Hejnowska: Francja jest krajem braterstwa, nie równości

aktualizacja: 12-03-2018, 15:29

Rozmowa z Anielą Hejnowską, international vicepresident Groupon

Francja wydaje się krajem z definicji równym, w końcu „równość” to hasło wyryte obok wolności i braterstwa na wszystkich niemal merostwach. O tym, że jest inaczej opowiada Polka, która doszła do najwyższych stanowisk w jednej z międzynarodowych korporacji.

Zobacz więcej

Rozmowa z Anielą Hejnowską, international vicepresident Groupon

Marcin Dobrowolski: Jesteś we Francji już od kilku lat, więc zgromadziłaś sporo doświadczeń. Jak Francuzi reagują na kobietę, Polkę, matkę na tak wysokim stanowisku?

Aniela Hejnowska: To bardzo dobre pytanie dlatego, że wśród prezesów firm z CAC40, czyli największych francuskich spółek giełdowych jest tylko jedna kobieta i to dopiero od 2016 r. Kieruje firmę energetyczną Engie. Nie ma więcej kobiet CEO, dlatego gdy pojawiam się na spotkaniach networkingowych lub konferencjach, to jest to zawsze zaskoczenie. I to dwojakie, bo jestem prezesem bardzo dużej spółki e-commerce i do tego Polką.

Francja jest krajem o wysoko rozwiniętej gospodarce i kulturze demokracji. Republika oparta jest na hasłach wolności, równości i braterstwa, dlatego możemy się spodziewać pełnej równości płci także w biznesie. Czy tak jest?

Jak najbardziej. I to słowo „braterstwo” jest kluczem. Dlatego gdy spojrzymy na strukturę wyższych stanowisk menedżerskich i liczbę zajmujących je kobiet, to zauważymy, że dopiero w czasie ostatnich dwóch - trzech lat zaczęły je zajmować panie, dlatego, że zaczęły wchodzić kwoty w radach nadzorczych i zarządach. Natomiast ten odsetek jest jednym z najniższych w Europie, teraz na poziomie bodajże 7 proc. To zaskakujące, jeżeli weźmiemy pod uwagę, że Francja jest dosyć liberalna pod względem roli przypisywanej kobiecie w społeczeństwie.

Tutaj bardzo szybko kobiety wracają do pracy po urodzeniu dziecka i urlopach macierzyńskich. Świetnie rozwinięta jest infrastruktura żłobków i przedszkoli, nie ma jak Niemczech czy Skandynawii presji społecznej by w ciągu pierwszego roku życia dziecka matka pozostawała z nim w domu. Efekt jest więc zaskakujący. 

Rozmawiałam ostatnio z menedżerką, która spędziła 25 lat w międzynarodowej korporacji, we Francji. Chciałam zrozumieć dlaczego ten kraj nie przoduje w rankingach niwelowania tzw. gender gap. Powiedziała mi, że wynika to z konserwatyzmu, jeżeli chodzi o normy społeczne. Była to też zresztą konkluzja World Economic Forum w Davos. Odbyła się tam debata poświęcona temu, dlaczego w ciągu ostatnich dwóch lat gender gap powiększa się, zamiast pomniejszać jak działo się od 2006 r. Uczestniczący w dyskusji eksperci doszli do wniosku, że główną przeszkodą w niwelowaniu różnic między płciami są przyswojone i niekwestionowane w tym momencie normy społeczne. A także modele mentalne, w których funkcjonujemy, zakładające, że istnieje niezmienialny podział obowiązków domowych i zawodowych. We Francji nadal to funkcjonuje, ponieważ wciąż jest to społeczeństwo mocno zhierarchizowane. 

Czy to znaczy, że przyjeżdżając do Francji widziałaś różnice na korzyść Polski?

Jak najbardziej! Zaczęłam się też zastanawiać dlaczego tak jest, bo nigdy w Polsce tego głębiej nie analizowałam, wręcz uważałam, że sytuacja jest zła. Gdy brałam udział w inicjatywach na rzecz zmiany roli kobiet, to często słyszałam, że nie uczestniczymy w wystarczającym stopniu w życiu ekonomicznym i politycznym. Natomiast gdy przyjechałam do Francji to stwierdziłam, że w Polsce nie jest tak źle. Myślę, że to wynika, paradoksalnie, z komunizmu. Bo komuna i te wszystkie hasła o kobietach na traktorach wyrównały szanse kobiet w kontekście norm i tego co jest dozwolone i akceptowane przez społeczeństwo. 

W Wielkiej Brytanii zauważalny jest wyraźny podział na klasy. Osoby pochodzące z konkretnych środowisk, wychowywane razem od dzieciństwa w zamkniętych szkołach z internatem nie tylko trzymają się razem, ale zamykają dostęp do wysokich stanowisk osobom z zewnątrz. Czy jest to widoczne w równie bogatej Francji?

Absolutnie nie. Tutaj widoczny jest wielki nacisk na edukację. Podobnie jak w USA, gdzie widoczna jest fiksacja na to, jaki skończyłeś uniwersytet, czy on był w ivy league. Kwestia tego czy skończyłeś którąś z trzech najważniejszych szkół we Francji warunkuje twój dalszy przebieg kariery. W Polsce nie jest to tak widoczne. Możesz skończyć dowolną szkołę i tak długo jak masz odpowiednie kompetencje i ciekawe doświadczenia to ciebie nie dyskwalifikuje.

Jednym z moich pierwszych doświadczeń kiedy we Francji rekrutowałam menedżerów wysokiego szczebla była rozmowa z dyrektorką HR. Na kolejnym etapie rekrutacji pokazywałam jej CV jednego z preferowanych przez mnie kandydatów, na co ona reagowała słowami „Czy widziałaś jaką on skończył szkołę? Przecież on skończył szkołę w Lyonie!” Jasno dała mi do zrozumienia, że z jej punktu widzenia jest to dyskwalifikujące. Ja przeforsowałam jednak zatrudnienie tego człowieka i jest on jednym z najlepszych pracowników naszej firmy. Można więc walczyć z tymi stereotypami, jednak są one mocno wbudowane w model myślenia. 

Odpowiadasz również za rynek Zjednoczonych Emiratów Arabskich. Jak wygląda polityka równościowa w waszej spółce w Zatoce Perskiej?

To bardzo ciekawe, bo w Dubaju pracuje 98 proc. expatów. Na pewno gdybyśmy spojrzeli na społeczeństwo lokalne Arabów w ZEA, to odsetek pracujących kobiet byłby tam bardzo mały. Ze względu jednak na międzynarodowe środowisko w firmie mamy równy podział na kobiety i mężczyzn na menedżerskich stanowiskach. Nie ma problemu dyskryminacji płci i nie ma tam takiej debaty, bo tam ludzie przyjeżdżają tylko do pracy. 

W Polsce byłaś wielokrotnie nagradzana, stawiano cię za wzór, uczestniczyłaś w programach wspierania przedsiębiorczości kobiet. Które z tych narzędzi uważasz dziś za najskuteczniejsze?

Za najskuteczniejsze uważam moje doświadczenie mentoringowe. I to nie w przypadku gdy ja występuję jako mentor, lecz jako osoba, która jest prowadzona. W 2011 r. uczestniczyłam w drugiej edycji programu Vital Voices gdzie moją mentorką była Marynika Woroszylska-Sapieha będąca wówczas CEO Sanofi Aventis. To doświadczenie było dla mnie niebywale cenne i ważne, bo pokazało mi jak wspaniałe jest mieć manedżerkę z tak bogatym doświadczeniem, do której mogę zwrócić się z ważnymi pytaniami. I to nie tylko na temat rozwoju swojej kariery, ale też rozterek związanych z własnymi decyzjami jako szefa, których nie chcemy omawiać z przełożonym. To co dla mnie było bardzo ważne w mentoringu to również dostrzeżenie nieco innego sposobu zarządzania przez kobiety. On jest nieco bardziej angażujący, ale nie oznacza, że faceci nie angażują pracowników tylko, że kobiety dają więcej przestrzeni innym do wykazania się. Ja trochę generalizuję, ale wydaje mi się, że kobiety w swoim stylu zarządzania są bardziej empatyczne i nastawione na to, żeby wszyscy mogli się wykazać i zaprezentować swoje najlepsze cechy. Poza tym miałam szansę być z moją mentorką przez cały dzień pracy na wszystkich spotkaniach. Ciekawe było to, że niezależnie od branży, działanie sprowadza się do tego samego – aby podejmować dobre decyzje i mieć dobrych ludzi na właściwym miejscu. 

Słuchając tego żałuję, że nie ma takich zdrowych, oficjalnych programów mentoringowych dla facetów. Przynajmniej ja o nich nie słyszałem. Może są, ale może mężczyźni boją się o nich mówić?

Myślę, że się nie boją. Uważam też, że teraz te nasze rozmowy o równości i równouprawnieniu muszą zdecydowanie mocniej angażować męską część populacji bo bez niej zmiana norm społecznych będzie niemożliwa. 

Wywiad jest częścią kolejnego podcastu Marcina Dobrowolskiego z cyklu #PBdoSłuchania:

  

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Marcin Dobrowolski

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Hejnowska: Francja jest krajem braterstwa, nie równości