Handlowy przekręt w Hucie Stalowa Wola - prasa "SN"

Polska Agencja Prasowa SA
opublikowano: 22-02-2006, 07:17

Pięć żółtych maszyn wyprodukowanych w Hucie Stalowa Wola rozpłynęło się jak we mgle. Straty firmy szacowne są już na kwotę 1,5 mln zł. Nie ma jej jednak od kogo wyegzekwować, bo odbiorca maszyn, spółka Dainong Polska, najprawdopodobniej już nie istnieje.

Pięć żółtych maszyn wyprodukowanych w Hucie Stalowa Wola rozpłynęło się jak we mgle. Straty firmy szacowne są już na kwotę 1,5 mln zł. Nie ma jej jednak od kogo wyegzekwować, bo odbiorca maszyn, spółka Dainong Polska, najprawdopodobniej już nie istnieje. I choć tarnobrzeska prokuratura prowadzi w tej sprawie śledztwo, a ludzie związani z transakcją nie są anonimowi, to szans na odzyskanie przez HSW pieniędzy raczej nie ma - informują "Super Nowości"..

    Huta Stalowa Wola, największy polski producent maszyn budowlanych, nie narzeka na nadmiar klientów. Nie może więc dziwić, że każdego potencjalnego nabywcę ładowarek czy spycharek wita się w Stalowej Woli z otwartymi ramionami. Czasem jednak taka otwartość może sporo kosztować. Nawet 1,5 miliona złotych.

    Mechanizm, który umożliwił handlowy przekręt, jest dobrze znany policjantom i prokuratorom. Oto odbiorca przez szereg miesięcy, a nawet lat, kupuje towary i płaci za nie w terminie. Sprzedawca, przekonany w ten sposób co do wiarygodności handlowego partnera, przystaje na sprzedaż z tzw. odroczonym terminem płatności. Firma-oszust odbiera większą ilość towaru, ale zamiast po pewnym czasie uiścić należność, rozpływa się jak we mgle.

    Tak właśnie "rozpłynęła się" spółka Dainong Polska, która przez kilka lat była stałym i solidnym odbiorcą stalowowolskich maszyn i części zamiennych. Przestała nim być na wiosnę 2004 roku, gdy nie uiściła blisko 1,3 ml zł za pięć odebranych ze Stalowej Woli ładowarek. Huta na próżno starała się o odzyskanie należności, które obecnie wraz z odsetkami wynoszą już blisko 1,5 mln zł.

     Wystawiony niegdyś przez Dainonga weksel in blanco okazał się bez pokrycia, a komornik, któremu sąd nakazał ściągnięcie należności z majątku dłużnika, nie mógł tego uczynić, bo nie odnalazł jego siedziby.

    Dziś Dainong Polska prawdopodobnie już nie istnieje. Spółki nie ma co szukać w jej pierwszej siedzibie, w Łowiczu przy ul. Blich 36. Nikt o niej nie słyszał także w Warszawie ani w Katowicach, gdzie miała się mieścić jej ostatnia siedziba. Poszukiwaniem tajemniczej spółki zajmuje się obecnie Prokuratura Okręgowa w Tarnobrzegu. Ale prokuratorów zajmuje nie tylko to, zastanawiają się oni bowiem, czy przestępstwa nie popełnili również stalowowolscy handlowcy, którzy odpowiadali za kontakty i kontrakt ze spółką Dainong. Jak udało się nam ustalić, osoby te straciły pracę w HSW.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Polska Agencja Prasowa SA

Polecane