Henri Jayer przegonił sąsiadów

Weronika A. Kosmala
opublikowano: 17-08-2015, 22:00

Nie jest zaskoczeniem, że cenowy wyścig na rynku wina ostatecznie rozgrywa się w Burgundii, ale może dziwić, że tym razem DRC go nie wygrało.

Imię i nazwisko Henriego Jayera pojawiają się na etykietach dwóch z trzech najdroższych win świata, wynika z najnowszych danych branżowego portalu Wine-Searcher. Po zbadaniu transakcji około 55 tys. pośredników z różnych krajów, na prowadzenie wysunęła się warta średnio ponad 15 tys. USD (56 tys. zł) butelka różnych roczników Henri Jayer Richebourg Grand Cru. DRC natomiast, czyli Domaine de la Romanée-Conti, to skrót, który tradycyjnie już utożsamiany jest z cenowym pierwszym miejscem — tym razem jednak, ze średnią 13,3 tys. USD (50 tys. zł) za butelkę, zapis pojawia się w tabeli jako drugi, chociaż różnica i tak nie jest zbyt wielka.

Trzecią lokatę zajmuje ponownie dzieło Jayera, określane bez podawania pełnej nazwy jako Cros Parantoux, którego standardowa ilość kosztuje około 8,8 tys. USD (33 tys. zł). Bliskość przodujących w zestawieniu winnic nie ogranicza się zresztą do podobnej półki cenowej, ale ma też wymiar geograficzny, bo — jak można było się spodziewać — tereny należące do wymienionych producentów ze sobą sąsiadują. Pozycja całego regionu również nie należy do informacji niespodziewanych, dlatego że podliczając wyniki całego rankingu, 7 z 10 najdroższych win jest burgundzkich, podobnie jak 40 z 50, przyjmując to samo kryterium.

Setki procent

Gwałtowne podniesienie poziomu cen większości dobrych roczników z tego regionu zaobserwowano już kilka lat temu, a jako główną przyczynę tak wyraźnego wzrostu wskazuje się zazwyczaj zwiększone zainteresowanie kolekcjonerów z Azji. Ceny odzwierciedlają więc w tym kontekście cały zbiór okoliczności — wysoką jakość, nieograniczony budżet inwestorów i bardzo niski poziom produkcji, którego właściwie i tak nie dałoby się w wielu przypadkach zwiększyć z powodu wyjątkowo niewielkiego areału. Upodobanie do burgundzkiego wina w Azji zauważone zostało po raz pierwszy dopiero w ostatnich 2-3 latach, wynika z danych domów aukcyjnych organizujących licytacje w Londynie, Hongkongu czy Nowym Jorku. Monitorująca rynek w bardzo szerokim zakresie platforma Liv-ex pozwoliła ponadto odczytać, że ceny najlepszych win z Burgundii wzrosły w ostatniej dekadzie o setki procent, pokazując jednoznacznie, w jakim kierunku rozwija się popyt na świecie.

Mimo przeciwności

Henri Jayer to natomiast taki symbol, który wydaje się do tego rynkowo-inwestorskiego wyścigu trochę nie pasować. Francuski producent przeszedł do historii prawdopodobnie głównie dlatego, że wprowadził do procesu wytwarzania kilka innowacji, ograniczając się jednak tylko do takich, które nie zniekształcały tradycyjnego i naturalnego przebiegu. Pod swoją własną marką zaczął produkować dopiero w latach 50., kiedy po wojnie zdecydował się zaopiekować małym kawałkiem upraw na cudzym terenie, a w zamian odstąpiono mu połowę ze zbiorów.

Gleba tamtego miejsca była bardzo uboga i pokrywała skaliste zbocze tylko cienką warstwą, ale Jayer dosyć szybko zdążył się zorientować, że właśnie napotkany tam zestaw przyrodniczych przeciwności przyczynić się może do wyjątkowo świeżego i naturalnego zakwaszenia wina. Ilości wypuszczane na rynek również były dość skromne, bo na jeden rocznik przypadać może około 3,5 tys. butelek.

W dzisiejszym ogólnie inwestycyjnym klimacie, zagęszczanym coraz bardziej spekulacją, wracać może na widok takiego wina jakiś pozytywistyczny sentyment — praca w dążeniu do coraz lepszej jakości, od małego kawałka niewdzięcznej gleby, a zamiast chemicznych nawozów — orka, i to pod chłodny jesienny wiatr w dół zbocza.

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Weronika A. Kosmala

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Tematy