Hitler żywy czy prawdziwy?

Monika Witkowska
12-11-2004, 00:00

„Upadek”, kontrowersyjny film pokazujący ostatnie dni Hitlera, od chwili premiery wywołuje ogromne emocje. Teraz wszedł na polskie ekrany.

Jakie konsekwencje może mieć odbrązowienie wodza III Rzeszy — pytamy prof. Klausa Ziemera, dyrektora Niemieckiego Instytutu Historycznego.

„Puls Biznesu”: Czy postać Adolfa Hitlera to temat wciąż żywy w Niemczech?

Prof. Klaus Ziemer, dyrektor Niemieckiego Instytutu Historycznego: Ostatnimi czasy w Niemczech nie było głośno o Hitlerze, mało się o nim pisało - za wyjątkiem wydanej dwa lata temu książki Joachima Festa. Dominował temat wypędzenia, który wywołał Günter Grass swoją powieścią „Idąc rakiem”. W publicystyce, telewizji dużo mówiło się o Niemcach jako ofiarach wojny. Pojawiały się kolejne grupy ofiar: wypędzeni, zgwałcone kobiety, ofiary bombardowań. „Upadek” nie powstał chyba na tej fali. Autor myślał o jego nakręceniu przez 30 lat. Punktem wyjścia były wspomnienia ostatniej sekretarki Hitlera — Traudl Junge — i książki Melissy Muler i Joachima Festa. Film wnosi jednak coś zupełnie nowego, czego w książkach chyba brak: doskonale odtwarza atmosferę ostatniego okresu życia Hitlera.

Dlaczego tak dłużo czasu upłynęło od pomysłu do realizacji filmu?

To jest tak przemyślany, przestudiowany film, że nie mógł powstać w ciągu roku. Przygotowania do realizacji trwały długo, bo mało jest relacji, źródeł, dotyczących tego okresu. Wspomnienia Traudl Junge są właściwie jedyne. Bardzo mało osób przeżyło w bunkrze, jeszcze mniej — opublikowało wspomnienia. Twórcy filmu musieli sami napisać dialogi. I odtworzyli je niezwykle wiarygodnie. Eksperci zajmujący się badaniem tego okresu, biografowie Hitlera, po obejrzeniu filmu powiedzieli: „To właśnie tak było, musiało tak być”.

Czyli „Upadek” to historyczny dokument?

W dosłownym sensie oczywiście nie, to przede wszystkim kawałek świetnego kina. Bardzo dobrze zostali dobrani aktorzy. Fantastycznie zagrał Hitlera Bruno Ganz —szwajcarski aktor. Ma głos prawie jak Hitler. My głos Hitlera znamy przede wszystkim z przemówień pokazywanych na filmach. To zawsze krzyk. W tym filmie również krzyczy, ale są momenty, że mówi normalnie. I to dla publiczności niemieckiej jest czymś niezwykłym. Po raz pierwszy w niemieckich kinach, po niemiecku, usłyszano taki głos Hitlera.

Hitler z ludzką twarzą?

Tego nie powiedziałem. Ten człowiek przez cały film pozostał dla mnie obcy. Pokazane są jakieś jego ludzkie cechy, jednak nawet najbardziej brutalny człowiek nie może przez cały czas zachowywać się agresywnie. Nie można zarzucać filmowi, że pokazuje Hitlera w normalnych, życiowych sytuacjach. To ciekawe — do tej pory nie widziałem w żadnym filmie Hitlera jedzącego. Jest też scena, jak głaszcze psa. Ale z drugiej strony zauważyć można pewien kontrast — głaszcze psa, a za chwilę rozkaże zamordowanie tysięcy ludzi. Widać również jasno, że to człowiek psychicznie chory. Stworzone przez niego koncepcje polityczne nie mieszczą się w głowie, trudno też pojąć, jak zdobył władzę pozwalającą realizować zbrodnicze fantazje.

W „Studium tyranii” Allan Bullock stawia tezę, że oprócz cech osobowościowych Hitlerowi pomogła sytuacja społeczna.

Na pewno tak, ale miał on też ogromną siłę sugestii. To widać nie tylko na wiecach, podczas których słuchały go tłumy, ale nawet w bunkrze, kiedy potrafi przekonywać do swoich opinii, będąc już w sytuacji beznadziejnej. Widać, jak fascynował ludzi — i to doskonale pokazano w filmie. Andrzej Wajda powiedział, że „Upadek” jest jak film z lat 60., że na końcu nie ma uogólnienia. Taką opinię można różnie interpretować, dla mnie nauka płynąca z tego filmu jest jednoznaczna — to potępienie narodowego socjalizmu.

Czy „Upadek” może wzbudzać nastroje neofaszystowskie?

Absolutnie nie. Nawet, gdyby kogoś uwiodły szalone idee Hitlera, film ma jeszcze drugi plan, na którym widać trwającą wokół bunkra apokalipsę. Są naziści, mordujący ludzi, którzy nie chcą walczyć do końca, zmuszający starców i dzieci do walki. Widać upadek, do jakiego Hitler doprowadził swój naród, by na końcu stwierdzić jeszcze: to naród nie był godny mojej osoby. Ktoś musiałby być chory psychicznie, żeby po obejrzeniu filmu zostać zwolennikiem Hitlera.

Jak film oceniają Niemcy? Obejrzało go ponad 2 mln ludzi.

„Upadek” to najczęściej oglądany film w Niemczech. Pojawiają się różne opinie, dominują pozytywne. Są jednak głosy, np. znanego reżysera Wima Wendersa, że filmowi brakuje poprawności politycznej, że niezbyt wyraziście przedstawiono zbrodnie, że nie zostały pokazane prawdziwe ofiary hitleryzmu. Tymczasem przecież na końcu filmu Hitler wyraźnie się chwali: przegrałem wojnę, ale już nie ma Żydów w Europie!

Jak — Pana zdaniem — film zostanie odebrany w Polsce?

Brałem udział w dyskusji, podczas której młodzi Polacy stwierdzili, że film w zasadzie nie zmienia ich odbioru III Rzeszy. Nie sądzę też, by wśród Polaków znalazł się ktoś, kto po obejrzeniu filmu uzna Hitlera za sympatyczną postać. Z większą sympatią możemy natomiast odnosić się do jego współpracowników, np. do sekretarek. Szczególnie tej, z której perspektywy opowiedziana jest historia. Na końcu filmu ukazuje się cytat z Traudl Junge: „Byłam trochę naiwna, dopiero jak po latach zobaczyłam tablicę ku czci Zofii Scholl, uświadomiłam sobie, że miała tyle samo lat, co ja i ona wiedziała, więc ja też mogłam wiedzieć”. To było jak przyznanie się do winy. „Upadek” stawia również widzom bardzo ważne pytanie: kto wiedział o zbrodniach i dlaczego tak długo trwało milczenie?

Długo?

Czytając wypowiedzi polityków i publicystykę —nie tylko z lat 40. czy 50., ale również współczesnych można odnieść wrażenie, że winien był Hitler i wąskie grono współpracowników. Oni zostali ukarani w Norymberdze — reszta to ofiary. Dopiero na początku lat 60., gdy odbyły się procesy zbrodniarzy wojennych: Eichmanna w Jerozolimie, a przede wszystkim zbrodniarzy z Auschwitz we Frankfurcie, ludzie dowiedzieli się, co stało się w Europie Wschodniej. Później, po roku 1968, wielu młodych zadało pytanie rodzicom, co robili podczas wojny, jak mogło do tego wszystkiego dojść. Doszło do konfliktu pokoleniowego. Od tego czasu w historiografii niemieckiej ciągle pojawia się pytanie, jak to było możliwe. Co 10, 15 lat ktoś wzywa do zakończenia debaty, do postawienia grubej kreski — ale pytanie wraca jak bumerang, za każdym razem coraz ostrzej.

Czy „Upadek” wnosi jakieś nowe fakty historyczne?

Trudno mówić o nowych faktach, raczej o doskonałym oddaniu klimatu tych ostatnich dni. Szokuje brutalność wojny, sceny przedstawiające, jak małe dzieci są zmuszane do walki, rozstrzeliwania za dezercję. Krew w żyłach mrozi scena, gdy Magda Goebbels zabija swoje dzieci, żeby nie musiały żyć w Niemczech nienarodowosocjalistycznych. Ciekawe też jest, jak zachowywali się ludzie z najbliższego otoczenia Hitlera w tamtych dniach, jaka była między nimi rywalizacja, jak Hitler odebrał zdradę Himmlera. Są też drobne potknięcia — widać kopanie grobu dla Hitlera i Ewy Braun, a w rzeczywistości oni zostali spaleni na płaskiej ziemi.

Przede wszystkim jednak film jest znakomitą lekcją historii, pozwala — zwłaszcza młodzieży — wyobrazić sobie sposób myślenia człowieka, który wywarł tak ogromny wpływ na historię Niemiec w XX w. I to wszystko opowiedziane jest w sposób interesujący. Jednak wychodzi się z kina zmęczonym nie tylko psychicznie, ale i fizycznie. Przez dwie i pół godziny cały czas słyszy się potworny huk granatów...

© ℗
Rozpowszechnianie niniejszego artykułu możliwe jest tylko i wyłącznie zgodnie z postanowieniami „Regulaminu korzystania z artykułów prasowych” i po wcześniejszym uiszczeniu należności, zgodnie z cennikiem.

Podpis: Monika Witkowska

Polecane

Inspiracje Pulsu Biznesu

Puls Biznesu

Po godzinach / Hitler żywy czy prawdziwy?