Sprawiedliwości. W marcu w resorcie Zbigniewa Ziobry ruszyły prace grupy roboczej ds. „polisolokat”. Celem jest wypracowanie rozwiązań legislacyjnych, które mają m.in. ułatwić klientom walkę sądową z ubezpieczycielami. Prokuratura Krajowa przeprowadziła także kwerendę w sprawie postępowań związanych z „polisolokatami” i wiele z nich otworzyła na nowo. [FOT. WM, GK]

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Mariusz Gawrychowski

Polecane