Hans Klos? Nie, Romuald

Agnieszka Kobylińska, Monika Witkowska
opublikowano: 19-03-2004, 00:00

Codziennie o siódmej rano zaczynaliśmy zdjęcia od nabożeństwa. Gibson był ministrantem.

Pierwszego dnia na mszy pojawił się Jezus: opuchnięta twarz, okrwawione szaty. Miałem łzy w oczach. Wtedy on się do mnie odwrócił i powiedział: „I love you” — wspomina Romuald Kłos.

„Puls Biznesu”: Jak Pan dostał rolę w „Pasji” Mela Gibsona?

Romuald Kłos: Miałem całą historię „miłosną” z Gibsonem... Nie brałem udziału w castingu. Mój włoski znajomy powiedział mi, że w starochrześcijańskiej bazylice w Rzymie Mel Gibson przesłuchuje aktorów. Poszedłem tam. Rzeczywiście, w starych wnętrzach przy aluminiowo-szklanym, supernowoczesnym stole, siedział Gibson i prowadził przesłuchania. Wyglądał jak z filmu science fiction. Podałem jego sekretarce moje zdjęcie. A ona podała jemu. Obejrzał. I od razu zaproponował mi małą rolę. To było trzy miesiące przed początkiem zdjęć.

Czy miał Pan zagrać dowódcę oprawców?

Nie, to był jakiś niewiele znaczący epizod. Pomyślałem: lepsze to niż nic, ale miałem apetyt na coś większego. Przesłałem mu kasetę z filmem „Ballada o czyścicielach szyb” — grałem tam jedną z głównych ról.

To ten film o polskich emigrantach we Włoszech, w którym zagrała Agata Buzek?

Tak, moją filmową córkę, która na skrzyżowaniach myje szyby samochodowe. Kiedy Gibson film zobaczył, zaproponował mi większą rolę: szefa biczowników Chrystusa. Postać była dość ważna, bo zostałem wymieniony w liście castingowej. Romuald Klos, bo „ł” nie ma w angielskim alfabecie, jest siódmy na liście obsadowej — po Piłacie i Abenaderze.

Jak Gibson zachowywał się na planie?

Z każdym porozmawiał, od każdego chciał się czegoś dowiedzieć. Nie szkoda mu było czasu ani dla aktorów, ani dla statystów. Ważne dla niego było, aby w „Pasji” nie grały znane twarze, by nie kojarzyć postaci filmowych z jakimś popularnym serialem. Zgromadził międzynarodową ekipę aktorską: Piłata i Józefa zagrali Bułgarzy, matkę Jezusa — rumuńska aktorka Maia Morgenstern, Marię Magdalenę — włoska gwiazda Monica Bellucci. Wśród statystów znaleźli się ludzie z różnymi życiorysami — na przykład mężczyzna, o którym wiedzieliśmy, że był chory na AIDS. Gibson pół godziny słuchał jego opowieści o chorobie. Nie wiem, czy było mu to potrzebne z punktu widzenia człowieka czy reżysera... Najwięcej rozmawiał, rzecz jasna, z Jamesem Caviezelem — amerykańskim aktorem, który grał Jezusa. Ale któregoś razu, gdy do nich podszedłem, okazało się, że oni się modlą, a nie rozmawiają. Odmawiali różaniec. A z drugiej strony — Gibson był perfekcyjnie przygotowany do zdjęć. Zawodowiec. Na planie nie marnował czasu.

Jaki był budżet filmu?

Zaledwie 25 milionów dolarów. To właściwie nic w przypadku historycznego filmu o takiej skali... Czasami na planie było 100, a nawet 150 statystów — biczowników, żołnierzy rzymskich, mieszkańców wioski, faryzeuszy. Faryzeusze mieli zakontraktowane 20 dni pracy, pracowali — 60... Dla nich wszystkich potrzeba było kostiumów. Do filmu zbudowano dekoracje: pałac Piłata, dziedziniec, gdzie biczowano Jezusa, salę faryzeuszy i wioskę, przez którą Jezus niósł krzyż. W sumie krzyży było ponad 30. Niektóre puste w środku, inne ciężkie, wypełnione świecącymi przewodami, które nawet nie wiem, do czego służyły.

Podczas kręcenia panowała dyscyplina, na luzie był jedynie Gibson, ale to jego styl pracy. Wiedział, czego chce. Podczas sceny biczowania — kiedy nie był zadowolony z tego, co robią aktorzy —sam złapał kij i uderzył. Może ten jego zapał i determinacja sprawiły, że aktorzy tak wczuli się w rolę? Zaczęli żartować z Jezusa, szydzić z niego, opluwać go. Tego nie było w scenariuszu.

A jak Gibson płacił aktorom? Czy stawki były hollywoodzkie?

Oszczędności szukano wszędzie. Aktorzy zarabiali grosze. Gibson, który wyłożył na „Pasję” własne pieniądze, by zdobyć środki na film, zagrał Mad Maxa za miliony dolarów... James Caviezel i Gibson nie otrzymywali honorariów, są na procencie od zysków z dystrybucji filmu. Ale „Pasja” świetnie się sprzedaje. W USA przez pierwszy tydzień zarobiła 212 milionów dolarów! Więcej niż dotychczasowy rekordzista — III część „Władcy Pierścieni”.

Ci, co zagrali w „Pasji”, mają zapewnioną pracę na wiele lat. Zagrać u zdobywcy Oscara (za „Waleczne serce” — przyp. red.), to otwiera drogę wszędzie. Już dostałem propozycje z Londynu; myślę, że skończy się w Hollywood!

Podobno należał Pan do ulubieńców Gibsona?

Często powtarzał moje imię — tak mu się spodobało: Romuald to, Romuald tamto... Z każdą sprawą mogłem się do niego zwrócić. Charakteryzatorzy chcieli, bym grał w hełmie na głowie; miałem przygotowany taki typowy, jaki nosili rzymscy żołnierze, z charakterystycznymi metalowymi osłonami na policzki. Ale wtedy nie byłoby widać mojej twarzy. A tego nie chciałem. Wiedziałem, że ten film będą oglądać setki tysięcy, a może nawet miliony widzów. Powiedziałem Gibsonowi, że żołnierzowi mogło być za gorąco w hełmie i mógł go zdjąć. Mimo że graliśmy w zimie — nawet przy minusowej temperaturze — akcja rozgrywa się przecież w czasie upałów.

Grał Pan w najbardziej okrutnych, sadystycznych scenach kaźni Jezusa. Jak je realizowano?

Mieliśmy najlepszych fachowców od charakteryzacji i makijażu na świecie! Charakteryzacja Caviezela trwała 7 do 10 godzin, zaczynała się o drugiej w nocy, żeby na rano aktor był gotowy. W najtrudniejszych scenach Caviezela zastępowało dwóch dublerów i kaskader. Ale nie we wszystkich. Aktor wiele dni zdjęciowych spędził, wisząc na krzyżu. Był o krok od śmierci, gdyż w pobliżu jego krzyża na Golgocie uderzył piorun. Nic mu się nie stało. Wtedy nabraliśmy przekonania, że Bóg nad nami czuwa.

Czy sceny biczowania nakręcono z użyciem efektów komputerowych?

W tym filmie wszystko jest naturalistyczne. Bardzo rzadko uciekano się do efektów komputerowych. Kolejne pręgi od uderzeń na plecach Jezusa dorysowywano komputerowo... Biliśmy biczami, które miały — zamiast rzemieni — płócienne pasy. Jest taka scena, kiedy mówię do oprawców: „Zmieńcie bicze na haki!”. Gibson pokazał, jak mamy zakrywać rękami twarze przed kawałkami mięsa, które latają w powietrzu. Jezus w tej scenie został zamieniony w kotlet mielony. Kilkanaście godzin charakteryzatorzy robili Caviezelowi dziurę w boku, która powstała po wyrwaniu ciała hakiem.

Czy to nie grzech grać oprawcę Jezusa? Czy Panu to się nie śni po nocach?

Jezus umarł na krzyżu, by odkupić grzechy wszystkich ludzi. Modlił się nawet za oprawców mówił: „Wybacz im, Ojcze, bo nie wiedzą, co czynią”. Ten film powstał, by przypomnieć ludziom o wielkiej ofierze, którą złożył za nas Chrystus.

Niektóre środowiska żydowskie twierdzą, że „Pasja” może wzniecać nastroje antysemickie. Bo Żydów w tym filmie ukazano jako krwiożerczy tłum, wymuszający na Piłacie kaźń Jezusa. Czy taki był zamysł Gibsona?

Oparł się na przekazach zawartych w ewangeliach. Film ma mówić o miłości, a nie nienawiści. Że Jezus tak ukochał ludzi i za nich umarł na krzyżu... Nie można nikogo oskarżać o zabójstwo Jezusa, bo Jezus żyje. A ci, co go ukrzyżowali? Taki był plan Boga. Ludzie byli tylko wykonawcami...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Agnieszka Kobylińska, Monika Witkowska

Być może zainteresuje Cię też:

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy